Analogia, czyli analogowa antologia cz. 1

Ten nowy cykl ma za zadanie nie tylko podźwignąć blog, który usycha ostatnimi czasy, ale też dać uzasadnienie paru kolejnym godzinom spędzonym na słuchaniu analogowego dźwięku. Zauważyłem, że najpopularniejszy chyba wpis na tym blogu, „Rada głuchych nagrodzi cię bez zbędnych słów”, przeżywa renesans popularności dzięki przelinkowaniu z Wykopu (ukłony dla Wykopowiczów), a zatem jest duża szansa, że weszło tu spore grono osób, których słuchanie empetrójek nie satysfakcjonuje z różnych powodów. I szukają. Co mogą znaleźć? Dziś w programie:

SANSO-XTRO „Fountain Fountain Joyous Mountain”
Digitalis 2011 LP
6/10
Trzeba posłuchać: „Hello Night Crow” na „fountain side”.

Australijska artystka, o której pewnie zapomnieli nawet wierni fani, bo od czasu jej debiutu wydanego przez Type, czyli płyty „Sentimentalist”, minęło sześć lat. Z rzadka śpiewa, częściej tworzy instrumentalne, delikatne utwory z użyciem syntezatora i brzmień akustycznych instrumentów – od kalimby, po elementy zestawu perkusyjnego i ukulele. To zestawienie elektroniki i żywego instrumentarium dobrze odzwierciedla zdjęcie Sanso-Xtro (prywatnie: Melissa Agate) przy pracy, które znaleźć można tutaj. Występowała na żywo z Timem Heckerem i Benoit Pioulardem, ale bliżej jej zdecydowanie do tego drugiego, poza tym może się momentami kojarzyć z Mountains albo z innymi ambientowymi wykonawcami, którzy umiejętnie wprowadzają do ambientu brzmienia instrumentów strunowych, dzwonków, perkusjonaliów. Trochę z wytwórni Plug Research, trochę 12k. Jest w tej muzyce ciągłe drżenie, migotanie, naprowadzające nas na fakt, że autorka to perkusistka. Nic wielkiego, ale przyjemne, ma klimat i… wygląd. Początek serii wydany został przez Digitalis na pięknym żółtozielonym transparentnym winylu.

Sanso-Xtro ‚Hello Night Crow’ from Fergal Brennan on Vimeo.

LAMBCHOP „Nixon”
City Slang 2000/2010 LP+DVD+MP3
8/10
Trzeba posłuchać:
całej strony A.

Długo by pisać o samym materiale – jednej z najlepszych płyt grupy, która dziesięć lat temu budowała pomost między alt-country a soulem, a do tego jeszcze zbliżała publikę rosnących w siłę chilloutowych brzmień z fanami alternatywnego folku (remiks „Up With People”!). Kto tego nie przeżył wtedy, dziś może na grupę Kurta Wagnera patrzeć nieco inaczej – zawsze byli raczej specjalistami od ciepłego, pięknego brzmienia, co do samych kompozycji bywało raz lepiej, raz gorzej. I nigdy perfekcyjnie na jednym albumie. Bardzo ważny „Nixon” w dziesięciolecie stał się po prostu jedną z ładnych płyt z epoki. Perfekcyjne jest za to jest nowe wydanie klasyków z niemieckiego City Slangu: 180-gramowy winyl, kod do ściągnięcia plików mp3 i każdorazowo dodatki specjalne – tutaj koncert z Londynu na dołączonej płytce DVD, którego fragment poniżej. Dla hardkorowców jest jeszcze – w ramach jubileuszu City Slangu – boks 8 CD i 2 DVD Lambchopa. Przepięknie wydany, widziałem u hardkorowego kolegi. Mnie wystarczy „Nixon”, żeby w zaciszu domowym pochlipać nad opuszczonymi obchodami 20-lecia wytwórni w Berlinie i ich odprysku na śląskim Ars Cameralis ubiegłej jesieni.

GEOFF MULLEN „A Dust Futures”
Digitalis 2010 kaseta C30
7/10
Trzeba posłuchać:
szumu starej maszyny.

Ta trudna już do dostania kaseta (limitowana edycja) amerykańskiego speca od syntezatorów, znanego choćby z duetu z Keithem Fullertonem Whitmanem, ma w sobie coś niezwykle pociągającego. A nawet kilka takich elementów. Po pierwsze, stworzona została przy użyciu syntezatora Yamaha CS-50, urządzenia archaicznego (koniec lat 70.), nie brzmiącego tak mocno jak stare monofoniczne moogi czy korgi, za to mającego czterogłosową polifonię i charakterystyczne, kosmiczne, zaszumione, nieco przymglone brzmienie, które w czasach hauntologii i lo-fi łatwiej docenić. Spięty w dwa zestawy miniatur materiał Mullena został też nagrany w sposób bardzo archaiczny – z wyrazistym, wręcz przesadzonym stereo, na bardzo prosty, dwuścieżkowy magnetofon, poprzez nakładanie na siebie kolejnych partii, co daje efekt jeszcze większego zaszumienia i oddalenia. W finale tego procesu kaseta magnetofonowa jest nośnikiem zupełnie naturalnym. A że jest to jedna z ciekawszych kaset, jakie ostatnio wpadły mi w ręce, zaczynam się już rozglądać za innymi wydawnictwami Geoffa Mullena. Poniżej „Bongo Closet”, a więc nie ta sama płyta, za to z wykorzystaniem tej samej yamahy i w całości:

6 responses to “Analogia, czyli analogowa antologia cz. 1

  1. jest perfekcyjny album Lambchop! nazywa sie How I Quit Smoking

  2. to zaczyna przypominać „oddam ósmego zęba za winyla”, ewętualnie karmę dla kota. wybory.
    Lambchop git.
    dawajesz ile wlezie:)

  3. @pochwata –> Ósemkę bym oddał za niektóre wydawnictwa.😉 Nie zniechęcam nikogo do łapania tego w mp3, jeśli nie ma ochoty czy szkoda mu pieniędzy na oryginał. I nie opisuję z wszystkich stricte analogowych wydawnictw pewnie nawet pięciu procent – faktem jest natomiast, że sporo labeli i artystów wybiera sobie ten sposób działania. Warto sprawdzić, o co im chodzi, nie?

  4. jasne, że tak. to nie była krytyka, raczej konkretny żal, może nawet zazdrość o np fanatyzmu w oku mojego dawnego wykładowcy, że „no tutaj mam książki, c’nie, a tu PŁYTY” i może nawijać o tym godzinami. swoją drogą – niezła muzyczna biblioteczka jak na histeryka sztuki🙂
    wiadomo. to samo jest z koncertami.
    a pointą tej bzdurnej wypowiedzi jest to, że kryzys sucks, a zima dłuży się niemiłosiernie więc zaczynam mędzić😉

  5. Ja żyję tylko w tej chwili nową płytą Herona z Jamie XX. Wymiata. Znakomita.🙂

  6. Pomocy! Bo mnie ten refren Talking Heads doprowadzi do szału!

    http://musicspot.pl/dawrweszte/886/Muzyczny_robal/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s