Boris Vian „Kierowcy” (skecz)

Boris Vian
Kierowcy
(wersja spolszczona)
przeł. Bartek Chaciński

Scenografia: wiejska szosa. Po lewej stronie, na pierwszym planie zza kulis wystaje tył nieruchomego samochodu. Słychać jak podśpiewuje sobie jego kierowca, Marcinkowski, mężczyzna w wieku około 55 lat, który pojawia się na scenie i zaczyna pucować wóz.
Terkot silnika szybkiego samochodu. Z głębi sceny wyjeżdża wyścigowy wóz z 1889 roku. Zwalnia i zatrzymuje się za stojącym już samochodem. Jego kierowca, 25-letni młodzieniec o nazwisku Rytel, wysiada. Tamten zbliża się do niego.

RYTEL
Ach… Przeżyłem właśnie kilka pięknych chwil…

MARCINKOWSKI
A co?

RYTEL
Przejechałem za jednym zamachem sześćset metrów. Musiałem chyba pruć ze 30 na godzinę, zdaje pan sobie sprawę?

MARCINKOWSKI
(z niedowierzaniem)
Czy sobie zdaję sprawę? Ba! (z nostalgią) Ale to tylko marzenia!

RYTEL
Zapewniam pana! Ale niech mi pan powie (wskazuje samochód Marcinkowskiego), czy to na pewno korek do Placu Bankowego?

MARCINKOWSKI
Tak, tak… to ten!

RYTEL
Aha, dobra! A pan skąd jedzie?

MARCINKOWSKI
Z Dworca Wschodniego.

RYTEL
Ach tak… A gdzie teraz jesteśmy?

MARCINKOWSKI
Niedaleko Józefowa.

RYTEL
W porządku… Nie pomyliłem się… To chyba przez tę nową jednokierunkową Warszawa-Przemyśl trochę kluczymy…

MARCINKOWSKI
Dziś mamy 12… przy odrobinie szczęścia będziemy koło Ratusza dwudziestego siódmego.

RYTEL
Trochę pan przesadza! (Uśmiecha się.)

MARCINKOWSKI
Jak to, przesadzam?

RYTEL
Takto… dziewiętnaście dni ze Wschodniego na Bankowy… Coś mi się wydaje, że wy, staruszkowie, lubicie sobie urządzać kpiny z naszego pokolenia…

MARCINKOWSKI
Ma pan przed sobą kogoś, kto pamięta czasy, kiedy z Bankowego do Piaseczna jechało się 72 godziny.

RYTEL
(z niedowierzaniem i zaskoczeniem)
Daj pan spokój, nie żartuj pan!

MARCINKOWSKI
Jak to? Ani mi w głowie żarty!

RYTEL
(nie wierzy)
Ciekawe. To chyba specjalność wszystkich taksiarzy! Nie przestajecie opowiadać ludziom bzdur… całkiem jakby to was bawiło…

MARCINKOWSKI
(sucho)
Niech pan posłucha, młody człowieku. Mam prawo jazdy od 30 lat… to było w 1959… i w 1959 spod Teatru Wielkiego do Łazienek jechało się niecałe 24 godziny…

RYTEL
(wybucha śmiechem)
Nie, no, to jest jeszcze lepsze…

MARCINKOWSKI
Dobrze… myśl pan sobie, co chcesz. (zrzędzi pod nosem)

RYTEL
Plac Teatralny-Łazienki w 24 godziny… Dlaczego nie Centralny-Praga w dwa dni, skoro już pan przy tym jest.
(Grzebie pod maską.)

MARCINKOWSKI
Oczywiście – jechałem z Centralnego na Pragę w dwie godziny – ale trzeba było trochę pocisnąć… Jechało się przez Płock, Toruń, Mławę i wracało przez Wyszków… Trochę sportu. Najtrudniejszy był ostatni odcinek przez Białystok: tam, kochany… gaz do dechy! Ale w G7 to nie była taka znów sztuka…

RYTEL
(patrzy na samochód)
Rzeczywiście… To G7… Proszę mi wybaczyć… Ale z pana szczęściarz!
(zapala papierosa)
Może pan się poczęstuje?

MARCINKOWSKI
Chętnie…
(Nabiera teraz nieco protekcyjnego tonu na widok zachowania swego rozmówcy.)

RYTEL
To co? Może coś razem przekąsimy?

MARCINKOWSKI
A pewnie… oszczędzimy paliwa – zaczyna się wyczerpywać…

RYTEL
Niech pan się nie martwi… Mam benzyny na cały miesiąc.

MARCINKOWSKI
To będzie w sam raz!… A prowiant?

RYTEL
W porządku… Na dwa miesiące

MARCINKOWSKI
(uspokojony)
O! Dobrze! Przynajmniej mamy pewność, że dojedziemy.

RYTEL
Dobrze jest być młodym i zorganizowanym…
(Otwiera pakunki.)
A dokąd dokładnie pan jedzie?

MARCINKOWSKI
Zabrać klientów z Królewskiej.

RYTEL
Uuu… to z Bankowego ma pan już tylko 24 godziny.

MARCINKOWSKI
Tak… to już tyle co nic… Wystarczy wjechać w przejazd podziemny do Agrykoli, zawrócić w kierunku Wilanowa… to dobra droga…

RYTEL
Tak… a poza tym w G7…
(Wchodzi gazeciarz.)

GAZECIARZ
„Korek Codzienny”! Kupujcie „Korek Codzienny”!!

RYTEL
Daj pan jedną! (Gazeciarz podaje.)

GAZECIARZ
Proszę, szefie! (Odbiera pieniądze.)
I jeszcze dziesięć do stu…

RYTEL
Reszty nie trzeba!…
(Rozkłada gazetę i czyta.)

GAZECIARZ
(idzie dalej)
„Korek Codzienny”! Kupujcie „Korek Codzienny”!!

MARCINKOWSKI
Co tam nowego?

RYTEL
Wóz niejakiego Reguły właśnie podjechał metr w kierunku Pałacu Kultury.

MARCINKOWSKI
Nieźle! Zgarnął premię?

RYTEL
Tak! (Pokazuje mu.)
A nowy komendant policji…
(Wchodzą dwie piękne dziewczyny: jedna ubrana na czerwono, druga – na zielono.)

CZERWONA
Dobry wieczór, kierowco!

RYTEL
Dobry wieczór!

CZERWONA
Co, odpoczywamy?

RYTEL
Niestety, nie! Jedziemy na Bankowy!

CZERWONA
Ale znalazłbyś krótką chwilę, co?

RYTEL
Rzecz w tym, żeby nam to wszystko nie uciekło…

CZERWONA
Eee tam… chodź… Mam legitymację pogotowia technicznego.

RYTEL
Aaa… jeśli tak… (Daje się zabrać.)

ZIELONA
(do Marcinkowskiego)
Ta ładna taksówka to pana?

MARCINKOWSKI
Tak… (Nawet nie podnosi głowy, zaczytany.)

ZIELONA
Mogę wejść do środka?

MARCINKOWSKI
Nie…

ZIELONA
Głupi pryk!
(Odchodzi.)

MARCINKOWSKI
(czyta i nagle aż podskakuje)
O, Boże! Rytel… Rytel!…

RYTEL
(głos zza sceny)
Ach… Co jest?

MARCINKOWSKI
Łajdaki!… Niech pan posłucha… Rozporządzeniem komendy stołecznej policji… wszystkie ulice biegnące w stronę Bankowego są od tej chwili drogami o jednym kierunku ruchu…

RYTEL
(Wychodzi, cały potargany)
Co? Nie!

MARCINKOWSKI
Ależ mówię panu!
(Pokazuje mu gazetę.)

RYTEL
(czyta)
O, cholera! Niech pana licho! Całą przyjemność jeżdżenia mi pan odebrał!

KURTYNA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s