Piosenki, które zabijają

Czy człowiek, który na okrągło, latami słucha piosenek o przegranej miłości, może do życia podchodzić w normalny sposób? Zupełnie jak w książce Nicka Hornby’ego Wierność w stereo. Tomek Beksiński chyba jej nie czytał i nie zdawał sobie sprawy, że mógłby w niej robić za bohatera. Bo słuchał wyjątkowo ponurych piosenek. Teraz już za późno.

.

Jeśli ktoś już dwa razy bez skutku próbował odebrać sobie życie, jeśli w młodości spadła mu na głowę szafa, kiedy słuchał Black Sabbath, jeśli wyszedł cało z katastrofy samolotu w Rzeszowie, to naprawdę trudno uwierzyć, że nie żyje. Więc kiedy sprawdzałem wiadomość o samobójstwie Tomka Beksińskiego, jego znajomi, podobnie jak ja, traktowali to jak kolejny upiorny żart.

Ale fakt pozostaje faktem – TB pożegnał się ze światem w Wigilię. Mój kolega rozmawiał z nim dwa dni wcześniej – umawiał się na wywiad. Beksiński był w dobrym humorze, dowcipkował, obiecał rozmowę po Nowym Roku. Jednocześnie w ostatniej grudniowej audycji pożegnał się ze słuchaczami wymownym: “to była ostatnia audycja w tym roku, a może ostatnia w ogóle”. Z czytelnikami pożegnał się w ostatnim felietonie na łamach “Tylko Rocka” – wszystko to uznano za kolejny żart. Przecież to “koniec świata”, poza tym prawdziwy wampir nie umiera, a TB sam o sobie mówił, że ma na drugie imię Nosferatu.

Miał 41 lat. Syn słynnego malarza, prezenter w dyskotekach, potem w radiu, tłumacz filmów, w tym ulubionych Bondów, Monty Pythonów i spaghetti-westernów. Mówił, że jeśli do czterdziestki nie znajdzie sobie tej właściwej partnerki, to pewnie ze sobą skończy. Problem w tym, że jako nastolatek obejrzał w sanockim kinie film „Kobieta Wąż” i zmienił całkowicie swoje spojrzenie na płeć piękną. Jego kontakty z kobietami później były, by rzec delikatnie, niezbyt fortunne. Stał się poniekąd ofiarą własnego wizerunku, który uparcie lansował – wampirycznego, ponurego odludka.

W audycjach, które prowadził, jako jeden z nielicznych tłumaczył teksty prezentowanych piosenek, czasem układał je w jedną opowieść, która zwykle miała autobiograficzne zabarwienie. Ale ludzie chcieli tego słuchać i TB skupił wokół siebie grono fanów najpierw new romantic, później rocka symfonicznego, a wreszcie – gotyku.

Znam takich, co go bardzo nie lubili. Ale znam też chłopaka, który nie miał ojca ani matki i dla którego TB słuchany co tydzień lub co dwa był jedynym przyjacielem. I pewnie paru by się jeszcze znalazło. Autorskie radio odchodzi w zapomnienie, a to była pewnie jedna z ostatnich tak silnych i tak kontrowersyjnych osobowości wśród prezenterów.

Bohater Nicka Hornby’ego robił składanki dla każdej dziewczyny, którą spotkał – to był rodzaj jego obsesji. Tomek Beksiński prowadził audycje w radiu, które de facto były właśnie czymś takim. Oto więc składanka nagrań, które często prezentował.

.

CZARNA LISTA

.

BAUHAUS – Bela Lugosi’s Dead (singiel Bela Lugosi’s Dead, 1979)

Bela Lugosi nie żyje! – śpiewał Peter Murphy w piosence, która stworzyła rock gotycki. Lugosi, genialny węgierski aktor, grał w amerykańskich międzywojennych horrorach z Księciem Drakulą Toda Browninga na czele. Nigdy nie nauczył się angielskiego, a tekstów uczył się na pamięć fonetycznie. Role wampirów wyniszczyły go psychicznie do tego stopnia, że podobno pod koniec życia zwariował i zaczął sypiać w trumnie. TB też żartował, że sypia w trumnie, zapisał się do międzynarodowego stowarzyszenia wampirów i dostał legitymację z numerem 656.

MARILLION – She Chameleon (Fugazi, 1984)

A więc była to tylko ruchawka, jeszcze jedna ruchawka, płakałem / Zdegradowany i samotny, zgwałcony i porzucony / Zdradzony na łóżku jaszczurki. Kobiety-dziwki, kameleony, zmienne w upodobaniach – o tym jest ta piosenka i cały concept-album zespołu Fisha. Ten tekst często wracał w audycjach TB, zwykle w następstwie kolejnych złych doświadczeń osobistych. Często zjadliwe wobec kobiet, czasem płaczliwe teksty Fisha (także Script For A Jester’s Tear i Kayleigh) i muzyka Marillion była przez długie lata również tym, z czym najbardziej go kojarzono.

NICK CAVE & THE BAD SEEDS – Where The Wild Roses Grow (Murder Ballads, 1996)

Album o morderstwach, miłości i związku jednych z drugimi. Najpopularniejsza jest oczywiście śpiewana przez Cave’a w duecie z Kylie Minogue piosenka o niewinnym chłopcu, co to pokazał oblubienicy dzikie róże, po czym stwierdził, że “wszystko, co piękne, musi umrzeć” i kamieniem roztrzaskał jej głowę. Skrajny przykład mizoginizmu, który u TB powracał falami, stąd pod tą piosenką zapewne mógłby się podpisać. Cave w każdym razie stale gościł w jego audycjach.

PETER HAMMILL – A Way Out (Out Of Water, 1990)

Przejmująca ballada o utraconej miłości i zgubionym sensie życia. Hammill, najpierw z Van Der Graaf Generator, później solo, jest jednym z większych ponuraków rocka. Do dziś pisze smutne, skąpo zaaranżowane piosenki, cenione w równej mierze – co rzadkie – przez “progresywnych” i punków. Nagrał operę The Fall Of The House Of Usher opartą na motywach opowiadań Edgara Allana Poe, ulubionego pisarza i poety Beksińskiego. TB zapowiadał pierwszy koncert Hammilla w Polsce, w bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej w 1995 roku.

BARCLAY JAMES HARVEST – Suicide? (Octoberon, 1976)

Często wspominany przez TB utwór o samobójstwie – bohater wchodzi do nocnego klubu, przechodzi przez tłum bawiących się ludzi, jedzie windą na najwyższe piętro, po czym zeskakuje w dół. Ktoś krzyczy: nie skacz!, kto inny: zniszczysz mi samochód! Wszystko to ilustrowane muzyką. Grupa przypominała nieco Alan Parsons Project, popularność zdobyła bodaj tylko w Niemczech, a TB bardzo lansował ją w Polsce – w swoim czasie z niezłym skutkiem.

LEGENDARY PINK DOTS – Waiting For The Cloud (Any Day Now, 1987)

Rzeka stała się tęczowym gulaszem / Ryby dusiły się i przeklinały / Spragnione psy pluły ogniem / Tarzały się w kleju i umierały… Rzecz o zagładzie atomowej – niebyt optymistyczna. Utwór, którym TB tradycyjnie zaczynał swoje nocne audycje w “Trójce”. Z holendersko-brytyjskim zespołem zaprzyjaźnił się osobiście i jest zapewne odpowiedzialny za jego popularność w Polsce. Ostatnio widziałem go na listopadowym koncercie LPD w W-wie, w klubie Hybrydy.

JOY DIVISION – 24 Hours (Closer, 1980)

Potrzebuję terapii, gdyż ta kuracja trwa zbyt długo / Głęboko w sercu, którym kierowało kiedyś uczucie / Odszukać muszę przeznaczenie póki nie jest za późno – jedno z pierwszych tłumaczeń tekstów TB, które ukazały się drukiem (w “Magazynie Muzycznym”). Zespół Joy Divison wydał na świat z pewnością jedne z najbardziej dołerskich piosenek, jakie kiedykolwiek powstały i opisał więcej odcieni depresji niż poznał niejeden psychoanalityk. Ian Curtis, chory na padaczkę, popełnił samobójstwo wkrótce po nagraniu albumu Closer, 18 maja 1980 r.

SISTERS OF MERCY – I Was Wrong (Vision Thing, 1990)

Mówisz: “zostanę i nie odejdę nigdy!” / Miało to znaczyć: “na zawsze” / Mogłem ci uwierzyć, lecz nie wierzę. TB najprościej kojarzony bywał jako prorok rocka gotyckiego w Polsce. Rzeczywiście, od znajomości z muzykami (Closterkeller, Fading Colours, Pornografia), po repertuar jego audycji, wszystko potwierdzało tę opinię. Mógłby się tu znaleźć zapewne dowolny utwór Andrew Eldritcha i jego Sióstr Miłosierdzia, grupy często opisywanej przez TB w artykułach i chwalonej, nawet gdy odwrócili się od niej pierwsi, oryginalni goci.

THE CURE – Pictures Of You (Disintegration, 1988)

Tak długo już przyglądam się twoim obrazom / Że prawie uwierzyłem, iż one istnieją naprawdę / Od tak dawna żyję wśród wyobrażeń ciebie / Że prawie uwierzyłem, iż tylko je potrafię czuć. Kolejny tekst o kobiecie – bez komentarza. Chociaż, jak się okazało, Robert Smith był dołerem tylko na pokaz, a Tomasz Beksiński – naprawdę.

MONTY PYTHON – Always Look On The Bright Side Of Life (Life Of Brian, 1979)

Życie jest do dupy / To tylko wygłupy / Śmiechu warte / A śmierć cię uwolni z tej matni – piosenka, którą śpiewają ukrzyżowany Brian i dwaj zbrodniarze obok w filmie Monty Pythona Żywot Briana, tłumaczonym zresztą przez TB, podobnie jak cały cykl telewizyjny grupy Monty Pythona. Jedyny humorystyczny (choć to czarny humor) utwór w zestawie. Bluźniercza komedia, z której pochodzi nagranie, bardzo się podobała TB – sam był antyklerykałem, a o śmierci mówił tak często, że gdy naprawdę odebrał sobie życie, nikt nie mógł w to uwierzyć.

.

Skompilował: Bartek Chaciński

Wszystkie fragmenty tekstów w tłum. TB.

Pisane dla “Machiny”, grudzień 1999

8 responses to “Piosenki, które zabijają

  1. Piosenka przy której same leciały mi łzy,przechodziły ciarki i przy której popełniłabym samobójstwo to Clint Mansell Kronos Quartet – The Beginning Of The End. Samobójczy nastrój napada mnie też przy celtic frost – danse macabre – spooky halloween music, ewentualnie dark sanctuary – les memoires blessees. BAUHAUS – Bela Lugosi’s Dead na mnie nie działa.

  2. W duzej mierze to Pan TB wplynal na moje wczesne gusta muzyczne. Bylo to w polowie lat 80 – tych w malym miasteczku. Pamietam, jak lecialem na wagary ze szkoly podstawowej do domu, zeby zdarzyc i nagrac plyte, ktora puszczal w calosci (!) albo kiedy indziej siedzialem pozno w nocy, ku utrapieniu mojej matki, zeby nagrywac np single Marillion, ktore tlumaczyl, komentowal, na kasete c-60 lub c-90 kupiona za niebotyczne pieniadze w komisie z zagranicznymi artykulami.
    Moze od tamtej pory stalem sie Nocnym Markiem?😉
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Nocny_marek
    W zasadzie TB jako jeden z trzech owczesnych prezenterow radiowych, obok Pana Kaczkowskiego (kiedy to puszczal Bolshoi i Wipers) i Pana Wiernika (kiedy to puszczal punk i post punka w Trojce we wtorek o 20.00) mial przeogromny wplyw na ksztaltujace sie gusta mlodych, wrazliwych ludzi. Bo i kogo lub czego mozna bylo w tym czasie sluchac??!!? Nic i niczego nie bylo w malym miescie! Pan TB byl jak ‚DOSLOWNIE’ (i zabrzmi to w stylu Pana TB – troche patetycznie) latarnia posrod bezkresnej nocy i pustki: „Can you hear me this is my voice?” – spiewal Peter Hammill.
    Pozniej sie to zmienilo – nie sluchalem juz audycji Pana TB. Razil mnie placzliwy, ponuracki ton jego audycji, nie przepadalem za gothic rockiem. Zaczalem sluchac innej muzyki. Z muzyki new romantic, z ktorej plynnie przeszedlem, jak Mark Hollis z grupy Talk Talk, do bardziej wysublimowanych i awangadowych brzmien. „Nosferatu” blizszy byl mi jako krautrockowy Faust albo awangardowy Art Zoyd
    Dlatego kiedy odszedl Pan TB, bylo to troche tak jak umiera ktos z dalekiej rodziny, jak kuzyn z dziecinstwa, z ktorym wspaniale bawilo sie kiedys na wsi i z ktorym kontakt, poprzez odleglosc miejsc zamieszkania oraz inne zyciowe wybory, zostal zerwany i zapomniany. Mimo to bardzo cieplo wspominam audycje Pana TB, w koncu byl moim (jakby to patetycznie i w jego stylu zabrzmialo😉 moim radiowym przyjacielem, glosem, na ktory caly tydzien czekalem. Bardzo lubilem Pana TB i bedzie zawsze mi go brakowac, a zdrugiej strony bedzie zawsze ze mna – w koncu stal sie moja czescia zycia:)
    RISE!

  3. Bardzo lubiłem audycje T.B. Niestety życie jakie prowadził i muzyka której słuchał oddaliła go od Boga a przybliżyła do szatana . Ja wydobyłem się z tej matni a płyty moich byłych „idoli” połamałem . Dziś nie żyję w depresji . Jezus uczynił mnie wolnym i uwolnił od demonów przeszłości . T.B. umarł tak jak żył . Mówił o mroku i samounicestwieniu bo przyjął to z wiarą . Dał tym samym zezwolenie szatanowi na kierowanie swoim życiem . Naigrywał się z Boga . Szatan to wykorzystał i zabił go . Przykre ale wielu ludzi skończyło tak samo i wielu niestety tak samo skończy . To machina bez końca . Możesz zmoderować to co napisałem jeśli burzy idylliczny obraz Twojego (a kiedyś i mojego) „bohatera” . Proszę też o nie komentowanie mojego wpisu bo nie ma to sensu . Wyraziłem jedynie swoją opinię do której mam prawo jako stały słuchacz audycji T.B. Musiałem to powiedzieć bo być może ktoś dzisiaj ma tzw. „przerąbane życie” dzięki treściom którymi nasączone były audycje p. Tomka . Ja dzisiaj śpię spokojnie i bez skłonności samobójczych . Zawdzięczam to Jezusowi który uwolnił mnie od przeszłości . Pozdrawiam .

    • NIe wieżę w bogów, ale wiedzę, że Twoja wiara Ci pomogła. I tak ma być. Pozdrawiam serdecznie

    • alez Ja Ciebie rozumiem doskonale.U mnie gdyby nie Swiadkowie Jehowy, tez nie byloby sensu zycia….a tak cos mi zasiali co mnie odepchnelo od…zwazenia sie na pobliskiej galezi.Pozdrawiam fanow Romantykow Muzyki Rockowej

  4. Coni – podpisuję się pod Twoimi słowami, dzięki.

  5. Coni, 100% racji. To nasze myśli decydują o naszym życiu, a one są pochodną tego co wpuszczamy do naszych umysłów.

  6. U mnie Jezusa nie ma, dalej jest mrok i głęboka muzyka, a jednak jestem szczęśliwa, mam udane życie pod każdym względem, fajnie, że Tobie coś tam pomogło. Mi pomogło szczęście poznania bratniej duszy i Bycie z nią oraz spokój ducha, który dało mi wykonywanie pracy którą kocha. Może to ludziom słabym szkodzą takie klimaty? Być może. Bo zwykle ludzie słabi (bo wcześniej podatni na nadwrażliwość lub nałogi) często znajdują prawdę w Bogu. Mi nic nie zaszkodziło. Nie ma we mnie Boga ni szatana i jest mi z tym bardzo dobrze🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s