To bardzo miłe, że ktoś jeszcze czyta ten blog, a jeszcze milsze, że ktoś jeszcze chce wiedzieć, co sądzę o nowej płycie The Flaming Lips, chociaż wiadomo, że jestem kompletnie wypaczony w mojej sympatii dla tego zespołu. Wiadomo, jak to było: rozdawali ostatnie miejsca dla hardkorowych fanów, a Sonic Youth, R.E.M. i Dinosaur Jr. były już zajęte, podczas gdy w obozie TFL mieli jeszcze parę wolnych.
To, co sądzę o najnowszej płycie The Flaming Lips, opisałem z grubsza tutaj. Dałem im 5/6 (o czym wiedzą doskonale czytelnicy “Przekroju” papierowego), z tym, że w Internecie pojawiło się 6/6. W sumie mogłoby i tak być, bo album ten niesie w sobie tak bezceremonialnie niekomercyjny i nieznający stanów średnich ładunek, że powinienem się wstydzić za tę wstrzemięźliwość. No ale fakt, że szóstka zawisła na pare dni w sieci i przyciągała uwagę. A w tym czasie czytelnicy tego bloga nagabywali mnie, bym zajął stanowisko. W sukurs wszystkim czytelnikom i nieczytelnikom przyszedł jak zwykle niezastąpiony serwis Porcys, który zamieścił zamiast recenzji “Embryonic” omówienie czterech innych recenzji w jednym miejscu – żaden pomysł, gdyby nie to, że jeszcze wystawili własną ocenę…
Sprawdziłem, czy chłopaki coś tam lubią (trudno znaleźć, co generalnie świadczy o wstrzemięźliwości itp. zaletach) i pierwsza rzecz, którą wyłapałem, to był zespół Muchy, wyceniony na “dwa razy lepiej” (pod warunkiem, że skalę ocen płyt traktować jako liniową – może należałoby tak jak skalę hałasu traktować ją jako logarytmiczną??) od grupy The Flaming Lips oraz Papa Dance – z podobną przewagą nad zespołem Wayne’a Coyne’a. Z całym szacunkiem dla Much, oczywiście. I jeszcze większym dla Papa Dance. To tylko przykłady rzucone dla pełni informacji. W dodatku The Flaming Lips nagrali album dwupłytowy, więc należałoby uznać, że w konfrontacji z jedną płytą Much nagrali coś – uwaga! – cztery razy gorszego. Na ich miejscu wstydziłbym się bardzo. Ale sam nie wstydzę się oczywiście ani trochę, słuchanie The Flaming Lips to przyjemność kompletnie bezwstydna w moim wypadku.
Na razie na kilka tygodni zamrażam te zapiski w tym punkcie. Będę zaglądał sprawdzić komentarze, ale na jakiś czas daruję sobie regularną aktualizację. Znów mam dość duże zagęszczenie spraw pozamuzycznych, które każą mi wyhamować z działaniami hobbystycznymi, do których ta strona się zalicza. Ostatnio z takiego wyhamowania nic konkretnego nie wyszło (mam na myśli ten przestój w zeszłym roku – opiszę sprawę przy najbliższej okazji, bo jest dość skomplikowana), więc życzcie mi, żeby było lepiej. A na stronach “Przekroju” cały czas sobie poczytacie coś mojego co i rusz, bo do pracy muszę uczęszczać nawet w tym trudnym dla mnie okresie. Polecam też Plateaux Festival z koncertem coraz lepszego The Sight Below oraz fragmenty Ars Cameralis. Do tego koniecznie “New Clouds” White Rainbow.
Ale nie zostawiam Was samych. Na szczęście The Flaming Lips nagrali świetny album. Długi, dwupłytowy. Żadna recenzja Wam go nie przybliży w dostatecznym stopniu.
PS Polskie Radio zaczęło na swoich stronach internetowych korzystać z naszych prezentowanych w HCH (wspólnie z Jackiem Hawrylukiem) typów płytowych – robione jest to bardzo dobrze, więc warto sprawdzić.










