Tag Archives: Jan Pospieszalski

Wiosenne porządki non-stop

Najważniejsze to łączyć przyjemne z pożytecznym. Zamiast myć okna czy sprzątać w szafie odkurzyłem stertę starych numerów „Non Stopu” i „Rock’n’Rolla” z przełomu lat 80. i 90. Ten pierwszy był wtedy krótko pod rządami Zbigniewa Hołdysa (naczelny) i Mirosława Makowskiego (naczelny grafik – w zasadzie bardziej wpływowa wówczas postać; możecie go zobaczyć w dokumencie „Beats of Freedom”, który swoją drogą wart jest oddzielnej notki). Nie powiem, żeby to był mój ulubiony okres pisma, ale skład dziennikarzy był wtedy imponujący: Filip Łobodziński, Sławomir Gołaszewski, Krzysztof Wacławiak (ktokolwiek widział? ktokolwiek wie? gdzie ten człowiek?)… Z kolei „Rock’n’Roll” to była efemeryda, ale kapitalna – z Łobodzińskim, Brzozowiczem i Wacławiakiem, Piotrem Bratkowskim wśród współpracowników, etosem pisma prawdziwie muzycznego, no i jeszcze czytelną, świetną na owe czasy grafiką projektu Jacka Królaka – tego samego, który niedawno pożegnał się ze światem. Ech… gdyby tak w tę stronę poszło dziennikarstwo muzyczne w tym kraju, byłoby nie najgorzej. Owszem, dawało się wówczas odczuć prześmieszne skrzywienie na amerykański soft-metal (który był w tym gronie hajpem w rodzaju dzisiejszego dance-punka albo innego nu-rave’u), ale dawało się to znieść i wybaczyć, tym bardziej, że skutkowało zabawnymi opisami okładek, mnóstwem erotycznych skojarzeń wychodzących daleko poza granicę akceptowalności współczesnych mediów i te pe.

Przy odkurzaniu nastawiałem się na kawałki, z których można dziś bezkarnie się ponabijać. Tymczasem znalazłem raczej całkiem sensowne materiały i sporo recenzji, z którymi dziś nie mogę się nie zgodzić i ledwie parę drobiazgów, które czytane dzisiaj wywołują mocniejsze zdziwienie (np. pean Roberta Leszczyńskiego na cześć Michaela Jacksona – ciekawa niekonsekwencja dla tych, którzy skreślili RL po jego wypowiedzi dla TVN24 po śmierci MJ). Co się nawdychałem kurzu, to moje. Ale paroma strzępkami otrzepanymi z kurzu się tutaj podzielę. Takich rzeczy teraz już nigdzie nie znajdziecie. Najpierw relacja Wacławiaka z koncertu. Ba, z całego festiwalu, który najwyraźniej nie przeżywał najlepszych czasów:

Kto by sobie dzisiaj pozwolił na coś takiego?

Zacząłem skanować sobie i archiwizować dłuższe teksty FL i GB z tamtych starych wydań, gdy nagle trafiłem na coś takiego:

To recenzja „Wire”, którą pamiętam z tamtych czasów bardzo dobrze. Problem w tym, że przy ówczesnym dostępie do płyt i pomocy naukowych nie miałem pojęcia, o jakim zespole mowa. I wydaje mi się, że po tych słowach Tomka Ryłki skreśliłem ten zespół na długo.

Zabawne, że obok długaśnych recenzji średnich polskich albumów i elaboratów na cześć bluesmanów i amerykańskim rockandrollowców można sobie było pozwolić na tego typu żarty z bądź co bądź grup bardzo istotnych. No ale to była część wspomnianego etosu „Non Stopu”. Zresztą może to ten cynizm odebrał potem czytelników „Rock’n’Rollowi” i dał zwycięstwo frakcji afirmacyjnej z „Tylko Rocka”.  Kiedy indziej otworzę archiwum „TR”, no i „Magazynu Muzycznego”. Na razie jeszcze jeden fragment z „NS” – ważny punkt w historii, bo nie pamiętam starszej recenzji pisanej w formie dialogu podchwyconej później przez fanziny, a w Internecie kultywowanej na łamach Porcysa. Oto ona. Tytuł płyty wiele dziś nie mówi, ale jej okładka mnóstwo. No i sporo się dowiadujemy o gustach poszczególnych redaktorów „NS”. Piękne zagranie PR-u redakcyjnego:

I na koniec drobiazg. Nie mogłem się powstrzymać – Jan Pospieszalski ze stałej rubryki „Tego słucham” i z czasów, gdy nie słuchał jeszcze Radia Maryja: