8 kaset roku 2010

Od kilkunastu lat nie kupiłem i nie dostałem tylu kaset, ile trafiło do mojej kolekcji w roku 2010. O powrocie tego nośnika pisało już wiele osób, sam też wspominałem, a ostatnio ciekawie pisał Paweł Franczak na swoim blogu. Perspektywy ma on (nośnik) świetlane, bo jest jedynym, którzy łączy potencjalną ekskluzywność (w miarę tanio da się produkować krótkie serie wydawnictw) z dość dużą dostępnością (niewielka cena produkcji i przede wszystkim tania – w porównaniu z ciężkim winylem – dystrybucja). To zestawienie to właściwie rodzaj remanentu, wyszczególniam wszystkie wydawnictwa kasetowe, które przesłuchałem w bieżącym roku, ale warto zwrócić uwagę, że pojawiają się na MC premiery dużego kalibru.
Kolejność alfabetyczna.

JOHN BUTCHER „Trace”
Tapeworm 2010
7/10
Regularne wydawnictwo saksofonowego improwizatora. Idealnie pasuje do formatu kasety także dlatego, że z tych partii saksofonu solo nic ważnego nie ginie na nośniku magnetycznym. Warto się za tym rozejrzeć – dystrybucję Tapeworma ma Gusstaff, a ceny są co najmniej konkurencyjne.

CHUBBY WOLF „Ornitheology”
Digitalis Limited 2010
8/10
Świetny ambientowy materiał – ponad 90 minut muzyki nieżyjącej już Dani Baquet-Long, połówki duetu Celer. Jedna z najlepszych płyt ambient ubiegłego roku dostępna tylko i wyłącznie na kasecie.

E-MAN „E-Man”
Tapeworm 2009
6/10
Ciekawostka dla fanów Geira Jenssena (Biosphere, Bel Canto) – wznowienie jego najstarszych nagrań z lat 80. (wydanych w 1984 roku), utrzymanych w klimacie wczesnego Depeche Mode, Human League, New Order i okolic. Bardzo prosta nowofalowa elektronika, choć słychać w tym też fascynację Kraftwerkiem i niezłe wyczucie brzmieniowe. Mimo wszystko – dla kolekcjonerów i najbardziej zainteresowanych. Ładna okładka projektu Savage Pencila.

EXPO ’70 „The Vanishing World Within”
Solid Melts 2010
8/10
Skupiony, uduchowiony krautrock na jednej stronie i hawkwindowy rock kosmiczny na stronie drugiej. Znakomita rzecz na tle innych wydawnictw Justina Wrighta. C40, piękna kolorowa okładka. Kaseta ta doczekała się w tym roku dwóch wydań.

MR. MAXTED „Momentum”
Mordant 2010
4/10
Stare nagrania na automaty perkusyjne i syntezatory realizowane dość chałupniczymi metodami przez autora dużo lepszej kompilacji winylowej „Lives & Privacy”. Momentami nie do słuchania, ale jako przedmiot kultu i kolekcji – piękne.

RÓŻNI WYKONAWCY „Horror. The Pleasure of Fear and Unease”
Fundacja Tone 2010
(bez oceny)
Zestaw utworów różnych wykonawców (Demdike Stare, Mordant Music, Black To Comm, Elegi itd.) towarzyszący zeszłorocznej edycji festiwalu Unsound. Chwaliłem go już tutaj. Okładka full color i dobre brzmienie.

PETE SWANSON „Challenger”
wyd. własne 2010
6/10
Nie jest to może szczytowe osiągnięcie muzyka Yellow Swans, ale na pewno świetnie demonstruje możliwości medium – Swanson zaczął wydawać kolekcję kaset z prywatnymi nagraniami (bo jak wiadomo mimo końca YS nagrywa cały czas). Hałaśliwe.

JANA WINDEREN „The Noisiest Guy on the Planet”
Ash International/Touch 2009
6/10
Na dwóch stronach dwa zestawy nagrań terenowych, wcale nie tak hałaśliwych, jak by sugerował tytuł. Poświęconych osobnikom dość – przynajmniej teoretycznie – cichym, czyli skorupiakom wodnym z rzędu, brr, dziesięcionogów (krewetka na okładce i wsparcie Institute of Marine Research mówią wiele). Chrzęsty z norweskiego – i nie tylko – wybrzeża.
C40, edycja 500 sztuk. Słuchać bardzo głośno.

Na blogu Polifonia już dzisiaj podsumowanie roku 2010 w EP-kach.

8 responses to “8 kaset roku 2010

  1. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » 9 małych płyt roku 2010

  2. Krasnal Adamu

    Gdyby wielu artystów dużego kalibru przerzuciło się całkowicie na MC, uderzyłoby to zapewne w „małych” piratów. I dobrze by się stało, bo zapisywanie muzyki na CD-R to bluźnierstwo. Wolę MC.
    Ale duży kaliber prędzej się przerzuci na mp3. Też wolę MC.
    Hmm. Czy produkowano kiedykolwiek pirackie winyle?

  3. Tak. Teraz nawet sporo. Głównie picture-diski albo kolorowe winyle. Ostatnio na Allegro widziałem sprzedawane po 60-70 zł płyty Sonic Youth, które – jak sie okazało – są pirackimi seriami produkowanymi nie wiadomo gdzie.

  4. kasperkowski

    Bardzo intrygująca perspektywa. Mam ogromny sentyment do kaset, miałem szczęście wychować się w domu, gdzie było tego całkiem sporo i to przyzwoitych lotów. Takie albumy, jak „Selling England By The Pound”, czy „Foxtrot” poznałem w wersji MC, koledze też kiedyś podkradłem „Zoolook”. Poza tym wydaje mi się, że kasetowe piractwo było „ambitniejsze”- ludzie siedzieli i nagrywali albumy z radia, w czasach przed auto-reversem musieli czatować i szybko przełożyć kasetę (zawsze trochę uciekało!), no i często potem starali się odtworzyć okładkę: drukowali, naklejali. Fajne czasy.

  5. …malowali. zawsze będę wspominał „…and the circus leaves town” kyussa z okładką namalowaną przez dziewczynę właściciela. piełkne to było.

  6. A czy wiadomo coś o domowych nagrywarkach winyli na horyzoncie postępu? Najlepiej takich do ściągnięcia z rapidshare… Moja siostra (15 lat)* psioczy bo stwierdziła już dwa lata temu, że swoja debiutancką płytę wydała by na kasecie, a tu teraz żeby być oryginalnym będzie trzeba wydać CD. Najtrzeźwiej ustosunkował się do tej całej „magnetycznej burzy” Piotr Metz: Nigdy nie lubiłem kaset, były strasznie brzydkie.

    *prawie jak w życiu na gorąco

  7. Kaseta zlo konieczne – w czasach 80-tych nie bylo wyjscia – poza tym nie bylo czystych kaset w sklepach, byly w okropnych sklepach typu „kupno-sprzedaz” bardzo drogie. Okres kaset wspominam jaka ciagla walke o muzyke – czlowiek caly czas polowal na kasete, na audycje w radiu, na znajomosci kto mial inne kasety lub winyle, a na koncu na drugi magnetofon, zeby przegrac kasete na kasete. Swoja „przygode” z kasetami dziele na dwa rozdzialy: 1) polskie kasety Stilon Gorzow i podejrzane zagraniczne „compact cassete ferrum forte” ktorych nazw nie pamietam oraz 2) okres luxusu kupowane w Niemczech po 89 roku Maxwell (czarna, w pancernej obudowie), TDK BASF chromowe, pachnace – nic tak nie pachnialo jak kaseta chromowa – lepiej tylko amerykanski vinyl🙂 i mam je do dzisiaj.

    Ale to prawda co mowi Metz – sa straszne! Kaset nadal ich slucham w swoim OPLU Astra 2000 r.

    Polecam, jak ktos nie zna piekna ksiazke wydana przez Thurstona Moore o kasetach:
    http://www.amazon.com/Mix-Tape-Art-Cassette-Culture/dp/0789311992

    A to ze wracaja to jest to troche nienormalne no ale coz…ja i tak zbieram rozne smieci, wiec mi to nie przeszkadza

  8. sam mam setke oryginalnych kaset mc głównie rap np peja italio disco skąldanki dyskotekowe itp a moi rodzice majom też 100 kasetmc co majom 25 lat i grajom bes szfanku a były puszczane co rusz jak nie w radiu w samochodzie to w domu u znajomuch itp

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s