Ludzie, Animal Collective to tylko ludzie

animalcollective_mpp>>>>5<
ANIMAL COLLECTIVE „Merriweather Post Pavilion”, Domino

premiera: 6.01.08 (winyl), 12.01.08 (CD), źródło: Amazon.co.uk

Atmosfera wokół „Merriweather” wydaje mi się bardziej niezdrowa niż tegoroczna epidemia grypy, a sam przebieg zarazy o wiele bardziej gwałtowny, chociaż również o wiele – trzeba przyznać – przyjemniejszy. Album, którzy szczęśliwie dotarł do mnie pocztą w dwa dni (rekord Europy!) – więc miałem okazję go posłuchać jakieś dziesięć razy – jest bardzo satysfakcjonujący… o ile ktoś nie spodziewa się, że zmieni całkiem jego sposób patrzenia na rzeczywistość i hierarchię wartości. Jedenaście piosenek bardzo spójnych stylistycznie (poza lekkim występem w postaci ogrywającego banalne rockowe patenty „Bluish” – ale jak ogrywającego!), za to dość nierównych na poziomie kompozytorskim. Najbardziej przemyślane aranże, jakie zespół ma w dorobku i najwięcej ozdobników na minutę, przy czym produkcyjnie wszystko trzyma się kupy, włącznie z tym, że AC osiągnęli kapitalny efekt nowoczesnego, a zarazem „postarzonego” brzmienia – dzięki temu, że wzorem lat 60. nie eksponują niskich rejestrów. Posiadacze boom-boxów z przerażeniem stwierdzą więc, że ich aparaty stały się po prostu „boxami”. Że – jednym słowem – brakuje „boom”. Za to góry jest aż pod sam sufit i jeśli ktoś nie stracił słuchu powyżej 12 kHz ma szanse sporo tak zwanych smaczków na tym albumie usłyszeć.

Są jednak „ale”. Po pierwsze, nie ma rewolucji. Od kilku lat (dokładniej: od 2005 roku) zespół wie, co chce powiedzieć i jak chce to zrobić, jego styl dojrzał jakiś czas temu. „Feels” miała lepsze pomysły, ale była dużo gorzej wyprodukowana. „Strawberry Jam” była bardziej spójna i równa pod względem poziomu pomysłów na poszczególne utwory, ale mniej przebojowa, trudniejsza w odbiorze. Zagęszczenie pomysłów było tam większe. Ucieszyłem się, gdy klasę „Strawberry…” przypomniała mi recenzja Łukasza Kuśmierza (podszczypywała genialność „MPP”, echo zebrała w dyskusjach na forum Screenagers.pl), z którą w dużej części się zgadzam. Kiedy posłuchałem „SJ” po „MPP”, uznałem, że to była jeszcze lepsza płyta niż wtedy myślałem…  A zatem co do „MPP”, chciałoby się powiedzieć: cieszmy się, bo fajną płytę nagrali, prawda? Na nieszczęście gros dotychczasowych reakcji na ten album to próby rozważenia, czy już się modlić czy jeszcze się nie modlić do Pandy Beara i Avey Tare’a. „Jeśli jeszcze nie umieściłeś tej płyty na swojej liście najlepszych XXI wieku, to nie znasz się na muzyce” – mniej więcej taką opinię wyczytacie między wierszami z większości pierwszych reakcji (łącznie z recenzją na Pitchforku, a może raczej na czele z nią). To nie jest dobry klucz. Dzięki niemu, owszem, kupicie sobie dobry album, tylko że będzie od niego oczekiwać, że wam przy okazji ogrzeje mieszkanie i wyprowadzi dzieci do szkoły. Polecam spokój, między albumem wybitnym a po prostu fajną płytą jest jeszcze olbrzymie pole niuansów i gdzieś na tym polu wylądował tym razem Animal Collective.

Po drugie, trudno się uwolnić od tych wszystkich dyskusji, bo „Merriweather” to album krytyków. Wystarczy rzucić okiem na ostatni „Jukebox” w „The Wire”, którego bohaterami są Animal Collective – pierwszy raz widzę w tej rubryce aż TAK osłuchanych ludzi, którzy bez problemu odgadują nie tylko każdego wykonawcę i utwór, ale jeszcze zastanawiają się, które to wykonanie. Ci ludzie bardzo dużo słuchają, a ich wpływy słychać na każdym kroku – jako szeroki miks folkowych, awangardowych i rockowych inspiracji. Doskonale złożonych w coś, co – jak zaznaczyłem – rozpoznawalne jest od kilku lat jako Animal Collective. Zastanawiam się, czy kombinowanie im w działaniach studyjnych trochę nie przesłania spontanu, jak to u takich jajogłowych muzyków bywa (nadrabiają na koncertach – fakt).

Po trzecie (to mój ulubiony wątek internetowych ocen, recenzji i dyskusji napędzających się od dwóch miesięcy, a więc na długo przed wyjściem „MPP”), to nie jest nowy „Kid A”, ani nawet nowy „Soft Bulletin”. W obu wypadkach porównania są okrutnie naciągane. „Kid A” sygnalizował przełom w sposobie myślenia rockowych zespołów w ogóle. Nawet szkoda czasu na udowadnianie tego. „Soft Bulletin” to zupełnie nowa jakość w twórczości działającego od dawna zespołu. I tutaj pewne wątki są już zbieżne – zespół podobnie doświadczony, a płyta bardziej popowa niż dotychczasowe. Tyle że ze „Strawberry Jam” i „Feels” (oraz „Person Pitch” – to bardzo ważna płyta w tym kontekście) można wprost, na zasadzie równania matematycznego, wyprowadzić nowy album AC, a „Soft Bulletin” był jednak grubym zaskoczeniem.

animal_insideŻadna z tych uwag nie zmienia tego, jak miłym w odbiorze albumem jest „Merriweather Post Pavilion”. Przede wszystkim to „najładniejsza”, najbardziej przystępna płyta tej grupy. Pokazuje, jak wspaniałym zespołem AC są od lat (bo skąd niby ta moja ochota posłuchania „SJ” za wszelką cenę?). To ich najbardziej kompletny album, w najłatwiejszy sposób pokazujący różne charakterystyczne cechy ich muzyki: śpiewanie partii wokalnych na dwa głosy (Avey Tare i Panda Bear robią to tym razem jeszcze lepiej niż dotąd, wręcz perfekcyjnie), próby nawiązania do najbardziej złożonych i szlachetnych elementów popu lat 60., a zarazem ostentacyjne prymitywizowanie partii perkusyjnych, pisanie melodii tyleż wciągających, co niezapamiętywalnych, tendencję do nagłego transowego zapętlania przełamującego piosenkową konwencję. Itd. Nie będę jednak mnożył superlatywów na temat „MMP”, bo to sobie można z nawiązką uzupełnić gdzie indziej.

Domyślam się, jaki może być teraz pierwszy argument ewentualnych polemistów – moja ocena debiutu Fleet Foxes, którą podtrzymuję i więcej nawet – jestem przekonany, że w ciągu dwóch najbliższych albumów grupa z Seattle udowodni, że potrafi zmieniać muzykę pop. FF są na początku drogi – mają jeszcze niezbadany potencjał, ale zarazem już wypracowali wyrazistą stylistykę (ok, gładszą, bardziej jeszcze popową, ale własną), na jaką AC pracowali kilka lat. Wydaje mi się, że pułap Animal Collective – czerpiących po części z podobnych źródeł, ale jednak jakże odmiennych – już zmierzyliśmy dzięki ostatnim kilku płytom. Obym się jednak mylił – jeśli nagrają coś lepszego niż „Strawberry Jam” i „Merriweather…”, publicznie odszczekam to, co napisałem. I to bez względu na hajp, jaki będzie wówczas otaczał ten zespół.

Przepraszam, jeśli komuś obrzydziłem moim długim wywodem słuchanie „Merriweather…”. Jeśli jednak ktoś w wyborach muzycznych kieruje się własnymi ocenami, a nie tym, co sądzi ogół osłuchanych internautów, na pewno nie zmieni w tym momencie swojego stosunku do tej płyty. Ja tam będę jej sobie z przyjemnością słuchał dalej.

PS Aha, i proszę nie sugerować, że chcę błysnąć opinią na siłę odmienną od „ogólnie obowiązującej”. Gdyby mnie interesowało coś takiego, to zamiast koncentrować się na subtelnościach dotyczących Animal Collective dałbym znać, co sądzę na przykład o niedawno (z niemałym opóźnieniem) kupionym albumie Gang Gang Dance.😉

PS2 (czyli mały update z 21:00 19-01-09) Już mi się dostało za Fleet Foxes, na forum Porcys. A nie mówiłem?

31 responses to “Ludzie, Animal Collective to tylko ludzie

  1. Dukaj napisał kiedyś mini-poradnik pt. „1o sposobów na zgnojenie książki” (Google pomoże). Na pierwszym miejscu było „Przez szczegół”.

    A w temacie – niech będę pierwszy – piątka, nawet opatrzona niekoniecznie entuzjastycznym komentarzem, to dla mnie trochę za dużo, przynajmniej po kilku przesłuchaniach. Ale trudno nie ugiąć się pod presją tych wszystkich zachwytów i nie próbować dalej. Bo zapowiada się, że „Merriweather” od ręki pobije na metacritic „Feels”.

  2. Trudno spojrzeć na całość obiektywnie, z pominięciem hype’u, medialnej otoczki i zamieszania, jakie wytworzono wokół „Pawilonu” (celowo używam formy bezosobowej, bo podejrzewam, że panów nic a nic to nie obchodzi, a już na pewno mają gdzieś 9.6 na Pitchforku). No, ale to przecież piękne, świetnie napisane piosenki. Po prostu piosenki, nic więcej. A jednocześnie tak dużo.

  3. Zgadzam się z Maćkiem Tomaszewskim, iż piątka to za dużo, choć po pierwszym przesłuchaniu tej płyty byłam nią oczarowana. Z perspektywy czasu ocena spada.
    Pozdrawiam.

  4. Nie do końca się zrozumieliśmy🙂 Myślę, że piątka (jak rozumiem: w skali szóstkowej) jest oceną prawie adekwatną. Można mieć zastrzeżenia do dłużyzn i mielizn, jakie się na „Pawilonie” zdarzają, ale to właśnie piosenki są największą bronią tej płyty, przez to, że nie próbują zaistnieć na siłę, na chwałę blogosfer, nie są czymś więcej, niż tylko piosenkami. Plus „My Girls”, które kiedyś będzie niedoścignionym wzorcem popowego majstersztyku. A zresztą, piątka dla Animali to tak jak dwudziestka dla innych. No bo jak porównywać ich koncepcję z koncepcjami innych?

  5. A wystarczyło się wybrać na koncert w Katowicach. Dwie godziny nudy i 50 osób pod sceną z santo subito w oczach. Reszta klubu oziębło obojętna.
    Ale ja chyba jestem do nich jednak uprzedzony:)

  6. Dobrze, że są jeszcze ludzie ze zdrowym rozsądkiem, bo patrząc na to, co wypisują na niektórych forach(wiadomo), to aż ma się żal do siebie że nie zachwyca(jak nie zachwyca jak zachwyca). Jakiś czas temu była taka kampania społeczna robienia koszulek typu „jestem gejem” czy „nie płakałem po Papieżu”. Ja poproszę „nie zachwyca mnie AC”.

  7. tobie za fleet foxes a tamtemu -ppppp za hajpowanie ciebie;)
    i mnie też nie zachwyca.są dobrzy, solidni.tyle.

  8. @Maciek –> piątka jest w skali szóstkowej, oczywiście🙂

    @bw –> pomysł z koszulkami niezły, mogą się przydać w tym roku, chociaż (i tu ukłon w stronę Mariusza) mam wrażenie, że w masowo wystawianych ocenach płyt często zaczyna się od bezgranicznego uwielbienia, a kończy na bardziej uśrednionym, uspokojonym sądzie. W sumie (to akurat argument przeciwko mnie, wiem) podobnie było w 2008 roku z Fleet Foxes – najpierw bezkrytyczne uwielbienie, potem przyszedł czas na refleksję, krytykę itd. FF zaczynał zdaje się od razu od miejsca pierwszego za 2008 rok na RYM (jeszcze wiele tygodni przed ukazaniem się), potem był jakoś dużo niżej, dziś (chwilę, sprawdzę) jest na czwartym

    @Marceli –> AC na koncercie i na płycie to w sumie dwa inne zespoły, nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś kochał płyty, a koncerty go odrzucały – lub odwrotnie

  9. slodkogorzkie

    @ Marceli (i @ pośrednio Pan Redaktor :)) – koncert w Warszawie byl niesamowity (mimo „dziwnych” ludzi w pierwszych rzędach, którzy pomylili miejsca, najwyraźniej chcieli popogować przy jakimś defmetalu). Jak wizyta w wesolym miasteczku, gęba się śmieje, wszystko wiruje. Prawie koncert roku.

  10. slodkogorzkie

    @ Pan Redaktor – dziękuję za dodanie do blogrolla🙂

  11. Marceli: masz rację , jesteś uprzedzony. Koncert fantastyczny

  12. @slodkogorzkie –> Bardzo proszę. Co do koncertu, to słyszałem, że było kapitalnie. Co do „Pana”, to zdecydowanie zostawmy go w redakcji „Przekroju”, to taka ogólna uwaga zresztą😉

  13. @ Pszemcio – as usual, widzimy i słyszymy inaczej🙂

    Dla mnie symptomatyczne było to, że po odegraniu największego hiciaka (dużo mrugających czerwonych światełek, to jedyne co z niego utkwiło w mojej pamięci, a tytułu nie pomnę, wiem, tylko, że katowano mnie tym numerem przy kilkunastu różnych okazjach), większość publiki się wycofała. I sam też miałem, że jak przez pierwszą godzinę byłem otwarty i bardzo na tak, to każde kolejne minuty coraz bardziej mnie do nich zniechęcały, bo oprócz kolorów, nie zmieniało się absolutnie nic. Potem skosztowałem płyt, strułem się sterylnością tej kapeli i na tym się romans zakończył. Chyba na długo.

  14. Bartku, naprawdę nie masz niskich na tej płycie? Wszystkie przedpremierowe doniesienia, występy na żywo, potem pierwsze przesłuchania u mnie – bas potężny. Oniemiałem przy tym akapicie. Przy tym o My Morning Band of Akron Pandas, znaczy się Fleet Foxes, też😉

    A teraz z cyklu „urzekła mnie twoja historia”:

    Moim zdaniem ta cała afera pomaga temu albumowi. W okresie takiego rozproszenia opinii i w zalewie tysięcy albumów rocznie, miło się poddać (w końcu!) takiej mini Beatlemanii i poznać choćby namiastkę muzycznego szału. Wczoraj wróciłem z berlińskiego koncertu gdzie spotkałem przesympatyczną Amerykankę, która przyleciała specjalnie na ten koncert i na samą myśl o MPP nie mogła ustać w miejscu, był też Niemiec, któremu brakowało słów, żeby cokolwiek powiedzieć o tej płycie. To było piękne, coś czego jeszcze nie widziałem w okresie tej wielkiej internetowej blazy. Były hype’y, podjarki, emocje, ale jeszcze nigdy takie. Mój rocznik i te okoliczne, które nie załapały się na żadną z wielkich płyt, ale za to poznają, dzięki sieci, w ekspresowym tempie wszystkie najważniejsze płyty ostatnich 50 lat (genialne te wszystkie Lovelessy, Pieprze i Remain in Lighty, ale ciężko jakoś się z nimi związać, są jednak zbyt odległe), też chcą mieć swojego klasyka i MPP to jedyna ostatnio wydana płyta, która spełnia wszystkie warunki (Blueberry Boat chyba za trudne w odbiorze i nikt nie pomyślał w porę żeby wszystkich tym zarazić). MPP może nie jest rewolucyjne, ale nie chce wyjść z mojego odtwarzacza od ponad stu przesłuchań i dla mnie to płyta, która dostarcza mi tyle wrażeń ze słuchania co te największe i najbardziej ukochane pozycje. No i dodatkowo ten fakt, że porzuciłem reckowe blogowanie, które wysysało całą frajdę ze słuchania, na rzecz bycia zwykłym słuchaczem – bezcenne. Fajnie tak zostać zwyczajnym fanem, jeździć za nimi, wydawać majątek na głupie gadżety etc (mam dwa MPP, jedno zafoliowane i nie zamierzam go otwierać). Ode mnie „dziesiąteczka”, ale co ja tam mogę, jeden z miliona internetowych głosów, a kids are coming from behind. I słuchają lepszej muzyki.

    PS. W weekend zacznę budowę pomnika dla AC – za przywrócenie radości ze słuchania muzyki😉

  15. AC często traktują gitarę basową jako wzmocnienie stopki – pojawia się na moment i znika razem z nią, nie ma „ciągłego” basu. Przy pobieżnym przesłuchaniu można odnieść wrażenie, że w ogóle basówki nie używają… Posłuchaj „Daily Routine” – więcej dołów niż w tych pięciu minutach miałbyś nagrywając gitarę akustyczną solo (-:

    Myślę, że nie tyle obcinali basy, co raczej o nie (świadomie) nie zadbano – przy tak nieakustycznej muzyce i schowanych wokalach same nie miały się skąd wziąć. Zresztą z wysokimi tonami tez nie szarżują – syków charakterystycznych dla radiowego popu ani śladu.

    Pozostaje jeszcze sprawdzić kompresję… No, „Bluish” nienajgorzej, nawet zachowawczo *jak na te czasy*:

  16. PS. Guys Eyes bardzo się pod tym względem różni (selektywny bas + fortepian), mocno odstaje na tle reszty płyty (wyrazistość!)

  17. @Łukasz –> Ty to akurat możesz bardzo dużo, nie opowiadaj😉
    Cała ta sprawa z nową pomnikową płytą dla nowego pokolenia bardzo mi się podoba, jest ok. Ja zresztą czuję się trochę stary ostatnio i zdaję sobie sprawę, że pewnie odpływam tak samo, jak moi starsi koledzy, kiedy zaczynałem pisać o muzyce. Normalne. Co do poczucia więzi z obcymi ludźmi, którzy przyjeżdżają na koncert z różnych stron – każdy to pewnie z czymś miał, więc nie neguję, lubię, sam dawno nie czułem (to pewnie przez zwapnienie kości i przewartościowanie pewnych spraw, ale to osobna historia). Co do poznawania historii 50 lat w jeden dzień – wstyd się przyznać, ale mnie to cały czas idzie powoli, może nie jestem w stanie przyjąć szybko tyle informacji – kwestia pokoleniowa (to chyba wymaga oddzielnego wpisu), ale tu coś jest na rzeczy, bo Animale mogą być zespołem dla ludzi z totalnie podzielną uwagą, bo łączą bardzo odległe muzyczne historie.
    A teraz co do konkretnych uwag:
    – ta płyta naprawdę ma relatywnie mało „dołu” – w sensie dynamiki basu i perkusji. Po pierwsze, basu w rockowym rozumieniu tu prawie nie uświadczysz (strojenie dźwięków perkusji go zastępuje, ewentualnie punktujący syntetyczny bas tu i ówdzie). Po drugie, na bębny chwilami nie ma miejsca w bardzo gęstym miksie i olbrzymiej ilości pogłosów (część z nich AC – wbrew regułom sztuki nagraniowej, ale jak najbardziej zgodnie z własnym stylem – nakładają na dźwięki perkusyjne), przez co, choć głośno nagrane, bębny tracą dużo ze swojej siły (nakładają się na nie inne instrumenty na kolejnych składowych harmonicznych). Taki jest zresztą wyraźnie zamysł zespołu, który na wokale odpowiednią ilość miejsca w miksie przecież zostawia, a tu i ówdzie po prostu chce chaosu i go ma. Posłuchaj jakiejś płyty, o której sądzisz, że jej działanie „nie polega na epatowaniu basem”, np. „OK Computer”. Usłyszysz bas niby „mniejszy”, ale lepiej skontrolowany w nagraniu (uporządkowanym pod względem rejestrów poszczególnych instrumentów) i przez to mocniej kopiący po żołądku. Nie będę nawet namawiał na porównanie z jakimś projektem elektronicznym, bo to by było nie fair. No ale testy rób głośno i raczej w dzień, albo gdy sąsiadów nie ma w domu😉
    – FF są zespołem, który ma szanse wpływać na muzykę w sensie rozpowszechniania pewnych zapomnianych cech utworów muzycznych (wokale rozpisane na kilka głosów, kanon, powracająca archaiczna konstrukcja piosenek, śpiew a cappella – wyliczam z pamięci) i dzięki stosunkowo otwartej, przejrzystej, łatwej do ogarnięcia dla szerokiego słuchacza formie. AC to kapitalna, ale jednak ślepa uliczka. Tacy artyści są wielcy, mają błyskotliwą wizję, ale nie zmienią świata, bo to, co robią jest zbyt charakterystyczne. Coś jak Zappa na przykład. I bez wartościowania – jedno i drugie jest potrzebne. Ale to tylko moje odczucia i – z racji wieku (mówię to zupełnie poważnie) – mogę się mylić, przekładam dotychczasowe doświadczenia na to, co dopiero ma się wydarzyć. Po prostu pogadajmy za parę lat.🙂

  18. @Mariusz –> Jak się można domyślić, sporo czasu zajął mi ostatni komentarz, a w międzyczasie napisałeś o tym punktującym basie.🙂
    Masz rację – „Daily Routine” to zupełnie inna sprawa. „Guys Eyes” oczywiście też, ale z zupełnie innych powodów.
    No i selektywność – to jest właśnie to, o co mi chodziło. To, w jaki sposób słyszymy niskie częstotliwości, to nie tylko „dupnięcie”, że tak się wyrażę, na winampie. Przeciwnie – może być tak, że to, co na wykresie wyskoczy w „dołach”, będzie dużo słabiej odbierane niż ten sam dźwięk, za to cichszy i odtworzony w absolutnej ciszy. Każdy instrument to szerokie spektrum częstotliwości.
    No i dzięki za wykres „Bluish”, bo już sam miałem sprawdzić😉
    Dodałbym jeszcze słowo „głuchy” – warto posłuchać właśnie „Bluish” – przepotężny bęben jest odizolowany od reszty, bo zdjęto lub zagłuszono mu część składowych. Można tak sobie długo dyskutować właśnie dlatego, że – jak wierzę – pewne rzeczy AC „psują” lub robią na opak świadomie, dla sztuki.

  19. W Guys Eyes było to najwyraźniej czuć było na koncercie, ale też nie będę się kłócił co do płyty i tutaj opisywał sprzętu w szczegółach (dobry raczej, Bang Olufseny jakieś, ale może mam rozkręcone coś, nie wiem). Dla mnie właśnie jest pełno takich głęboko podbitych momentów, produkcja tej płyty mi się z Gasem Volfganga Voigta kojarzy momentami, a wiem, że chłopaki Kompakt sobie cenią. Tak podwodnie jest. Zresztą to nieważne – ważny songwriting, a ten mnie poraża.

  20. E… tam nie zgadzam się z opinią , że koncert w Katowicach był nudny . Był znakomity !Zaintrygowany zupełnie przypadkowo przez Trójkę numerem Comfy in Nautica z Person Pitch kupiłem płytę. No i o to mi chodziło ! Wreszcie usłyszałem coś nowego !!!(basy w niektorych momentach bardzo przyjemne).
    Wiadomo. Skuszony Pandą wybrałem się na koncert. To był szalenie energetyczny występ, światła w kolorach rasta , albo białe wybuchające za sylwetkami muzykantów.No właśnie muzykantów . A nie gości , którzy wciskają entery w laptopach.Świetny mocny bit z pozytywnymi wibracjami.Znajomi narzekali na rozmyte wokale .Ależ tak miało być !(jako drugi kawałek na koncercie Comfy In Nautica w świetnej wersji) Ja tę ich muzę z płyt tam na koncercie usłyszałem!Dodam , że nie jestem jakimś szczególnym fanem Strawberry Jam , wolę Pandę i najnowszwą płytę AC.Jeśli chodzi o pokoleniowe historie to potomki me (10 i 13 lat) też „łykają” utwory AC . Fleet Foxes też . Bo to po prostu świetne pieśni.

  21. Ojej, i się pomieszały komentarze. To jeszcze do Bartka:

    Posprawdzam te basy, powsłuchuję się, ale to raczej jak emocje związane z MPP trochę opadną. To słuchanie to ciągle jeszcze jest raczej pożeranie tej płyty i chłonięcie jej całym ciałem, heh.

    A elementy, które wymieniłeś u Foksów uwielbiam, więc bym się nie obraził gdybyś miał rację, ale to jak mówisz – czas pokaże.😉

    A z newsów, My Girls zostało pierwszym singlem, a zespół do września najbliższy nam koncert da w niemieckim Heidelbergu. Info via Pitchfork.

  22. @Łukasz –> Jeśli AC zyska masową popularność, będę się tylko cieszył. Sam posłucham jeszcze tej płyty.
    I mam nadzieję, że ruszy wkrótce jakiś następca 7Kettles, bo jakaś pustka po nim została, poza tym chętnie bym link uaktualnił😉

  23. „A z newsów, My Girls zostało pierwszym singlem, a zespół do września najbliższy nam koncert da w niemieckim Heidelbergu. Info via Pitchfork.”

    a festiwale? luka lipiec-sierpień chyba daje jakiś cień nadziei.

  24. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji – płyty można posłuchać w całości na
    http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=99130768

  25. Przepraszam, że się wtrącę z autolekramą, ale za to na temat. Otóż AC dali w tym tygodniu niesamowity koncert w Nowym Jorku i mnie przynajmniej przekonali do swojej odsłony live. Zapraszam do siebie po odsłuch lub ściągę.

  26. juz po fakcie, ale:
    – ocena MPP – zgadzam sie, ale rozumiem tez potrzebe wystawienia jej wspomnianego pomnika. mnie osobiscie brakuje ognia SJ, szalenstwa Feels.
    – piosenki – bronia sie, a kilka niezmiennie od kilku dni kladzie mnie na lopatki. „my girls” i „daily routine” sa mocarne.
    – koncerty – polska publicznosc nie jest gotowa na AC; warszawska miala koszulki „Lao Che” i jak slusznie zauwazylo wielu pogowalo miast doznowaca jak na muzyczne misterium przystalo
    – doly – uklon za czucie via szkielko, choc wiekszosc (co zreszta widac) przyjmuje MPP bardzo emocjonalenie, bardziej „sercem”.

  27. czy to była Poczta Polska? Bo aż nie chce mi się wierzyć. Ostatnio płyty dostaję po minimum 10 dniach nie mówiąc, że najczęściej są zmiażdżone…

  28. Pingback: 35 najlepszych płyt roku 2009 « CHACIŃSKI

  29. Pingback: Ziemia niczyja | Mariusz Herma » Blog Archive » Antony and the Animal Collective

  30. Pingback: Animal Collective słabną z klasą | Polifonia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s