Boris Vian „Nadgorliwe roboty” (skecz)

Boris Vian
BORIS VIAN
Nadgorliwe roboty
(„Les robots abusifs”)
przeł. Bartek Chaciński

(Wnętrze typowego mieszkania w roku 1980 – supernowoczesne radio, stylowe meble itd.)

Kobieta: jest na scenie sama, kiedy podnosi się kurtyna. Wyciąga coś z szafy, jakieś słoiki, potem spogląda na zegar, wyjmuje różne produkty spożywcze, wreszcie idzie włączyć radio.

MĘSKI GŁOS Z RADIA

A oto nasz codzienny przepis kulinarny Radia Courogne, sponsorowany przez produkty żywieniowe Energol – wyrafinowane gotowanie.

GŁOS LEKTORKI

Dziś ciocia Olesia proponuje: krustelki z cynkiełkami na 754 BP.
Składniki: walizka… świeczka… kilogram oskrobanych krustelków, tubka dojrzałego 754 BP, drewniana łyżka ze święconego bukszpanu, szklanka wina do smaku, sześć kostek masła, trzy rodzynki, 150 gramów ołowiu z pocisków kaliber 12 i średniej wielkości blacha. Zechcą państwo na początek przygotować wszystkie te składniki. (Cisza.)

KOBIETA

Walenty! Walenty, przynieś mi, proszę, tę średnią blachę!

(Brzęk garnków – wchodzi Walenty: okropny, niklowany robot.  Niesie blachę do pieczenia.)

KOBIETA

O, świetnie! Połóż ją tutaj…
(zaaferowana) Zastanówmy się… krustelki, walizka… ołów z pocisków… Wszystko jest. Aha… jeszcze łyżka… Walenty, bądź tak dobry i poszukaj mi drewnianej łyżki.
(Walenty wychodzi i po chwili wraca z łyżką.)

RADIO

Znakomicie. Wszystko już przygotowane, wiąc zaczynamy.
Każdego krustelka chwytać kciukiem i palcem wkazującym w ten sposób, by zatkać mu gruczoły potowe i nierównomiernie naszpikować go ołowiem, który doda w czasie pieczenia rozkosznego zapachu świeżej dziczyzny. Następnie ogłuszyć go uderzeniem łyżką i wrzucić do walizki, która stłumi jego ostatnie wrzaski. Przypalić nad świecą rodzynki i zanurzyć je w Energolu 754. Nabiorą wtedy pięknej, porzeczkowej barwy i łatwo będzie je wziąć za czereśnie, bez których nie ma mowy o prawdziwych krustelkach (kobieta wykonuje kolejne czynności). Jedną kostkę masła wyłożyć do naczynia – pozostałe pięć schować na czarną godzinę. Dobrze wymieszać łyżką masło i nasączone Energolem rodzynki. Wypić szklankę wina dla poprawienia nastroju i rozrobionym masłem wysmarować krustelki, które nie powinny już wyrażać sprzeciwu, o ile walizka była dobrze zamknięta. Piec na niewielkim ogniu, ostudzić ciężką wodą, a walizkę odstawić do przechowalni bagażu na Dworcu Głównym.

KOBIETA

Mmm… ależ to będzie pyszne… (Walenty wierci się podenerwowany.) Nie korci cię, żeby spróbować, Walenty? (Zielona lampka miga trzy razy) Od razu tak myślałam… Podaj mi to naczynie… Chyba jesteś zmęczony… (czerwona lampka) Nie chcesz? Uważaj… stopisz sobie korbowód… (Kontynuuje pracę przy kuchni. Do mieszkania wraca mąż. W ręce trzyma jakiś obraz. Stawia go na podłodze, kiedy zdejmuje kapelusz, a potem idzie zawiesić portret na ścianie.)

MĄŻ

Co o tym sądzisz, kochanie?

ŻONA

Nic nadzwyczajnego…

MĄŻ

Ej! Posłuchaj… Chociaż raz mamy w miarę dekoracyjnego premiera…

ŻONA

Nie wiedziałam, że jesteś taki obywatelski…

MĄŻ

Noo… W moim wieku… człowiek zaczyna się interesować polityką.

(Siada w fotelu, obok odbiornika radiowego, robot spogląda na portret, na żonę, potem znów na portret – chwilę brzęczy, idzie go zdjąć ze ściany i rozdziera płótno.)

MĄŻ

Walenty… Co jest? Co cię ugryzło? Zaraz cię wyłączę. (Groźne brzęczenie robota.)

ŻONA

Poczekaj… Jeszcze bardziej go rozognisz. To idiotyczne. W końcu dopiero co przez pół godziny piekł krustelki.

MĄŻ

On na za dużo sobie pozwala. Za każdym razem to samo!

ŻONA

Zostaw go… Jest taki delikatny… To tylko maszyna!

MĄŻ

(Mruczy coś pod nosem i włącza radio. Chwila muzyki, żona i Walenty wychodzą.)

LEKTOR

Wysłuchają Państwo teraz drugiej symfonii a-moll na młot pneumatyczny i rozkurcz zwieraczy Celestyna Napiera Dali, nagrodzonej grand prix festiwalu w Rzymie.

MĄŻ

Ach… nareszcie…
(Zaczyna się muzyka – nie do zniesienia. Mężczyzna wczuwa się w nią, kiwa w jej rytmie. Wolnym krokiem wchodzi Walenty, zbliża się do odbiornika i szybkim ruchem wyłącza radio.)

MĄŻ
(podnosi głowę)

Walenty! (Robot nawet się nie odwraca.) Walenty!… (Z furią) Walenty! (Robot wychodzi.)

ŻONA
(zza kulis)

Czego ty znowu od niego chcesz?

MĄŻ

Nawet nie można w spokoju posłuchać koncertu…

(Wchodzi żona.)

ŻONA

Jaki ty jesteś męczący… Walenty właśnie prasuje i nie może znieść tej twojej muzyki… Przez nią wychodzą mu wszędzie kanty.

MĄŻ

Mam gdzieś jego kanty.

ŻONA

Powtarzam ci, że to robot. Bądź trochę bardziej wrażliwy.

MĄŻ
(coraz bardziej zdenerwowany)

Prasowanie czy co innego, będę słuchać radia w spokoju! Walenty!
(Wchodzi Walenty, groźnie unosząc olbrzymie żelazko.)

MĄŻ

Hmm… No, dobra, dobra, skończ już sobie to prasowanie. (Walenty wychodzi.) Ależ on jest kompletnie rozregulowany…

ŻONA

Chodzi wspaniale… Nigdy jeszcze nie był w tak dobrej formie.

MĄŻ

Nie można go w żaden sposób skłonić do posłuszeństwa… On już nawet nie potrafiłby mi zawiązać krawata, nie dusząc mnie przy okazji…

ŻONA

Postaw się na jego miejscu… Ma taką nerwową pracę… Jeśli chodzi o mnie, to naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia.

MĄŻ
(z goryczą)

Jeśli całe godziny spędza na cerowaniu oczek w twoich pończochach, to mógłby chyba poświęcić mi co rano minutkę i zawiązać krawat.

ŻONA

To ty nabrałeś do niego uprzedzenia… Jesteś niesprawiedliwy w stosunku do Walentego, podczas gdy on ściera sobie tryby, żeby być miłym w stosunku do nas.

(Pojawia się Walenty – żona odprawia go gestem. Znika.)

MĄŻ
(zdenerwowany, chodzi po scenie)

Gdyby to tylko chodziło o mój krawat… Ale samemu muszę prać swoje skarpetki i nawet nie chce dołożyć do pieca… No, ale jak przyjdzie pora oliwienia, to od razu przychodzi. Na jego miejscu uważałbym, bo jak wezmę garść piachu i jak mu sypnę w tryby…

ŻONA

Jaki ty jesteś nudny! Jak nie jesteś zadowolony, to zamów dla siebie innego!

MĄŻ

Ooo, co to, to nie! Walenty nie ma jeszcze czterdziestu tysięcy przebiegu. Nie będę sobie ściągał na głowę następnego robota. Dobrze jest tak, jak jest. Poza tym on jest jeszcze na gwarancji… Zrobię mu przegląd i już. Jestem pewny, że coś jest z nim nie tak.

ŻONA

Przez ciebie tylko tracę czas… Wracam go pilnować.
(Walenty znów się pojawia – ten sam gest.)

MĄŻ

Po co?

ŻONA

Daj mu znak, żeby sobie poszedł… Walenty odwala dziesięć razy więcej roboty, kiedy jestem przy nim.

MĄŻ
(tłumi złość)

Dobrze… wychodząc, zamknij drzwi…

(Żona wychodzi.)
(Mąż wstaje, podchodzi do wideofonu, wybiera numer – na ekranie twarz jakiegoś mężyczyzny.)

MĄŻ

Halo! Miejskie Centrum Handlowe?

GŁOS

Pomyłka! Rozmawia pan z Prezydium Rady Ministrów.

MĄŻ

Cholera!…
(Wciska guzik, obraz gaśnie, na nowo wybiera numer, na ekranie twarz uśmiechniętej telefonistki.)

TELEFONISTKA

Tu Miejskie Centrum Handlowe – wciąż uprzejme i gotowe!

MĄŻ

Proszę z działem robotów.

TELEFONISTKA

Proszę bardzo!

(Pojawia się kierownik działu w czarnej mycce na głowie.)

MĄŻ

Chodzi mi o mojego robota…

KIEROWNIK

Co mu dolega?

MĄŻ

Jest nieznośny.

KIEROWNIK

Jaki numer seryjny?

MĄŻ

137.

KIEROWNIK

Hmm… To jeden z naszych pierwszych.

MĄŻ

Mamy go od pięciu lat i muszę przyznać, że byliśmy z niego całkowicie zadowoleni, ale od miesiąca jest naprawdę nie do zniesienia.

KIEROWNIK

Ssss… Zaczyna działać twierdzenie Druta-Kowala…

MĄŻ

Co?

KIEROWNIK

To dość skomplikowane… Chodzi o to, że nasze pierwsze roboty były zbyt doskonałe i… czy jest pan żonaty?

MĄŻ

Tak…

KIEROWNIK

No, właśnie… a czy w stosunku do pana żony jest posłuszny?

MĄŻ

Nie skarżyła się na niego…

KIEROWNIK
(skrępowany)

Widzi pan, nasze pierwsze roboty wyposażone były w inteligencję, wrażliwe na zimno, ciepło… i nawet…

MĄŻ

Nawet co?

KIEROWNIK

To sprawa nieco zbyt delikatna, by o tym mówić przez wideofon… Chodzi o to, że w pewnym okresie wszystkie nasze roboty miały ustawiony tryb przybierania cech męskich. W każdym razie niech pan będzie dla niego życzliwy, jeśli chce pan, by był posłuszny.

MĄŻ

Co to znaczy?… (Nagle doznaje olśnienia.) Tryb przybierania cech męskich… (do wideofonu) Ależ to wszystko jasne… wystarczy odciąć…

(Wchodzi Walenty i odcina kabel wideofonu.)

Walenty! Na miłość boską! (Walenty wychodzi, niewzruszony)

(Wchodzi żona.)

ŻONA

Ostatni raz pytam: skończyłeś już wreszcie wyprowadzać go z równowagi tymi swoimi wrzaskami?

MĄŻ

Zamknij się!

ŻONA

Do mnie mówisz?

MĄŻ
(uderza pięścią w stół)

Dość tego! Teraz już wszystko rozumiem!

(Zdejmuje z wieszaka kapelusz i wychodzi.)

ŻONA

Kompletnie zwariował… Muszę zadzwonić do mechanika… do lekarza… co za życie! (Woła) Walenty!

(Wchodzi Walenty, cały nadąsany.)

ŻONA

No, dalej, nie gniewaj się tak… Ten zły pan już sobie poszedł…

(Zbliża się do wciąż zagniewanego Walentego.)

Kto jest małym robocikiem swojej mamusi… No, kto?… Chodź… teraz pójdziemy do sypialni, trzeba grzecznie pościelić łóżka…

(Robot drży radośnie i zbliża się do niej.)

ŻONA

Walenty… Ach, Walenty… ty wariacie!

(Robot podchodzi, prowadzi ją, wychodzą.)

GŁOS

Walenty… Walenty… Ależ, Walenty! Och, Walenty… Och… Och!…

(Drzwi się zamykają – w tym samym momencie wraca mąż. Włącza radio. Jakaś posępna muzyka. Odwrócony plecami, przygotowuje na stole lutownicę. Wreszcie włącza ją i zbliża się do drzwi.)

MĄŻ
(woła)

Walenty! Chodź tu, mój mały! Walenty! (Pod nosem) No, chodź tu, ty gówniany złomie… Walenty!

(Za jego plecami pojawia się Walenty, uzbrojony w palnik spawalniczy. Włącza go i rusza na mężczyznę…)

KURTYNA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s