Boris Vian: Absurd, piana i skandale

Paryż. Lata czterdzieste. Pewien zazdrosny Francuz wchodzi do pokoiku kochanki, dusi ją, a obok zwłok rzuca otwarty egzemplarz powieści „Napluję na wasze groby”. Czarnego kryminału o zemście rasowej Murzyna, który podrywa i morduje białą panienkę z dobrego domu. Na okładce widnieje nazwisko rzekomego autora: Vernon Sullivan. Poniżej, drobnym drukiem, także nazwisko tłumacza: Boris Vian. Wydarzenie tylko zaognia atmosferę skandalu wokół wyjątkowo brutalnej i obscenicznej – jak na tamte czasy – książki. „Powieść, która zabija!” – krzyczą tytuły prasowe. Vianowi wyrabia to renomę dobrego tłumacza, co zakrawa na absurd, bo, jak się wkrótce okazuje, to on sam tę powieść napisał.

Absurd to podstawowe hasło epoki, w której Borisowi Vianowi przyszło wchodzić w dojrzałość. Hasło egzystencjalistów, z którymi spotykał się na co dzień w kawiarniach paryskiej dzielnicy Saint-Germain-des-Prés. Przyjaźnił się z Juliette Greco i Simone de Beauvoir, a Jean-Paul Sartre uwodził mu żonę.
Vian grywał na trąbce w klubach jazzowych i prezentował w kawiarniach skecze (w stylu tych, które publikujemy w tym numerze „Machiny”). Organizował także tzw. surprise-parties, czyli przyjęcia-niespodzianki, w czasie których mogło się zdarzyć wszystko (ich atmosferę opisał później w książce „Vercoquin et le plancton”).
Był też członkiem tajemniczego stowarzyszenia – Kolegium Patafizycznego, dla którego inspiracją były dzieła natchnionego dziwaka, Alfreda Jarry, autora „Króla Ubu”. Vian występował w filmach, wcielał się m.in. w role terrorysty, zakonnika i wampira. Pojawił się też w słynnych „Niebezpiecznych związkach” Rogera Vadima i jako kardynał w „Dzwonniku z Notre-Dame”.

Książę skandali

Dziś wydaje się nieco bardziej oczywiste, że sławę, którą Boris Vian mógł zdobyć jako powieściopisarz, poeta, piosenkarz i muzyk jazzowy, dramaturg, malarz albo wynalazca, przyniosły mu parodie amerykańskich czytadeł. Po prostu w swoim krótkim życiu robił zbyt wiele, by na cokolwiek poświęcić wystarczająco dużo czasu.
Po studiach politechnicznych wiódł na co dzień nudny żywot pracownika Francuskiego Towarzystwa Normalizacyjnego. Opatentował „elastyczne koło” (podobno miało zrewolucjonizować ciężki transport) i przyrząd do kreślenia spiral Archimedesa. A na marginesach pism urzędowych kreślił fantazyjne rysunki, pisał szkice pierwszych powieści i wiersze.
Po godzinach był „Księciem Saint-Germain-des-Prés”. Próbował robić karierę literacką. Swoje pisarstwo stawiał zawsze na pierwszym miejscu wśród rozlicznych zajęć, ale sławę przyniosły mu dopiero opublikowane pod pseudonimem Vernon Sullivan kryminały (po „Napluję na wasze groby” były jeszcze: „Kolor trupiej skóry”, „I wykończymy wszystkich obrzydliwców” oraz „Damski gang”). Tymczasem Vianowi udało się wydać pierwszą „poważną” powieść, „Pianę złudzeń”. Nieco surrealistyczną historię o idealnej miłości, pełną melancholii, chwaloną przez krytyków, choć dopiero kilkanaście lat po pogrzebie Viana i po obyczajowym przełomie roku 1968, kiedy to pisarz zaczął we Francji wzbudzać coraz większe zainteresowanie.
Tematy, jakie podejmował, były dość wyzywające obyczajowo, działały na mieszczańską moralność drażniąco jak szczotka ryżowa. Przykłady? Proszę bardzo. Opowiadanie „Macierzyństwo” traktuje o parze homoseksualistów, którzy adoptują sobie nieco „wyrośniętą” córeczkę, po czym jeden z nich się w niej zakochuje. „Impotent” – o kobiecie, którą podniecają tylko impotenci. „Klecha w kąpieli” – o tym, jak wytłumaczyć w rozmowie z księdzem pozbawionym wad, że ten ostatni może być tylko tworem wyobraźni. Tematy były więc groteskowe, co nie zmienia faktu, że czterdzieści lat temu należały do science fiction w dziedzinie obyczajowości.

Import ze Stanów

Zafascynowany szczenięcymi latami rockandrolla w Ameryce, Vian napisał blisko pięćset piosenek. Niektóre z nich śpiewał sam – nagrał je na płycie „Chansons possibles et impossibles” (Piosenki możliwe i niemożliwe). Muzykę pisał dla niego Henri Salvador.
– Było w nim coś magicznego – mówił kompozytor o Vianie. – Przychodził do mnie i wystarczyło, żeby popatrzył mi w oczy, a ja wymyślałem tematy kolejnych piosenek. Kiedyś w ciągu 20 minut napisaliśmy cztery kawałki w stylu calypso. Pisał słowa równie szybko, jak ja muzykę. Myślę, że miał chyba trochę za duży mózg. Nie był człowiekiem z przeszłości ani współczesnym. Należał do przyszłości.
Najbardziej znaną piosenką Viana jest „Dezerter”, który po raz drugi ściągnął na niego uwagę dziennikarzy zajmujących się skandalami. Artysta wykonał ją bowiem publicznie w dniu mobilizacji rezerwistów na wojnę w Algierii. Piosenka była, jak podkreślał Vian, „głęboko procywilna”, choć nie antywojskowa. Mimo to szybko trafiła na indeks, podobnie jak wcześniej kryminały Sullivana.
Oprócz jazzu i rockandrolla, Vian z zapałem „importował” z Ameryki science fiction, którą za jego czasów traktowano we Francji z wielką rezerwą. Tłumaczył m.in. powieści Alfreda Van Vogta, a po godzinach snuł własne fantazje. Tworzył na przykład gazety przyszłości. Komponował w odpowiedni sposób wycinki z prawdziwych francuskich dzienników i fabrykował tytuły: „Zaognione stosunki międzyplanetarne”, „Pomnik w hołdzie wynalazcy wehikułu czasu” albo „Zmiany w konstytucji: każdy poseł będzie ministrem przez dwa miesiące, a potem odsiedzi trzy lata w więzieniu”. Książki Van Vogta zaraziły Viana semantyką generalną – kierunkiem wymyślonym i rozwijanym przez Alfreda Korzybskiego, naukowca, który twierdził, że dwuwartościowa (tak/nie) logika Arystotelesa nie ma sensu. Według semantyki generalnej mówienie o kimś, że „X jest politykiem” to niebezpieczne nadużycie. „Uprawia zawód polityka” jest już lepsze, choć zapewne „X bywa w sytuacjach, kiedy można by go zdefiniować jako polityka” byłoby bardziej na miejscu. „Jest” to, zdaniem Krzybskiego, w ogóle niebezpieczne słowo, którego należy unikać, bo wskazuje na tożsamość X z Y albo tę tożsamość wyklucza. Tymczasem w życiu nie ma tak jednoznacznych sytuacji. Semantyka generalna to kierunek dziś prawie zapomniany, ale do absurdalnej filozofii Viana pasował doskonale. Tak jak wcześniej wymienione wynalazki, również został sprowadzony przez Viana ze Stanów Zjednoczonych, gdzie – dodajmy – pisarz nigdy nie był.

Piana w wojsku
Wojsko było w oczach Viana instytucją bardziej jeszcze absurdalną niż wszystkie inne. Widać to choćby w opowiadaniu „Mrówki”, o żołnierzu, który wyszedł rano na petrol i wszedł na minę:
„One wybuchają tylko wtedy, gdy zdejmie się stopę. Rzuciłem chłopakom to, co miałem w kieszeniach i kazałem im odejść. Jestem zupełnie sam. Powinienem czekać aż wrócą, ale powiedziałem im, żeby nie wracali, i mógłbym próbować rzucić się na wznak, ale robi mi się niedobrze na myśl, że miałbym żyć bez nóg… Zostawiłem sobie tylko notes i ołówek. Odrzucę je zanim zmienię nogę, a muszę koniecznie to zrobić, bo mam już dosyć tej wojny, a poza tym zaczynam czuć mrówki w nodze.”
Vian uśmiałby się serdecznie, gdyby się dowiedział, że polska wersja „Piany złudzeń” powstała właśnie w wojsku. Marek Puszczewicz, autor przekładu, trafił w stopniu podchorążego do garnizonu w Gorzowie. Siedział tam i nudził się setnie. Ile czasu można chodzić po knajpach i pić piwo? Wziął więc do jednostki słowniki i przetłumaczył połowę „Piany złudzeń”. Potem, jako pracownik firmy przewozowej Hartwig, kończył przekład po godzinach.
O ile Vian uciekł z posady inżyniera, by zająć się literaturą, to Puszczewicz przebył drogę dokładnie odwrotną. Jest romanistą, a mówią do niego: „Panie inżynierze”. Wydał najpierw wszystkie powieści podpisywane nazwiskiem Sullivana, a dopiero potem „Pianę złudzeń”, z której jednak nie jest zadowolony.
– Moje tłumaczenie „Piany złudzeń” dla Wydawnictwa Literackiego zostało w kilku miejscach ocenzurowane – opowiada Marek Puszczewicz. – W scenie, kiedy główny bohater rozmawia z Chrystusem, wycięto mi sformułowanie „Chrystus mruczał jak nażarty kocur”. Zmieniono też kilka innych pomysłów. Uczyniono to trochę w konwencji ZChN-u. Późniejszy wydawca, firma Egross, zakupił od Wydawnictwa Literackiego gotowy skład książki i, jak się okazało, książka została opublikowana w pociętej wersji.
Żadnych problemów nie było natomiast ze skandalizującym „Napluję na wasze groby”, w którego końcowej scenie, już kiedy morderca-gwałciciel zostaje już powieszony, spodnie wypycha mu potężna erekcja.

Absurd dla nieletnich
Syl pisarski Borisa Viana to dziwaczny zlepek marzeń sennych, Sartrowskiego egzystencjalizmu i ludycznego dowcipu. Można by się pokusić o stwierdzenie, że jest wypadkową Kafki i Chandlera, zwłaszcza gdy chodzi o „Sullivany”. Nic dziwnego, skoro Vian Chandlera tłumaczył, a „Kolonia karna” Kafki należała do jego ulubionych tekstów literackich.
Z kolei najbardziej przesiąknięty absurdem jest „Wyrywacz serc”. „Piana złudzeń” też była absurdalna, ale główny bohater miał pewną wartość, której się uczepił – miłość. Natomiast „Wyrywacz…” ma w sobie więcej absurdu i klimatu Kafkowskiego.
„Wyrywacz serc” powstał w roku 1953, jako ostatnia powieść Viana. Ponad trzydzieści lat później Elżbieta Sikora wykorzystała go jako libretto do swojej opery, napisanej na zamówienie Radio France, a potem – już w latach 90. – wielokrotnie wystawianej na scenie i nagradzanej. Vian pozostawił po sobie jeszcze kilka równie udanych książek: „Jesień w Pekinie” (jego pierwsza powieść wydana w Polsce), „Czerwoną trawę” i „Vercoquin et le plancton”, a także zbiory poezji i sztuki teatralne.
Mówiono o nim: surrealista, choć on sam – jak mawiano – akceptował tylko indywidualizm. Bawiło go nadawanie zwierzętom i przedmiotom ludzkich cech, wymyślanie nieistniejących słów i absurdalnych sytuacji
– Kilku wyrażeń z książek Viana używam do tej pory – mówi Marek Puszczewicz. – Na przykład określenie „uczęstować kogoś złamanym kutasem” (z „Jesieni w Pekinie” w tłumaczeniu Krystyny Dolatowskiej) przeszło do języka „męsko-piątkowego”, czyli do gwary koleżeńskiej, której używaliśmy, spotykając się w gronie znajomych na karty. Całą książkę Sullivana „I wykończymy wszystkich obrzydliwców” przetłumaczyłem właśnie językiem męsko-piątkowym.
Absurd książek Viana zawsze najlepiej trafiał do młodych czytelników, jeszcze nie przeżartych codzienną rutyną. To oni odkryli jego książki po śmierci autora. I wśród nich ma oddanych wielbicieli do dziś, odkąd jego stylem zaraziła się cała generacja.

Śmierć i inne błahostki
Miał śmierć równie „filmową” jak całe życie. Umarł w 1959 roku, podczas prapremiery filmu nakręconego na podstawie książki „Napluję na wasze groby”, w wieku 39 lat. Ekranizacja zdecydowanie nie przypadła mu do gustu. Odezwała się wrodzona wada serca. Odwieziono go do szpitala i reanimowano bez skutku. A przecież mawiał do swojej drugiej żony, Ursuli: „Nie dożyję czterdziestki. Nie przywiązuj się do mnie za bardzo…”
„W wieku 39 lat zmarł w Paryżu pisarz Boris Vian. Był znany głównie jako autor powieści ‘Napluję na wasze groby’” – napisał nazajutrz w gazecie ktoś życzliwy.
Cóż, przecież Vian napisał poza tym jeszcze tylko trzy opery, kilka esejów o semantyce generalnej Korzybskiego, artykuły polityczne, przekładał dramaty Strindberga (podobno nieźle, chociaż nie znał szwedzkiego), był dyrektorem artystycznym firmy płytowej, interesował się fantastyką naukową, prowadził kronikę Saint-Germain-des-Prés, tworzył kolaże, malował obrazy. Takie tam błahostki…
Łatwiej byłoby pewnie wymienić rzeczy, których nie robił. Można na przykład zaryzykować twierdzenie, że nie spał. Ale skąd przychodziłyby mu wtedy do głowy tak absurdalne i surrealistyczne pomysły? Zapewne pilnie obserwował otaczający go świat.
Nöel Arnaud, krytyk literacki, późniejszy redaktor serii książek Viana, napisał o nim: „Był młody. Myślał młodo. Umarł młodo. Jego młodość była wyzywająca i delikatna. Był bezlitosny dla hipokrytów i durniów w każdym wieku. W swoich piosenkach wyrażał gusty młodych, lecz nigdy im nie schlebiał. Młodzież jest niewdzięczna i ma rację”.
Bartek Chaciński
pisane dla „Machiny”, luty 1998

5 responses to “Boris Vian: Absurd, piana i skandale

  1. Cały Vian! Bardzo dobry artykuł. Interesuje i zachęca do lektury. A ta, w przypadku Viana, nie zawsze należy do łatwych. Ten autor to spore wyzwanie dla tłumacza!
    A skoro utrzymujemy się w tej atmosferze skandalu, należy bezwzględnie wspomnieć sztukę „L’Équarrissage pour tous”, którą ówczesna krytyka okrzyknęła „profanacyjną”. Czas i miejsce akcji? Główny wątek? 6 czerwca 1944, lądowanie wojsk alianckich w Normandii, cuchnący dom zajmującego się obróbką martwych zwierząt głowy pewnej francuskiej rodziny, ojca zupełnie niezainteresowanego działaniami wojennymi, a którego jedynym celem jest wydanie za mąż swojej córki Marii za Niemca Heinza Schnittermacha. Sztuka traktuje wojnę z należytym absurdalnemu zjawisku brakiem szacunku. Nie jest to obelga dla kombatantów wszystkich wojen przeszłych i przyszłych, o co Viana oskarżono, ale swoiste wyzwanie na pojedynek samej wojny, bo nic w oczach dramaturga nie usprawiedliwia destrukcji istnień ludzkich. Vian ośmielił się włożyć karykaturalne marionetki żołnierzy wszystkich armii do jednego groteskowego worka. A było to w 1947 roku. Dla wielu krytyków sztuka Viana była obrazoburczą farsą. Ale nie zabrakło też tych, którzy umieli ją docenić. Dla Martina Esslina, „L’Équarrissage” to „niewinna satyra jak i świetny przykład czarnego humoru w najczarniejszym z odcieni „. Tak, Boris Vian i jego twórczość to temat-rzeka…

  2. tu –> http://music.dj.pl/ nieco o zespole Cię Antine, który zaczerpnął z twórczości Borisa Vian

  3. To jedna z moich ulubionych książek tego autora. Ciekawie czyta się jak powstało to tłumaczenie.
    Zresztą cały artykuł jest dobry.

  4. Kilka, kilkanaście lat miałam w głowie trzy imiona: Noel Joel Citroen, i nie mogłam dociec źródła. Vian wchodzi w podświadomość i pozostaje na dłuuuugo. Jest wspaniałym absurdalistą. JEST

  5. Wspaniały twórca i -co w tych czasach było popularne- człowiek orkiestra. Czego on nie robił: trąbki, skecze, powieści… „Piana złudzeń” – polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s