Fani Loop mogą opanować ten świat

loop_komplet

Powinni już teraz rządzić światem, z grubsza biorąc, a Polską w szczególności. Liczba fanów grupy Loop, która ujawniła się, odkąd przemieszczam się z naręczem płyt tej formacji (ostrzegam: komentarze sugerujące, że to tani lans, będą usuwane – jeśli to w ogóle lans, to z pewnością niezbyt tani😉. Z dwoma z nich miałem przyjemność na Blipie, dokąd ostatnio zajrzałem w pogodni za nowymi formami komunikowania. Trzecią – właściwie kandydatką na fankę – okazała się moja koleżanka z działu filmowego „Przekroju”, którą zainteresowało dobiegające z mojego pokoju głośne „Black Sun” i dla której właśnie w tej chwili sporządzam poglądową kopię drugiego albumu w dyskografii Anglików. Zdawkowe uwagi na temat reedycji płyt tej grupy wymieniłem z napotkanymi słuchaczami Off Festivalu i jeszcze z jakimiś zupełnie przypadkowo zagadniętymi osobami. Bo tak się składa, że przy okazji wychodzących reedycji Loop zapętliłem się w słuchaniu ich muzyki.

Dlaczego aż tak? Łapczywie nadrabiam w ten sposób stracony czas. Zespół ten w Polsce miał w czasach swojego istnienia status jeszcze gorzej znanego niż spokrewniony muzycznie Spacemen 3. Czyli w praktyce status zerowy – nie grano go w radiu i nie pisano o nim w prasie. Pomijam tu recenzję mojego kolegi Rafała – piszącego wówczas jako RNDZL – ponieważ ukazała się w gazetce „Off”, w której samemu maczałem palce. Co więcej, z tej właśnie recenzji dowiedziałem się sam o istnieniu Loop, już krótko po rozwiązaniu tego zespołu. Co ciekawe, najpierw poznałem dwa projekty, które powstały na gruzach Loop. Sekcja rytmiczna założyła wtedy The Hair & Skin Trading Company, zespół, który nagrał trzy płyty: kiepską, dobrą i… cóż, trzeciej nigdy nie słyszałem. A Robert Hampson poszedł własną ścieżką jako Main i z racji moich ówczesnych zainteresowań okolicami muzyki industrialnej i ekstremistami w rodzaju Godflesha (ale także dostępności w Polsce – dzięki Beggars Banquet, zresztą podobnie rzecz się miała z TH&STCo) na jego nagrania trafiłem wcześniej.

Ta wspomniana w nawiasie dostępność była kluczowa. Płyty Loop wydawano na kompaktach na bieżąco, ale były niedostępne w Polsce, więc zdobyczna kaseta z przekopiowanym albumem „A Gilded Eternity” stanowiła dla mnie długo swego rodzaju relikwię, a w czasie wypadów na Zachód Loop był pierwszy na liście do kupienia i pozostał dla mnie prywatnie ze statusem świętego Graala. To odpowiedź na pocieszenie dla dzisiejszych 20-latków, którzy czują się nieswojo, bo nie poznawali starych arcydzieł na bieżąco, gdy te wychodziły z pierwszego tłoczenia. Spieszę donieść: dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie mieli ten sam problem z jeszcze wcześniejszą epoką (np. moje pokolenie z latami 70. – jak ja żałowałem, że już wtedy nie słuchałem muzyki), poza tym nie poznawali płyt na bieżąco, tylko po latach nadrabiają zaległości. Sam czekałem całe lata na reedycje tych albumów. I wreszcie są.

„Heaven’s End” 2CD (Head 1987/Reactor 2008 – 8/10) kupiłem na początek, bo tego – wstyd się przyznać – nie znałem w ogóle. Spodziewałem się zżynki z The JAMC, okazało się bliżej Spacemen 3. Plusem jest dla mnie brzmienie przesterowanych gitar, które, oryginalne w swoich inspiracjach, przypomina nie The JAMC, ale wręcz Hawkwind. Gdybym słuchał tego w latach 90. pewnie zrobiłoby na mnie jeszcze większe wrażenie. Podobnie z grą perkusji. Hampson zatrudniał tu jeszcze na perkusji własną żonę, Bex, a ta miała wyraźnie spacerockowe podejście, jeśli chodzi o sposób grania. W przeciwieństwie do jej następcy (nie na stanowisku żony, tylko bębniarza, of course) Johna Willisa, którego wzorcem bębnienia był raczej Stephen Morris i zespół Joy Division.

„Fade Out” 2CD (Chapter 22 1989/Reactor 2008 – 7/10) jest najgorsza z całej trójki albumów, ale mimo wszystko warta zainteresowania. Bliżej JAMC, a jeszcze bardziej do nieokrzesanych The Stooges, narkotyczna atmosfera i powtarzalne męczenie gitar. Sprawia wrażenie najbardziej „amatorskiej”, puszczonej na żywioł produkcji Loop, ale kilka fragmentów zachwyca. Pisałem przy okazji recenzji Dinosaur jr. o rzężeniu (poprawna wersja płyty rzęzi jednak dużo mniej). Przy okazji Loop lepszym określeniem byłoby bzyczenie. Jeśli słucha się tego z daleka, cała ściana gęsto sfuzzowanych gitar plus jazgoczący jednostajnie pierwszy plan brzmią razem właśnie jak brzęk, albo nawet szum. Przy okazji – to tu na bonusowym dysku znaleźć można serię „Fade Out Guitar Loops”, o których mowa nieco dalej.

„A Gilded Eternity” 2CD (Situation 2 1990/Reactor 2009 – 8/10), choć często wymieniana jako najlepsza, nie jest wcale najlepszą płytą na początek dla kogoś, kto grupy nie zna. Przede wszystkim najdalej odbiła od linii psychodelicznego rocka końca lat 80., w którą wpisują się dwa poprzednie albumy. Klimat jest najbardziej zimny, riffy bardziej chore, dołujące jest to wszystko jak cholera – włącznie z kapitalnym finałem, jedną z najlepszych kompozycji Loop w ogóle, czyli „Be Here Now”. Nie do pomylenia z kompozycją Oasis z płyty o tej samej nazwie. Zresztą co to jest Oasis przy Loop, jeśli patrzy się na oba zjawiska z perspektywy kilkunastu lat.😉

„The World In Your Eyes” 2CD (Reactor 2009 – 9/10) – w tym wypadku wysoka ocena może dziwić, szczególnie tych wszystkich, którzy znają pierwotną wersję kompilacji o tym samym tytule. Tu mamy jednak do czynienia z zupełnie inną płytą. Nowe „The World…” to album trzypłytowy zawierający same rarytasy, nieostępne gdzie indziej utwory z EP-ki „16 Dreams” i singli, ale w znacznie bardziej obszernym zestawie niż na składance wydanej w roku 1987. Trafiły tu także różne wersje kompozycji „Arc-Lite” i kilka kapitalnych fragmentów koncertowych. No i covery z tribute-albumów poświęconych różnym wykonawcom: „Mother Sky” grupy Can, „Pink Moon” Nicka Drake’a i „Cinnamon Girl” Neila Younga. Ciekawe jako zestaw utworów i jako źródło inspiracji. Morze materiału i kopalnia informacji o potencjale zespołu, a przy okazji bardzo ładnie wydany trzypłytowy zestaw. Pełna lista utworów dla zainteresowanych – poniżej.

loop_world

Co ważne, WSZYSTKIE poprzednio opisywane katalogowe albumy zostały teraz wydane w wersjach dwupłytowych, więc komplet sesji dla Johna Peela i brawurowe wykonanie „Rocket USA” Suicide, jak również gitarowe eksperymenty Hampsona z pętlami gitarowymi zwiastujące pierwszą fazę Main znajdziemy na poszczególnych bonusowych płytach. Po latach doceniam lidera Loop także za to, w jaki sposób podchodził do nagrań. Trzymał pieczę nad każdą nutą i dlatego możemy się cieszyć z jednej z najładniejszych i najpełniejszych serii reedycji, jakie kiedykolwiek wpadły w moje ręce. Dziś Hampson właśnie wydał kolejny album – tym razem solową płytę z muzyką eksperymentalną. Szczegóły wkrótce, gdy tylko wydostanę się z pętli.

11 responses to “Fani Loop mogą opanować ten świat

  1. do listy kowerow należy tez rewelacyjna wersja „thief od fire” (the pop group) – jak dla mnie największy „hicior” loopa.

  2. tam nawet Godflesh scoverowali🙂

    BTW, niebawem ukaże się debiut Greymachine, w którym paluchy maczali Broadrick i Turner z Isis. Ten pierwszy w końcu sobie przypomniał jak mocno kiedyś grał😉

  3. Czymś w rodzaju loopowego „The World In Your Eyes” jest mainowy „Hz” – podsumowanie kilku lat pracy Hampsona i Dawsona, który odszedł chyba w 1996 roku. To podwójny składak z sześcioma epkami wydanymi na przestrzeni dwóch lat, chyba najlepszy materiał, jaki nagrali. Potem Hampson porzucił gitary (a w każdym razie zaczął je jeszcze mocniej przetwarzać) i odleciał w elektroakustyczny ambient…

  4. fani loop zawsze istnieli🙂 choć wybór world in your eyes na the best, a fade out na worst loop record jest.. wielce oryginalne, fajknie się z panemniezgadzać, pozdro

  5. Dzieki
    Natknalem sie na Loop na poczatku czerwca z okazji ukazajacej reedycji, odsluchalem A Gilded Eternity i The World In Your Eyes. To byl moj pierwszy raz, odliczylem, podobalo mi sie ale nie zaintrygowalo mnie, poza tym pewnie wtedy sluchalem jakiegos grizzly i nie mialem czasu na ramoty
    Dzieki temu wpisowi, swiadomie wysluchalem powtornie The World In Your Eyes dzisiejszym rankiem, niezle polecialem : ) – dzieki.
    Dzieki temu wpisowi zaoszczedze iles tam czasu, otrzymalem kawalek czystej informacji – znam juz ta kapele
    Za to dziekuje
    Przy okazji, ale to Wasza wina
    Pszemcio zachecil mnie do pisania bloga, a Chacinski pozwolil zareklamowac
    http://orangesballcup.blogspot.com/

  6. DYSK TORSZYN

    Ciągle mam winyle „Fade …” i „A Gilded …” kupione na początku lat 90-tych w fajnym sklepie płytowym (już po nim) w berlińskim Europa Center. To relikwie. Niestety przez moją głupotę zostawiłem kiedyś „A Gilded … ” przy oknie na słońcu i mi się trochę spaczyła – wie ktoś jak ją „rozprostować”? A recenzja tej płyty ukazała się niedługo po jej wydaniu w śp. Magazynie Muzycznym (Weiss albo Rzewuski) i była chyba na 8/10 i bardzo fajna. Na pewno mam gdzieś ten numer w archiwum. Od tylu lat uwielbiam robić sobie we łbie karuzelę za pomocą słuchawek i „This Is Where You End”, „Vision Stain”, „Straight To Your Heart”, „Afterglow”, „The Nail Will Burn” i najpiękniejszej kołysanki świata – „Be Here Now”. Po prostu kocham to ich drażniące, zapętlone brzęczenie gitar i tak już zostanie na zawsze. Kroi się niezły wyskok z kasy na te wydania. Loop robi się modny – pora umierać !

  7. Pingback: Kto więcej wypił? Przećpał? Przeleciał? « Noise for Music's Sake

  8. Pare dni temu dotarła do mnie reedycja A Gilded Eternity – wspomnienia sprzed 20 lat powróciły jak żywe, ale wraz z nią dotarł Wind’s Poem od Mount Eerie..i całkowicie odleciałem w krainę Phila Elveruma – POLECAM.

  9. rowniez mam ta reedycje, jest poprostu wspaniala i rowniez polecam:)

  10. Pingback: 35 najlepszych płyt roku 2009 « CHACIŃSKI

  11. W malym miescie Zgorzelec w 1990 kumpel sprzedal mi vinyla Loop A Gilded Eternity, a ja bedac mlodym czlowiekiem, ktory wtedy zrywal w muzyce z punkiem i ostrym graniem, sprzedalem o zgrozo (!) ta i inne plyty innych postpunkowych kapel. Do dzisiaj zaluje, ech!

    (Dodam tylko ze pozbylem sie rowniez Burning World Swans – pierwsza oryginalna wersje)

    Glupia durna mlodosc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s