COLDCUT: Obudźcie się!

Muzyk oryginalnej grupy Coldcut, współzałożyciel modnej wytwórni Ninja Tune, a z wykształcenia – programista komputerowy. Trudno o bardziej kompetentnego partnera do rozmowy o przyszłości muzyki niż Matt Black. „Let Us Replay”, nowy album Coldcut przynosi – obok remiksów znanych już utworów i kilku nowych nagrań – program multimedialny do tworzenia własnych wideoklipów. Tym razem innowacja okazała się trochę spóźniona – podobną zabawę zaproponował już swoim fanom Jean-Michel Jarre na zeszłorocznym albumie.

Pozazdrościliście pomysłu Jean-Michelowi Jarre’owi?
Matt Black: Będę szczery. Gdy usłyszałem o tym, że wydał swój własny program do tworzenia wideoklipów, powiedziałem: „O, nie! Nie będziemy pierwsi!”. Ale kiedy rozmawiałem potem z kimś, kto widział tamten program i zna nasz, usłyszałem: “Wasz jest dużo lepszy”. Nie korzystałem jeszcze z programu Jarre’a, ale muszę go zdobyć. Interesują mnie takie rzeczy i cieszę się, że ten segment rynku się rozwija.

A co sądzisz o muzyce Jarre’a – tej sprzed lat i obecnej?
– Lubię u Jarre’a wszystko… z wyjątkiem muzyki. Ten facet bardzo wiele zrobił dla muzyki elektronicznej, dla jej popularyzacji, organizował spektakularne imprezy, ale utwory, które nagrywał, zdecydowanie nie są w moim guście.

Korzenie waszej firmy, Ninja Tune, tkwią więc gdzie indziej?
– Niezupełnie. Tamten okres miał na nas duży wpływ. Gram na analogowych syntezatorach od 22 lat, odkąd sam zbudowałem syntezator domowymi metodami. Nazywał się Mini-Sonic i zmontowałem go w oparciu o schemat z pisma “Practical Electronics”. Potem usprawniłem tę maszynę z pomocą kolegi, który znał się na tym lepiej. Dodaliśmy parę oscylatorów, jakieś inne układy… Nigdy nie został właściwie ukończony, ale działał. Mieścił się w pudełku po czekoladkach (śmiech).

Jak doszło do tego, że do nagrania jednego utworu z „Let Us Replay” zaprosiliście lidera Dead Kennedys, Jello Biafrę?
– To stało się bardzo naturalnie. Pracowaliśmy z Biafrą już wcześniej, przy jego płycie z monologami – No More Cocoons. Stąd się znaliśmy.

Czujecie jakiś związek z tamtym, punkowym odłamem sceny undergroundowej?
– Jak najbardziej. Jonathan (More, drugi członek Coldcut – przyp. BC) i ja lubiliśmy Dead Kennedys – na tamtej scenie było wiele ważnych indywidualności. Sami zresztą przeszliśmy punkowy okres.

Trudno to sobie wyobrazić…
– No, bez przesady. Mam w końcu 37 lat.

Uznaje się was za alternatywną wytwórnię. Dlaczego Ninja Tune nie zdobyła naprawdę szerokiej popularności?
– To ciekawe. Firma jest maleńka, jeśli chodzi o procent rynku, do którego dociera. Ale nasi odbiorcy są bardzo wyrafinowani, świadomi. Wielu z nich samemu tworzy muzykę w domu. Nie jesteśmy tak popularni jak zwyczajne wytwórnie taneczne. Ale naszą wielkość mierzy się raczej we wpływie, jaki wywieramy na rynek czasem po paru latach.

Poza tym przy waszych nagraniach trudno tańczyć…
– Zdarzają się takie, które łatwo. Ale w zasadzie jesteśmy nowoczesnym, tanecznym zespołem, którego muzyka nie nadaje się do tańca. Stąd nasz żart w More Beats And Pieces.

Czy możliwe jest, by producenci nagrań ostatecznie wyprzedzili pod względem popularności muzyków?
– Producenci zawsze pełnili ważną rolę w muzyce pop…

Ale nie byli w centrum zainteresowania, jak teraz Fatboy Slim!
– Nie byłbym taki pewien. A co z Philem Spectorem? Ludzie zawsze będą chcieli mieć wokalistę, frontmana, czy cały zespół, bo to są dla nich postacie, z którymi łatwo się utożsamić. Poza tym myślę, że nawet ktoś taki jak Norman (Cook – Fatboy Slim – przyp. BC) nie mógłby sprzedać płyty, na której byłaby wyłącznie muzyka instrumentalna i nie pojawiał się głos. Tak czy inaczej, popularność płyt Normana bardzo mnie zaskoczyła.

Nie korci was, by wrócić do tego, co robiliście wcześniej – miksowania piosenek pop, i odnieść taki sukces jak Norman Cook?
– Wszystko jest możliwe. Pewnie do tego wrócimy, jeśli znajdzie się odpowiedni artysta i odpowiednia piosenka. Jako Coldcut możemy robić wszystko, co nam się podoba. Zaskakiwanie to nasza specjalność.

A jakie niespodzianki Ninja Tune ma w zanadrzu?
– Nie mogę ci powiedzieć, bo nie byłyby to niespodzianki (śmiech). Ale poważnie: czekamy przede wszystkim na płytę Kida Koala. To młody DJ z Montrealu, niewiarygodnie sprawny. Grywał z Money Mark. W tej chwili kończy swoją płytę, którą Ninja Tune wyda w tym roku (jej roboczy tytuł to Carpal Tunnel Syndrome – przyp. BC).

Dopisaliście sobie filozofię wojowników ninja – jakie znaczenie ma dla was kultura Japonii?
– To tylko rodzaj pastiszu. Japońska kultura jest dla nas jak każda inna.* Ale nawet pastisz zawsze ma jakieś źródło!Tak. Kiedy pod szyldem DJ Food występowaliśmy w Japonii, urzekło nas japońskie pismo. Typografia japońska jest tak obca, że wpłynęła na nas inspirująco.

Kiedy będzie można powiedzieć o elektronicznej muzyce tanecznej, że się przejadła?
– Zawsze można powiedzieć o każdym gatunku, że w 90 procentach jest dnem – to samo dotyczy muzyki elektronicznej. Najważniejsza dla ostatnich dziesięciu lat nie była jednak ani muzyka taneczna, ani Ecstasy, ani acid house, ani nawet kultura klubowa. Myślę, że o wiele ważniejszy był spontaniczny ruch, dzięki któremu więcej ludzi zaczęło samemu grać muzykę. A umożliwiła im to tania technologia. I ten trend będzie kontynuowany. Przeskakiwanie kanałów w telewizji, zabawa w gry wideo czy rozbieranie na czynniki pierwsze fragmentu muzyki – te wszystkie tendencje tylko nabierają tempa. I z nich może narodzić się nowa rewolucja. Zależy jeszcze, co rozumieć pod tym pojęciem. W szerszym znaczeniu oznacza ona dla mnie obronę przed kontrolą. Mam przeświadczenie, że telewizja ma hipnotyczną moc, której używa się, by nami manipulować, kontrolować nas. Jeśli damy ludziom narzędzia, które służą do kreowania obrazu telewizyjnego – jak w przypadku naszego programu V-Jamm –  spowoduje to, że zaczną sobie zdawać sprawę z siły, jaką ma to medium i w pewnym stopniu uchroni ich od kontroli.

Wierzysz w wyższość interaktywnych mediów?
– W pewnym sensie tak. Na przykład Internet – to tylko medium, ani lepsze, ani gorsze od innych, ale daje większą wolność niż telewizja. Na tej samej zasadzie komputer PC ma przewagę nad konsolą do gier. Konsola pozwala ci tylko korzystać z tego, co już jest gotowe, a PC – daje możliwość stworzenia czegoś własnego. To samo dotyczy oczywiście muzyki, którą dzięki komputerowi możesz przetwarzać.

Co się będzie liczyć w muzyce przyszłości?
– Treść. Większość muzyki w tej chwili nic ze sobą nie niesie. To tylko forma, próżne przedstawienie.

A wasze utwory nie są czasem podobne? Nie ma w nich tekstów…
– Mamy płyty. To one mówią za nas. Fragmenty z tego, co śpiewają lub mówią inni, można zmiksować w ten sposób, by zmienić ich znaczenie i przekazać za ich pomocą coś własnego.

Co w takim razie chciałbyś w nich przekazać?
– Obudźcie się wszyscy, bo śpicie!

Rozmawiał: Bartek Chaciński
Wywiad telefoniczny przeprowadzony dla „Machiny” w styczniu 1999.

Ten fragment serwisu nie podlega licencji creative commons😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s