Bon Iver trzyma dystans*

boniver_bloodbank>>>4<<
BON IVER „Blood Bank”, Jagjaguwar

premiera 20.01.08, źródło: Amazon.co.uk

Jeśli autor jednej z najlepszych płyt roku, doceniony, hołubiony, dowartościowany (finansowo również, na tyle, na ile pozwalają na to warunki sceny niezależnej) Justin Vernon zamiast kolejnej pełnowymiarowej serii utworów wydaje tylko EP-kę z czterema nowymi, może to oznaczać, że:

1. cierpi na blok twórczy, po części wynikający ze zdziwienia, zmieszania i zawstydzenia (pamiętajmy, że to była bardzo osobista płyta) sukcesem „For Emma, Forever Ago”, a zatem od czasu tego sukcesu nie napisał nic nowego i wypuszcza cztery piosenki nagrane między grudniem 2006 a czerwcem 2008. Możliwe? Zawsze w takich wypadkach, trochę za mało znam Vernona (zdecydowanie lepiej Vernona Sullivana, którego polecić mogę z łatwością, bo im gorzej pisał, tym lepiej mu to wychodziło), by o tym przesądzić, ale wydaje mi się, że ma za dużo dystansu do samego siebie, żeby pogrążać się w strachu o to, co będzie dalej i czy rzeczywiście jest geniuszem;

2. postanowił zupełnie zmienić swój styl i testuje nas za pomocą EP-ki. Zdanie możliwe, bo przecież połowa utworów nie przypomina „Emmy” (ale uwaga, bo druga połowa ją przypomina…). Pamiętajmy też, że Vernon, choć wygląda na konserwatystę brzmieniowego, zmieniał już dużo, nawet sposób śpiewania (nie zawsze śpiewał falsetem!), co łatwo stwierdzić, wynajdując w sieci jego nagrania wydane pod własnym nazwiskiem (i własnym sumptem). Prawdopodobieństwo jest więc całkiem duże;

3. mało się nad tym zastanawiał, bo dużo koncertuje i w gruncie rzeczy ma wszystko w nosie, a wytwórnia go pytała, czy czegoś nie ma, dał więc jeden gotowy utwór (ten – to wiemy  na pewno – nie załapał się na „Emmę”), który zresztą można legalnie i za darmo ściągnąć tutaj. A resztę uzupełnił jak bądź. Więc jeśli ktoś szuka TYLKO uzupełnienia tamtej płyty, to nie ma sensu kupować, a gdy ktoś oczekuje czegoś kompletnie zaskakującego i tak będzie czekał dalej, bo debiut Bon Iver był zbyt poważną rzeczą, żeby to zignorować. Prawdopodobieństwo takiego twierdzenia? Cóż, nie wyklucza wszystkich pozostałych, więc jest możliwe, choć nie przywiązywałbym się do niego za bardzo. Ja nie wierzę (patrz punkt 5);

4. czyści sobie przedpole – zostało mu kilka utworów skomponowanych przy okazji „Emmy” (na pewno tytułowy, zapewne jeszcze „Beach Baby”, być może trzeci na poziomie szkicu), więc postanowił się ich pozbyć, dodaje dość radykalny dla fanów poprzedniej płyty utwór „Woods”, bo wie, że i tak go nigdzie nie zmieści. Cała kompozycja zrealizowana z użyciem otwarcie stosowanego autotune’a? Cóż, przypadek częsty, ale raczej gdy się jest Cher albo Kanye Westem, a nie folkowcem z chatki w Wisconsin. To sugerowałoby pewne merkantylne zamiary Vernona – no ale każdy musi z czegoś żyć (albo za coś odnowić chatkę), a mnie ten „Woods” w ogóle nie przeraża – przeciwnie, jako od początku do końca spójna i prowokująca pozycja nawet mi się podoba. Zatem wariant możliwy? Owszem, prawdopodobieństwo jest spore;

5. przygotował zestaw zabójczo dobrych piosenek, które do jego śpiewu i gry na gitarze dodają wątek akompaniamentu inspirowanego minimalizmem („Babys” to rozpoznawalny Bon Iver, ale wspomagany przez „silnik” – mówiąc językiem gier komputerowych – Philip Glassa). I na razie wypuszcza tylko to, co uznał za niepasujące do tego, co szykuje na drugiej płycie. Przychylam się właśnie do tej ostatniej wersji, stając po stronie pozytywnego myślenia.

W każdym razie kupcie całą EP-kę. Słuchanie tylko darmowego utworu tytułowego nie ma sensu. Na „Emmie” byłby jednym z najgorszych, a tutaj jest najmniej zaskakujący.

Skąd taka niska ocena? Cóż, przecież to tylko EP-ka😉 W końcu gdyby artysta nagrał dwa razy tyle dobrych piosenek na dużej płycie, to trzeba by było dać… ósemkę?
A skąd wiem o dystansie Vernona do siebie? O, stąd, proszę bardzo.

* A w Wisconsin trzyma zima, sądząc po okładce płyty.

2 responses to “Bon Iver trzyma dystans*

  1. Miło, że wspomnasz Borisa Viana, rewelacyjne książki pisał, zarówno te pod pseudonimem, jak również, a nawet przede wszystkim te, sygnowane już własnym nazwiskiem.

  2. „Piana złudzeń” to jedna z moich ulubionych książek🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s