SPECTRUM SPOOLS: Przystanek kosmos

Odkąd to miejsce nazywa się Wyż Nisz i zmieniła się charakterystyka opisywanych tu płyt, a środek ciężkości przeniósł na Polifonię, zdarza się, że na jeden wpis przypada kilka niedokończonych szkiców, bo czasem próbuję w nich połączyć kilka różnych wydawnictw. Tak było kilka miesięcy temu, gdy tyle czasu poświęciłem zestawianiu ze sobą dziesięciu pierwszych płyt z oficyny Johna Elliotta (Emeralds) nazwanej Spectrum Spools, że oficyna zdążyła wydać z kilka kolejnych albumów i zestawienie stało się kompletnie nieaktualne.

Zatem dziś szybko, żeby udało się to zamknąć, bo choć płyt ledwie pięć, muzyki bardzo dużo. Zacznijmy od numeru SP010 (jedenastka ukazała się wcześniej, więc do pierwszej dziesiątki nie miał szans się załapać), czyli „Flux” Roberta Turmana.

ROBERT TURMAN „Flux” 2LP
Spectrum Spools 1981/2012
8/10
Trzeba posłuchać:
strona B, początek strony D.

To kolejny dowód szóstego zmysłu poszukiwacza, jaki posiada Elliott. Robert Turman wydał bowiem to wydawnictwo na kasecie w roku 1981, przechodząc z pozycji muzyki industrial/noise (działał przez dwa lata z Boydem Rice’em w słynnym NON) na skrajnie odmienne pozycje minimal/ambient. Od razu uściślijmy: bardziej minimal niż ambient. „Flux” nagrywał na kilku instrumentach – fortepianie, kalimbie, ksylofonie, korzystając też delikatnie z automatu perkusyjnego i pętli przygotowanych na taśmie. Nie ma tu jednak sekundy, gdy czulibyśmy jakieś przeładowanie. Sam nazwałbym to minimalizmem punkowym, minimalem DIY. Jeśli ktoś z was miał w życiu – niezależnie od muzycznych kompetencji – spotkanie z fortepianem i trochę czasu, zapewne zdarzyło mu się wpaść w medytację nad brzmieniem instrumentu, powtarzając w kółko kilka dźwięków. Czy to już z nas czyni minimalistów? Niekoniecznie, co udowadnia Amerykanin, na tych paru dźwiękach budując niebywałe napięcie, ale zarazem zachowując surowość metody. Co więcej, pozbawia się (trochę jak – przy wszystkich proporcjach – Marcin Masecki na swojej ostatniej płycie z utworami Bacha) możliwości grania brzmieniową kartą, bardzo ważną u innych minimalistów (o ambientowcach nie wspominając). „Flux” została bowiem zmasterowana z oryginalnej kasety C-60. Słychać więc sporo szumów i przydźwięków powstałych ze względu na pierwotny nośnik. Coś jakby bokser, któremu właśnie wybili zęby, ugryzł drugiego w ucho. A ugryzł! Zresztą – koniecznie sprawdźcie sami.


.

FRANCO FALSINI „Cold Nose”
Polydor 1975 / Spectrum Spools 2012
7/10
Trzeba posłuchać:
Można „Parte 2” na początek.

Kosmiczny protoambient w stylu między Manuelem Goettschingiem (niebawem w Warszawie na festiwalu Przemiany!) a Steve’em Hillage’em, niekończące się sola gitary na tle syntezatorowych arpeggiów i padów przypominających dźwięki organów. Czyli również w okolicach Emeralds (bardziej McGuire niż Elliott) i Expo 70. Oryginalnie włoski kompozytor nagrał to jako muzykę do filmu o tym samym tytule – tak przynajmniej głosi informacja na okładce, ale z dzisiejszej perspektywy nie ma to większego znaczenia. Stara muzyka filmowa żyje w oderwaniu od kontekstu, inspiruje nowe nagrania nieilustracyjne. „Cold Nose” jest ładne w operowaniu warstwami, planami, gorsze w melodyce, nieco zbyt momentami cukierkowej, ale to trochę wpisane w prawidła gatunku. A kto dosłucha album SP014 do końca, pozna jeszcze wokalne możliwości Franco Falsiniego.


.

MOTION SICKNESS OF TIME TRAVEL „Motion Sickness Of Time Travel” 2LP
Spectrum Spools 2012
7/10
Trzeba posłuchać:
pierwsza płyta zestawu.

Kolejny album pracowitej Rachel Evans zatytułowany ta jak nazwa jej projektu, co powinno coś oznaczać. Oznacza moim zdaniem tyle, że swoich bezpiecznych dronowo-ambientowych rejonów Amerykanka przemieszcza się na spotkanie kosmicznej elektroniki, w której Spectrum Spools się specjalizuje. Mamy tu więc wszystko – krautrockowy klimat, elementy muzyki z 4AD w wokalach (genialny „The Center” – chyba najlepszy utwór MSOTT jaki słyszałem!), ale też proste nawiązania do Grouper. Płyta potrzebuje nastroju, odpowiedniej chwili, bardzo długie kompozycje będące kolażami brzmień stworzonych w środowisku Max/MSP i dźwięków nowych wirtualnych analogów (m.in. popularny MicroKorg) nie nadają się do słuchania w formie tapety, mają bowiem swoją wewnętrzną narrację, wymagają skupienia. Zdecydowanie lepsza jest pierwsza płyta zestawu – zamykający album utwór „One Perfect Moment” wydaje mi się finałem odrobinę wysilonym, ale całość się broni. Mastering Lawrence’a Englisha i tłoczenie Dubplates & Mastering (nie wspominam o dbałości edytorskiej przy pozostałych płytach, bo to zaczyna być truizm w wypadku Mego) także.


.

OUTER SPACE „Akashic Record. Events: 1986-1990”
Spectrum Spools 2012
8/10
Trzeba posłuchać:
„The Fifth Column”.

To już sam John Elliott – szef labela – z kolegami w niezwykle potężnym kosmicznym tripie dźwiękowym. To już nie tyle odnowiony Klaus Schulze, co raczej pozbawiony ograniczeń, bardziej wybuchowy Jean-Michel Jarre. To SF, ale niezwykle dynamiczna, nie taka od przestrzeni kosmicznej pustej i nieruchomej. Jeśli we wzorcach elektronicznych lat 70. mieliśmy odhumanizowaną wyprawę próbnika w kosmos, to tutaj drużyna Elliotta wypruwa z syntezatorów flaki. Pod numerem SP019 nie ma mowy o rozczarowaniu. Pomarańczowy winyl dla pierwszych szczęśliwców.


.

ERIC LANHAM „The Sincere Interruption”
Spectrum Spools 2012
6/10
Trzeba posłuchać:
„Liminalimit”.

Na koniec numer SP021, czyli płyta Erica Lanhama, znanego z duetu Caboladies, najbardziej chyba radykalnie i noise’owo myślącego muzyka w całym dotychczasowym katalogu SS. Improwizacja na cyfrowo modelowane analogi, czyli współczesne syntezatory goniące stare rozwiązania (głównie brzmienie Access Virus), czasem sampler (Elektron Octatrack). Wystawia to wszystko dobrą ocenę syntezatorom sprzętowym, jest świetne brzmieniowo, ale w swoim laboratoryjnym zaangażowaniu w dźwięk – bardziej niż Alva Noto, prawie tak jak Eleh – nieco sterylne. Pod względem ostatecznego kształtu kojarzyć się może z Pimmonem, może też niektórymi nagraniami Keitha Fullertona Whitmana. I jeśli dopowiem tu, że świetną robotę wykonał projektant okładki Robert Beatty (po raz kolejny w barwach Spectrum Spools), to również dlatego, że dokładnie tyle miałem do powiedzenia na temat Lanhama. Znajdzie swojego odbiorcę.


.

11 responses to “SPECTRUM SPOOLS: Przystanek kosmos

  1. Pingback: Mam Kukiza (i Alzheimera) | Polifonia

  2. Cieszę się bardzo na ten nowy wpis, bo brakuje mi częstszej Pana aktywności na tym blogu. Spectrum Spools robi świetną robotę wydając te płyty. W sumie mam podobne odczucia, co do wrażeń, oprócz Lahmana, który podoba mi się najbardziej z wszystkich opisywanych tym razem płyt. Szczególnie 21:00 z Face A bardzo mi się podoba.

  3. Właśnie zauważyłem, że kolegom najbardziej podoba się ten Lanham, na Soundcloudzie też ma najgorętsze przyjęcie. Będę tego jeszcze słuchał, ale poza stroną brzmieniową jakoś mało mi z tego zostaje w głowie.

    • W moim przypadku to uczucie, że mało zostaje w głowie zniknęło po kilku przesłuchaniach. Podobnie miałem z ostatnią płytą Caboladies, Renewable destination. Na początku była fascynacja brzmieniem, pomysłem, a teraz całościowo podoba mi się ten album. W przypadku płyty Lanhama najpierw utkwiła mi w głowie ta kompozycja 21:00, która odstaje trochę od reszty. A później po kawałku osłuchałem sobie ten album.

  4. Kapitalny wpis. A właściwie muzyka, którą serwuje – Outer Space już po odsłuchu. Świetna rzecz. Ale z butów kompletnie wysadził mnie Robert Turman: co prawda nie przywołany tu „Flux”, a „Way Down”, który gdzieś napatoczył mi się po drodze.
    Generalnie, zawsze sprawdzam (–>odsłuchuję) Pańskie rekomendacje Panie Bartku, ale dawno nie trafiłem na taki strzał. W samo sedno mojego gustu. Aż się boję, co będzie dalej:)

  5. @El_Topo –> Miło mi, Spectrum Spools również w mój gust trafia ostatnio prawie bez pudła.🙂

  6. Wielkie dzięki za przypomnienie o Turmanie! Świetne nocne dźwięki.

  7. Pingback: Krew, LSD i lista gości | Polifonia

  8. Także bardzo dziękuje🙂 Wpis bogaty i dużo wnosi.

  9. Ze świecą szukać takich blogów… Generalnie jestem bardzo zadowolony, że tu zawitałem. Na pewno będę powracał.

  10. Pingback: Płyty roku 2012 – świat | Polifonia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s