Tag Archives: Ellen Allien

Z CYKLU: NAJGORSZE PŁYTY ROKU


Ellen Allien
„SOOL”
Bpitch Control 2008
>2<<<<

UWAGA. TEKST ZAWIERA DROBNE ZŁOŚLIWOŚCI.
Wiem, że weźmiecie to, Drodzy Czytelnicy, za kolejny dowód przesadnego wyostrzenia sądów, ale muszę to powiedzieć: nic nie działa tak ożywczo jak dziadowska płyta ulubionego wykonawcy. Zarówno „Berlinette” Ellen Allien, jak i kolaboracja berlińskiej artystki z Apparatem (taki tam aparat, jednoosobowy) na płycie „Orchestra of Bubbles” bardzo przypadły mi do gustu. Allien zacząłem utożsamiać wręcz z Berlinem jako wykonawczynię mieszającą w dobrych proporcjach smaczki z ludycznych techniawek z zaprzysięgłym, klasowym teutońskim minimalizmem. Tymczasem „SOOL” to karykatura niemieckiej sceny elektronicznej. Lepszej parodii nie nagrałby Monty Python wespół ze Stefanem Raabem. Choć z całą pewnością Monty Python byłby w stanie napisać bardziej wyrafinowane utwory. „SOOL” to jedna z tych nielicznych płyt elektronicznych, która nie sprawdzi się na imprezie, nie zaskoczy brzmieniem, nie można jej zaliczyć ani do techno inteligentnego, ani do półinteligentnego, ani ćwierćinteligentnego nawet. To nijakie brzdąkanie z pokoju kogoś, kto wczoraj założył sobie studio w sypialni, ale gdy już wszystko rozstawił i zaczął nagrywać, to przysnął ze zmęczenia. Czytałem gdzieś opinię, że płyta ta nadaje się na słuchawki. Otóż na słuchawki, moi Drodzy, nie nadaje się przede wszystkim. Chyba że jedzecie rosyjskim wagonem warszawskiego metra, bo wtedy i tak nic nie usłyszycie, poza rosyjskim industrialem krzeszącym iskry z szyn, co w sumie da coś bardziej intrygującego.
Różne elementy wróżą w dodatku jakąś napompowaną miejską koncepcję płyty. Co gorsza, po wypowiedziach artystki wnioskuje, że spięte jest to-to rzeczywiście jakąś pseudofilozofią („Co to jest SOOL? Jest wszystkim, każdym i niczym zarazem – SOOL jest fantazją, kreacją, która odzwierciedla atmosferę albumu. Skoro SOOL odzwierciedla cokolwiek w związku z tym albumem, to wolę nie próbować tłumaczyć tego na polski. Ale z całą pewnością ten cały album to straszny SOOL.
Drugi punkt przyznaję za utwór numer 6 („Zauber”), który odrobinę na plus odstaje od reszty. Zresztą dwa punkty to uczciwa ocena w sytuacji, gdy do końca roku pozostało jeszcze ładnych parę miesięcy, a ja wciąż boję się otworzyć tę płytę Natalii Lesz, która wylądowała u mnie na biurku na początku kwietnia.