Było „Old News #5″, po paru miesiącach jest numer 6. Jim O’Rourke konsekwentnie opróżnia archiwa i po zestawie nagrań studyjnych i koncertowych dostajemy jeden czteroczęściowy utwór zarejestrowany przez niego w tokijskim studiu na zamówienie słynnej francuskiej instytucji INA/GRM, zasłużonej dla muzyki elektronicznej. Nie mógł, a raczej nie chciał (ale w ogóle nie chce się ruszać poza Japonię) przyjechać na jej festiwal Présences Electronique 2011, więc tylko przysłał nagranie, na płycie zatytułowane „All That’s Cold Is New Again”.
Rewolucja to nie jest, rzecz rozpoczyna się zresztą niemrawo, trochę po akademicku. Ale to, co się dzieje w części trzeciej, a szczególnie w mocnym, długim dronowym finale, całkowicie wystarczy, żeby zainteresować się albumem, wydanym ponownie na dwóch płytach przez Editions Mego, w sposób skrajnie minimalistyczny, ale na stałym dla tej firmy poziomie, jeśli chodzi o sam nośnik i opakowanie.
JIM O’ROURKE „Old News #6″
Editions Mego 2011 7/10
Trzeba posłuchać: stron C i D.
Pamiętacie oddalony akord na początku płyty „The Joshua Tree”? Tak? No to wyobraźcie sobie, że tamten album nigdy się z tego poziomu nie ruszył. Że został przy tym oddalonym akordzie. Chłodne, spowolnione, melodyjne pasaże syntezatorów o barwach z lekka przesterowanych i zniekształconych – to właściwie opis całości płyty Kyle’a B. Imana, który ukrywa się pod pseudonimem Emuul. Ponaddwudziestominutowy utwór na stronie B wystawi na próbę waszą cierpliwość, ale i on powinien przynieść sporo satysfakcji, choć nieco innej niż dość urokliwe miniatury (raptem od 4 do 8 minut) ze strony A.
A liczny błękitny winyl ułatwi sprawę wahającym się. Okładkę trudno zapamiętać, ale zapomnieć jeszcze trudniej, kojarzy mi się zdecydowanie z tym klipem. I tak myślę, że gdyby to samo nagrać w nieostrościach, to może byłby klip do Emuula.
EMUUL „The Drawing of the Line”
Digitalis 2011 7/10
Trzeba posłuchać: „Love Theme”, „The First Look”.
Brazylijczyk z Bostonu, który swoje ciepłe syntezatorowe arpeggia gra na wirtualnych analogach. Jego utwory nie mają wprawdzie wdzięku i lekkości tych z opisywanego przeze mnie niedawno albumu Jürgena Mullera (który notabene wyszedł już w trzecim tłoczeniu), ale z pewnością też wyrastają ponad przeciętną i spokojnie mogłyby pewnie rywalizować z większością produkcji ze współczesnej e-muzyki. Tyle tylko, że Ricardo Donoso jest kilkakrotnie bardziej cool. Nie sili się na epickie kompozycje, za to możliwości sprzętu idealnie wykorzystuje do tworzenia nastroju. Warto mu dać chwilę, bo trzeba kilkunastu minut, żeby ten klimat poczuć.
Ciekawe, że ten zestaw utworów, rozpoczynających się jakby niemrawo, ale od początku niezwykle organicznych w brzmieniu, Donoso zagrał na pogardzanych często w gronie elektroników współczesnych, wirtualnych syntezatorach analogowych (wirtualnych, a zatem w zasadzie tylko te analogi udających). A trudno od strony brzmieniowej cokolwiek mu zarzucać – album „Progress Chance” wytrzymuje porównanie ze świetną kolekcją Spectrum Spools. Limitowana edycja na zielonym transparentnym winylu znika ze sklepów błyskawicznie i tylko patrzeć, a pojawi się kolejne wydanie.
RICARDO DONOSO „Progress Chance” Digitalis 2011 8/10 Trzeba posłuchać: „The Deck of an Ancient Ship”, „Morning Criminal”.
Container od moich znajomych na RYM dostał najlepsze oceny ze wszystkich wydawnictw Spectrum Spools (nr 7 w katalogu tej firmy), tymczasem jak dla mnie to jedno z dwóch „leciutkich” rozczarowań – choć wciąż niezła płyta. Razi „puszczona” pierwsza strona. „Dissolve” na drugiej poprawia humor, bo wreszcie pojawiają się pomysły – tu w postaci nawiązań do reliktów muzyki techno.
Jak na katalog SS mamy tu zupełnie inne podejście do muzyki elektronicznej. Rzecz spokojnie mógłby wypuścić Kompakt. Niewiele ma to z kolei wspólnego z niemiecką szkołą elektroniczną widzianą przez pryzmat Tangerine Dream. Ba, nie ma tu również prawie żadnych dronów – jeśli są, mogłyby robić za jakieś niespokojne partie syntezatora. Za to rytm – non-stop! Automaty perkusyjne, syntetyczne bębny, na które ponakładano fury efektów.To dość chłodna płyta, powtarzająca w nieskończoność proste patterny syntezatorowo-perkusyjne, ale zarazem bardzo „kwaśna” w charakterze – odzywa się tu w pewnym momencie nawet kwasowy instrument wszech czasów, czyli syntezator TB303. W żadnym razie Container nie wchodzi na typowe dla tanecznej elektroniki ścieżki, ale wystarczy zajrzeć w metrykę Rena Schofielda, który kryje się pod tym pseudonimem. Pochodzi on z Nashville.
CONTAINER „LP”
Spectrum Spools 2011 7/10 Trzeba posłuchać: „Dissolve”.
Trzynaście urządzeń wypełniających ich studio w Padwie – włącznie ze wzmacniaczami i głośnikami – to nawet w latach 60. nie było wiele. Może dlatego Gruppo NPS bywali gośćmi w Polsce. Formacja działająca od 1964 roku wokół młodego inżyniera dźwięku Ennio Chiggio i pianistki-kompozytorki Teresy Rampazzi miała – niczym ich włoscy przodkowie, futuryści – sporo do zaproponowania w warstwie ideologicznej. Mówiąc krótko: żadnych emocji, żadnego pójścia na żywioł, nieprzewidywalności w występach na żywo. Ich utwory były studiami naukowymi na temat poszczególnych cech utworu, elementów dźwięku itd. Tytuły w rodzaju „Interferenze 2″, „Freq. Mod. 2″ czy „Filtro 1″ mówią same za siebie. Ale jako dźwiękowe doświadczenia – mimo niedoborów sprzętowych – świetnie zniosły próbę czasu.
Dzisiaj dorobek Gruppo NPS prezentuje Die Schachtel, kronikarska firma z Mediolanu zajmująca się przede wszystkim – jak ostatnio nasz Bołt na polskim rynku – porządkowaniem archiwum włoskiej muzyki elektronicznej. Pięknie wydany album Gruppo NPS spokojnie mógłby ukazać się dziś nakładem Raster-Noton albo PAN Records, względnie w Faitiche Jana Jelinka. Nawet archaicznie brzmiące generatory są czymś na tyle oryginalnym, by robić wrażenie w czasach komputerów, uwagę przyciąga także notacja graficzna grupy, pokazana w dołączonej do płyty książeczce.
Z opisu utworów wiedziałem od razu, że elementy niektórych były nagrywane w Studiu Eksperymentalnym PR w Warszawie. Uważna lektura „list płac” uświadomiła mi jednak, że Bohdan Mazurek (ostatnio przypomniany wydawnictwem Bołta właśnie) pełnił tu większą rolę niż tylko gościnny inżynier dźwięku. Komponował i udostępniał grupie całe moduły utworów. Figuruje wśród autorów czterech utworów, z czego jeden – dwuczęściową kompozycję „Masse” – stworzył razem z Teresą Rampazzi. Czyżby to ona była tą słynną osobą z Polski, dla której napisał już w latach 80. „List do przyjaciół”? Wiemy, że lubił Włochy, mógł więc tam mieć więcej znajomości, ale nie mam pojęcia, czy to nie jest Ragazzi. Coś jednak czuję, że owszem.
W każdym razie mam nadzieję, że na przykładach serii takich jak ten Die Schachtel wzorować się będą teraz wydawcy kolejnych tytułów tak pięknie rozpoczętego cyklu o Studiu Eksperymentalnym. O reedycjach muzyki ze studia pisałem już tutaj.
GRUPPO NPS „Nuove proposte sonore”
Die Schachtel 2011 8/10
Trzeba posłuchać: Końcówka płyty – „Filtro 1″,”Hardlag”.
Sygnalizowałem pierwszy longplay w Tri Angle tak długo, ale kiedy już do mnie dotarł, zamilkłem na ponad miesiąc. No i się przeterminował. Płyta Balam Acab nie jest bowiem tak wdzięcznym tematem, jak parę miesięcy wcześniej EP-ka „Sea Birds”. Wyszło trochę za bardzo mechanicznie, nieco przewidywalnie w porównaniu z tamtą krótką płytą – szczególnie w sferze sampli, zapętlania poszczególnych składników nagrania. A może po prostu Alec Koone to ciągle materiał na krótki metraż. Bo i stąd dałoby się wykroić świetną EP-kę. Nie odsłonił tu jakichś zupełnie nowych cech swojej swojej muzyki, która dalej opiera się na spowolnionych beatach i onirycznych wokalach z pogłosami. Może należałaby się tej płycie i gwiazdka więcej, ale zwyczajnie nie mogę zdzierżyć kolejnego nagrania zbudowanego na wokalu podciągniętym do tonacji myszki Miki.
Tri Angle niby mają styl, zaczęli historię tego nowego labela znakomicie, ale wydawane przez siebie winyle trzymają chyba gościnnie w składnicy złomu. Nie zdarzyła mi się jeszcze ich płyta, która nie byłaby poprzecierana czy nie miałaby jakiejś ewidentnej ryski. Ale może to kwestia tych wewnętrznych kopert z nie najwyższej jakości papieru. W każdym razie samo tłoczenie nie pozostawia nic do życzenia.
BALAM ACAB „Wander/Wonder”
Tri Angle 2011 6/10
Trzeba posłuchać: „Motion” (ten znów kojarzy mi się z Prefuse 73), „Expect”.
Odkleiłem się ostatnio trochę od hip hopu ze świata, co tu kryć. Może dlatego artyści, dla których Mike Volpe podpisujący się jako Clams Casino robi beaty – Lil’ B czy Soulja Boy – nie należą do najczęściej przeze mnie słuchanych. Ale to, co robi ten człowiek, winduje go gdzieś do zupełnie innej galaktyki, bo te wszystkie podkłady instrumentalne bronią się bez głównych partii wokalnych rewelacyjnie. Fakt, jednym z ważnych składników podkładów CC są strzępki wokali, a nawet całe frazy, wokalizy – z reguły wnoszące mnóstwo klimatu i melodii – no ale nie zmienia to statusu całości. Do tego dochodzi klimat nielegalu – sample z Bjork, Adele i Janelle Monae raczej chyba nie zostały kupione, chyba że na płyty oryginalnych zleceniodawców, bo przecież nikomu nie opłacałoby się tego sprzedawać w tak niskim nakładzie, w jakim ukazuje się ten album. No i jeszcze szczypta niedowierzania, że producent o takiej wrażliwości – subtelny, melancholijny (nie na darmo jego EP-ka, o której pisałem na drugim blogu, wyszła w Tri Angle) – z miejsca idzie do hip hopu. Skojarzenia z Prefuse 73 ciągle są, ale zachowuje CC samodzielność. Jak błyskotliwie zauważył dziennikarz magazynu „Fact”: While the rest of the world spends all night EQing a kick drum to death, Clams Casino is building a legacy. W każdym razie jeśli ktoś jeszcze tego nie słyszał (z mojej strony to głębokie zaległości), to chyba warto reanimować ten blog nawet tylko w tym celu, żeby pokazać „Instrumentals”.
Materiał, który został udostępniony za darmo przez samego artystę w postaci elektronicznej, na płycie zdecydowała się wydać niekojarzona z tego typu dźwiękami wytwórnia Type. Dobry ruch. Pierwszy nakład – na kolorowych winylach – zszedł na pniu. Moje egzemplarze pochodzą z drugiego, czarnego, ale tak czy inaczej płyty, zmasterowane w Berlinie w D+M, mają bardzo dobrą jakość, dzięki której również przykleiłem się do tego wydawnictwa.
CLAMS CASINO „Instrumentals”
Type 2011 8/10
Trzeba posłuchać: najszczęśliwsze numery to A/2, B/1, B/3 (!)
10-calowa EP-ka na 45 obrotów – i na przetrwanie długiego czasu oczekiwania na następne „Black Sea”, a lepiej na kolejne „Venice” (że o drugim „Endless Summer” nie wspomnę). Czyli średni format i – niestety – średniej klasy wydawnictwo, przynajmniej jak na możliwości Christiana Fennesza. Ani tyle napięcia, ani tyle inteligentnie sterowanego hałasu, co na najlepszych płytach Austriaka. Kompozycja „July” to sporo czajenia się, z którego niewiele wychodzi. Najwięcej uroku mają więc paradoksalnie najbardziej łagodne miniatury – akustyczna „Sevenstars” i wykorzystująca charakterystycznie dla artysty przetworzoną barwę gitary „Liminal”. Zatem bardziej singiel niż EP-ka, jeśli się bliżej przyjrzeć. I bardzo lekkie na tle dorobku Fennesza. Oczekującym nie starczy to na długo.
Winyl minimalistycznie wydany, jak przystało na Touch. CD w drodze – ma być we wrześniu.
FENNESZ „Seven Stars”
Touch 2011 6/10
Trzeba posłuchać: „Sevenstars”, „Liminal”.
Czyli jak znów zostałem kolekcjonerem – taki podtytuł mógłby nosić ten wpis. Bo z przerażeniem stwierdzam, że nie ominąłem dotąd żadnego wydawnictwa Spectrum Spools, pododdziału Editions Mego, którym opiekuje się John Elliott z Emeralds. I żadne z nich jakoś szczególnie mnie nie zawiodło, choć najsłabsza była z pewnością propozycja Formy z maja tego roku.
Po wakacjach nadrabiam zaległości sprzed nich, więc słówko o dwóch kolejnych płytach ze Spectrum (w przygotowaniu już kolejne). Najpierw Temporal Marauder. Nie wiem, ile prawdy jest w dość fantastycznej historii zespołu opisanej na stronie Spectrum Spools, ale przy okazji nieźle określa ona pozycję tej grupy (bądź solowego projektu, jeśli to wszystko jest tylko wymysłem) – pomiędzy Tangerine Dream a krautrockiem w stylu Cluster, czasem nawet Can – jak w pierwszym na płycie „Temporal Shift Reaction”, gdzie jest i hipnotyczny beat, i gitara brzmiąca jak u Michaela Karoliego. Całość też najmocniej uzasadnia fakt, że TM może być zespołem, a nie solistą wyposażonym w rozbudowane instrumentarium elektroniczne. Inne momenty przekonywałyby mnie jednak do tego drugiego. A może to sam Elliott?? Motywy i pomysły pojawiające się w głowie Marudera Czasu są dość wyświechtane, ale album znakomicie broni niezwykłe zróżnicowanie. A z tyłu słychać całe muzeum analogowych instrumentów. Czerwony winyl w jak zwykle (nie chce mi się powtarzać, bo u Mego to norma) perfekcyjnej edycji, bliżej siedmiu i pół pkt niż gołej siódemki.
Elliottowi dziękować możemy jednak najbardziej za odkrycie dla szerszego świata Chrisa Madaka, nagrywającego jako Bee Mask. I z kolei najlepszym dotąd wydawnictwem SS wydawał się właśnie album tego projektu „Canzoni…”. To, co dostajemy teraz, jest antologią różnych starszych nagrań Madaka – od roku 2003 – przejrzanych, trochę poprawionych i zebranych w długie formy wypełniające niemal (do tego już nas przyzwyczaił) całe strony podwójnego zestawu LP. Nie znałem wcześniej kaset wydawanych przez Madaka, ale to jest materiał równie ciekawy co poprzednia płyta Bee Mask dla Spectrum Spools. Masywne, mroczne drony z kosmicznymi świergotami w tle, chwilami nawet reminiscencje z Jarre’a, ale układane z taką dramaturgią, że nie sposób się od tego oderwać. Sporo naturalistycznych odgłosów – jedne jak z horroru, drugie niczym z surrealistycznego teatru dźwiękowego.
Madak kręci gałkami z fascynującym wyczuciem tempa, barwy i przede wszystkim dynamiki nagrań. Hipnotyzuje tam, gdzie teoretycznie powinien był przynudzić. Świetna okładka z niepokojącą martwą naturą, czerwono-różowy winyl pierwszej płyty, transparentny (przynajmniej u mnie) numeru dwa. Te kolorowe klienci zdążyli już chyba rozkupić, ale jest i zwykłe wydanie w kolorze czarnym. A od 30 sierpnia – jedna z pierwszych w katalogu Spectrum płyt kompaktowych. Dostępna będzie oczywiście – jak wszystkie wydawnictwa eMego – u Gusstaffa, który zresztą pomaga w produkcji wydawnictw CD dla austriackiej firmy.
TEMPORAL MARAUDER „Temporal Marauder Makes You Feel”
Spectrum Spools 2011 7/10
Trzeba posłuchać: „Temporal Shift Reaction”, „Contempt (Part 2)”.
BEE MASK „Elegy for Beach Friday”
Spectrum Spools 2011 9/10
Trzeba posłuchać: od początku do końca.
Ściganie się na liczbę wydawnictw w ubiegłym roku było domeną Johna Zorna. W tym Jim O’Rourke wydaje się mieć równych. Naliczyłem do tej pory na Discogs.com osiem płyt, wychodzi średnio jedna miesięcznie. I są to w dodatku rzeczy dobre i bardzo dobre. Przynajmniej te, których zdążyłem posłuchać, bo efekt tego nawału nagrań jest taki, że trudno szybko nadrobić. Tym bardziej, że są to rzeczy – odpowiednio – wyrafinowane i bardzo wyrafinowane. Czyli wymagają – w zależności od tego – dużo i bardzo dużo czasu.
O części z tych wydawnictw piszę więc oddzielnie na Polifonii. Tutaj zostawiłem sobie „Old News #5″, podwójny winyl z Mego, o którego jakości brzmieniowej mówić już nie muszę (opisywałem tu sporo rzeczy z tej wytwórni). Tylko muzyka elektroniczna i tylko improwizacja. To pierwsza z serii płyt, które tego rodzaju prace chicagowskiego muzyka prezentują. Częściowo z koncertu, częściowo ze studia. Otwierający tę płytę „Pedal and Pedal” to niemal dynamiczny wzorzec występu z elektroniczną improwizacją. Od delikatnych dźwięków do erupcji i uspokojenia. Bardziej hałaśliwy „Detain the Man to Whom” brzmi nieco gorzej, ale na pewno nie na tyle, by łatwo uwierzyć, że zarejestrowany został w 1992 roku (!). Czyli prawdopodobnie bez Max/MSP, który wtedy programistycznie raczkował, a już na pewno bez Abletona Live, bo go nie było. Ja zatem przez dwadzieścia minut wyobrażałem sobie, jak to zrobił. Za to przy kolejnym, „It’s Not His Room Anymore”, miałem już pełne przekonanie, że to rzeczywiście prace z syntezatorem analogowym, tak jak to zapowiadał wydawca. Zapowiada się znakomita seria.
Płyta jest już w Polsce. Sam widziałem na Off Festivalu, ale kupić ją można także wysyłkowo.
JIM O’ROURKE „Old News No. 5″
Editions Mego 2011 7/10
Trzeba posłuchać: „Pedal and Pedal”, „Mother and Who”.
Po uruchomieniu mojego bloga w serwisie Polityki ten prywatny przeobraził się w miejsce publikowania krótszych informacji, treści audiowizualnych, moich archiwalnych artykułów prasowych oraz recenzji co bardziej niszowych wydawnictw. Całej reszty szukajcie na POLIFONII
Lana Del Rey jest – jak wiadomo z fiszek promocyjnych – gwiazdą muzycznych blogów. Nie tego. Zatem prawdopodobnie mit. A ponieważ ukazała się właśnie jej płyta „Born To Die”, warto wspomnieć, jakie inne mity narosły wokół tej postaci. Bo z … Czytaj dalej →
Cohen opowiada dowcip: „Facet wchodzi do sklepu i zwraca się do ekspedienta: ‘Poproszę polski chleb, kawałek polskiego sera i sześciopak piwa z Polski’. Na to tamten: ‘Nie jest pan czasem Polakiem?’. Klient: ‘Dlaczego?’. ‘Bo to jest sklep z narzędziami’”. Kawał … Czytaj dalej →
To krępujące, ale czasem ludzie zadają sobie tego rodzaju pytania. Ja ostatnio usłyszałem takie pytanie od pewnej (przyzwoitej zresztą) stacji radiowej. Najpierw zrozumiałem, że chodzi o płytę, którą zabrałbym na bezludną wyspę. Już chciałem powiedzieć, że Tristana Pericha, bo po … Czytaj dalej →
Za muzykę oczywiście. Nie ma to nic wspólnego z abonamentem RTV. Taki roczny wzrost zainteresowania serwisami subskrypcyjnymi wskazuje najnowszy raport IFPI, upubliczniony dziś o godz. 15.00 naszego czasu, również na Polifonii. O 8 procent – do 5,2 mld dol. – … Czytaj dalej →
Tym razem pojedynek korespondencyjny. Przede wszystkim dwóch najbardziej zapracowanych ludzi w tej branży w roku 2011: Mats Gustafsson i Colin Stetson. Od pierwszego, poza świetnym albumem Fire!, dostaliśmy m.in. archiwalne już nagrania koncertowe tria z Kieranem Hebdenem i Steve’em Reidem … Czytaj dalej →
W 104. wydaniu HCH z dziś na jutro o północy zapraszamy w końcu na płytowe podsumowanie roku 2011 - autorów audycji i jej słuchaczy. Plebiscyt wśród tych ostatnich trwa od kilku tygodni, na antenie przedstawimy jego rezultaty i przyznamy - jak co roku - okolicznościowe nagrody. To prawdopodobnie ostatnie podsumowanie roku 2011, z jakim się zetkniecie, ale […]
Jeszcze jeden odcinek Nokturnu uzupełniający zaległości z 2011 roku. I znów są to zaległości związane z reedycjami - tym razem tanimi wydaniami "dwa w jednym" czterech albumów Alice Coltrane z lat 70. Zapraszamy dziś od 23.00 do Dwójki. PLAYLISTA - Dwójka 19.01 Alice Coltrane - Huntington Ashram Monastery (CD "Huntington Ashram Monastery/Wor […]
PLAYLISTA NOKTURN 2012-01-12 Orkiestra, dyr. T. K. Ramamoorthy - Begada (LP "Jazz, Jazz, Jazz", EM Records 1969/2011) Albert Ayler - Truth Is Marching In, Berlin, 3.11.66 (CD "Stockholm, Berlin 1966", Hatology 2011) Steve Lacy Five - Prospectus (CD "Blinks... Zurich Live 1983", Hatology 2011) Orkiestra, dyr. T. K. Ramamoorthy - […]
Mieliśmy nocą z poniedziałku na wtorek podsumowywać rok 2011 w muzyce, ale Trójka ogłosiła dzień polski, więc - jako że zaczynamy o północy - skoncentrujemy się na powtórkach ciekawych, a w większości mało znanych, krajowych wydawnictw z tego roku. Zwyczajowe podsumowanie całości zostawiamy na za dwa tygodnie... Zatem i głosowanie na albumy roku potrwa zna […]
Playlista czwartkowego (5.01) wydania Nokturnu w Dwójce - tak (tematycznie) podsumowywaliśmy rok 2011, opowiadając o retromanii (i "Retromanii"), mistyfikacjach, studiach eksperymentalnych, krzyżówkach jazzo-poważkowych i winylowym (lub kasetowym) szperactwie. Moon Wiring Club - Gonk Operetta (CD "Clutch It Like a Wonk", Gecophonic 2011 […]
Jeśli kogoś ominęły przyjemności wrześniowego festiwalu Sacrum Profanum, będzie miał szansę nadrobić część z nich już dziś między 19.00 a 22.00. W specjalnym noworocznym programie Dwójki prezentować będziemy spore fragmenty festiwalowych nagrań, obszerny wywiad ze świętującym w ubiegłym roku 75-lecie Steve'em Reichem, bohaterem imprezy, oraz jego flag […]
Nowości z Monotype Records już w ostatnim przedświątecznym wydaniu Nokturnu - czwartek 22.12, godz. 23.00. Naszym gościem będzie Jakub Mikołajczyk. Alessandro Bosetti - Royals from MonotypeRec on Vimeo. PLAYLISTA Dwójka, 22.12.2011 Eugene Chadbourne & The Dropouts - The Dentist (LP "Zupa Dupa Kupa", Monotype 2011) Doerner - Dafelde […]
Tego można się było spodziewać. Po krótkiej prezentacji płyty Leylanda Kirby'ego w Nokturnie pora na nieco dłuższą porcję muzyki tego artysty. To jeden z najciekawszych albumów roku 2009 i bezwzględnie jedna z najważniejszych płyt w dorobku samego muzyka. Dodatkowo fragmenty innej, klasycznej już płyty LK, nagranej jako The Caretaker - "A Stairway […]