10 płyt przyjemnego słuchania, edycja 2010

Przez cały rok zbyt dużo czasu poświęcasz płytom, które są „wielkie”, „ważne”, „przełomowe”? Ten mały remanent nieopisywanych przeze mnie jeszcze (z jednym wyjątkiem!) tytułów z ostatnich miesięcy pozwoli przypomnieć kilka takich, których po prostu miło się słucha. Uwaga, to NIE JEST zestawienie najlepszych płyt roku. To co najwyżej poczekalnia. Ale za to spokojnie możecie posłuchać z rodziną przy obiedzie.

AFROCUBISM „Afrocubism”
World Circuit 2010
7/10
Zaczynać od:
„Karamo”.
Pisze się o tej płycie zaskakująco mało jak na ciężar wydarzenia. Oto Nickowi Goldowi udało się to, co zamierzał pod koniec lat 90., produkując na Kubie album Buena Vista Social Club. Wtedy miało dojechać do składu kilku muzyków afrykańskich, ale nie udało im się dotrzeć. Teraz – po latach sukcesów z Buena Vistą i muzyką z Afryki (ale osobno) – Gold zgromadził w studiu niedobitki BVSC (Eliades Ochoa) i paru wybitnych muzyków z Mali (Toumani Diabate, Bassekou Kouyate itd.). Oczekiwania miałem tak wyśrubowane, że efekt końcowy wydał mi się przewidywalny. Poza tym album zdominowała Afryka. Z drugiej strony – ciepła i przemiła płyta na niemiłe zimowe wieczory, więc nie żałuję wydanych pieniędzy.

BLACK DUB „Black Dub”
Sony 2010
6/10
Zaczynać od:
„Ring The Alarm”.
Nowy zespół kierowany przez producenta Daniela Lanois grający elegancki, „artystyczny” pop. W poszczególnych elementach słychać tu innych podopiecznych Kanadyjczyka: grupę U2 (gitary) i Robbiego Robertsona (gęsta perkusja). Do tego trochę dubu, pobrzękują gdzieniegdzie nawet echa starego piosenkowego Crimsona, chociaż wokale Trixie Whitley czerpią zdecydowanie ze współczesnego soulowego śpiewania.  W poszczególnych momentach słychać, że Lanois bardzo lubi podkradać drobne, ale charakterystyczne patenty aranżacyjne topowym artystom – tak jest z „Ring The Alarm” i kilkunutowym motywem fortepianu w tle kojarzącym się jako żywo z Arcade Fire. Szkoda, że robi to tak czytelnie, bo przyjemność byłaby większa.

CEE-LO GREEN „The Lady Killer”
Elektra 2010
7/10
Zaczynać od: „Fuck You” / „Forget You” (wersja oryginalna albo ocenzurowana).
Wielki pokrzywdzony całorocznych zestawień w magazynach muzycznych, gdzie – jeśli chodzi o świat czarnej muzyki – brylowali Kanye West, The Roots, Janelle Monae i Big Boi. Tego ostatniego jak dla mnie z powodzeniem mógłby zastąpić Cee-Lo. Jeden z najgenialniejszych wokalistów naszych czasów, w dodatku mający szczęście do rzadkich dziś nowych soulowych klasyków, czego przykładem singiel promujący ten album. Żona zamówiła u Mikołaja, podsłuchałem i jak zwykle muszę przyznać, że w tej dziedzinie muzycznej zna się na rzeczy. Z drugiej strony – wiadomo. The Lady Killer.

DARKSTAR „North”
Hyperdub 2010
6/10
Zaczynać od: „Deadness”.
Zamiast dubstepu – pop, trochę retro, syntezatorowy (przynajmniej to w zgodzie z profilem wytwórni) i melancholijny, z pociętymi wokalami, z połamanymi rytmami gdzieś w tle, trochę cośtam-wave, trochę cut’n’paste, trochę modny, trochę staromodny, ale jednak pop. Byli w tym roku lepsi w branży (James Blake), ale Darkstar też ma swój – dość nawet uniwersalny – urok.

EL GUINCHO „Pop Negro”
The Young Turks 2010
6/10
Zaczynać od: „Ghetto Fácil”.
Animal Collective w wersji latino. Płyta 27-letniego artysty z Wysp Kanaryjskich kompletnie nie ma znaczenia dla tego, jak wyglądał rok 2010 w muzyce, ale za to możecie bez problemu puścić to mamie, tłumacząc, jakie rzeczy dziś tworzy muzyczna młodzież. Bo ja wszystko z Kanarów, kojarzy się z leniuchowaniem i słońcem.

FLOATING POINTS ENSEMBLE „Post Suite/Almost In Profile”
Ninja Tune 2010
7/10
Zaczynać od: „Post Suite”.
Zaskakująca EP-ka (a właściwie 10″ singiel) nowej grupy Sama Shepherda wydana na koniec jubileuszowego dla Ninja Tune roku, który zarazem był dla tej firmy jednym z cieńszych lat. Tymczasem te dwa długie, bogato zaaranżowane utwory sięgające do klimatów muzyki filmowej z lat 70. (Lalo Schifrin itp.), a także do soulu i muzyki Cinematic Orchestra, są przynajmniej niezłą wróżbą na rok przyszły. Ledwie kilkanaście minut uduchowionej muzyki z kapitalnymi wokalami niejakiej Fatimy Bramme Sey zmiata większość długogrających płyt w tym zestawieniu, przy okazji bijąc także tegoroczne Bonobo, a wyższe noty i miejsca w zestawieniach szykuję dla przyszłorocznego (mam nadzieję) LP.

LLOYD MILLER & THE HELIOCENTRICS „Lloyd Miller & The Heliocentrics”
Strut 2010
7/10
Zaczynać od: „Electricone”.
Kolejna płyta grupy The Heliocentrics z artystą starszego pokolenia. Po Mulatu Astatke czas na brytyjskiego muzykologa (i muzyka) Lloyda Millera, lat 72. Spec od muzyki z Iranu, znany z niezłej płyty persko-europejskiego fusion „A Lifetime in Oriental Jazz”, wnosi tu zaskakujące skale i instrumenty, a młodzi Brytyjczycy – swój coraz lepszy warsztat. Wspominałem o tej płycie dosłownie w dwóch zdaniach (graliśmy za to obszerne fragmenty w Dwójce), więc na prawach wyjątku musiałem to uwzględnić tutaj. Przy okazji – to jeszcze jeden dowód na tegoroczną supremację wytwórni Strut na wielu polach (patrz zestawienie reedycji i składanek).

BENOîT PIOULARD „Lasted”
Kranky 2010
7/10
Zaczynać od: „RNO”.
Nigdy nie przypuszczałem, że w tego rodzaju zestawieniu i towarzystwie znajdzie się miejsce dla reprezentacji Kranky, ale Pioulard (prywatnie Meluch) napisał serię piosenek śnieżnie przysypanych ambientem i wychodzących nawet z poziomu piano na jakieś – powiedzmy – mezzo forte. Jedna z najlepszych płyt w niniejszej dziesiątce, a jak tak posłucham jeszcze raz czy dwa, to kto wie, może się załapie i wyżej…

STORNOWAY „Beachcomber’s Windowsill”
4AD 2010
6/10
Zaczynać od: „Zorbing” (niektórzy mogą na tym skończyć)
Sympatyczna i pogodna płyta między folkiem w stylu Fleet Foxes a popem w stylu retro (Belle And Sebastian). Do salonu, do obiadu, do samochodu. Ładnie śpiewana i nienadająca się do głębszej analizy. Gdybyż jeszcze cała była taka dobra jak otwierający ją singiel!

CASSANDRA WILSON „Silver Pony”
Blue Note 2010
7/10
Zaczynać od: „Saddle Up My Pony” (jeśli potrzebujecie zaskoczenia)
Ani najlepsza, ani najgorsza z płyt amerykańskiej wokalistki jazzowej, ani wyłącznie studyjna, ani do końca koncertowa, ani całkowicie nowa, ani do końca retrospektywna, ale z pewnością płyta bardzo przyjemna. Niektórym wystarczy już samo to, że zawiera próbkę jej kontraltu, pozostali znajdą tu parę ciekawych opracowań utworów innych autorów (Charlie Patton, Stevie Wonder, The Beatles). Bluesa i soul w ofercie Cassandry Wilson już mieliśmy i wiadomo nie od dziś, że to osobowość nie tyle elastyczna, co dominująca – jest w stanie przejąć i przekształcić na swoją modłę wszystko. Miłośników rodzynków ucieszy obecność Johna Legenda w utworze ostatnim i saksofonowe solo Raviego Coltrane’a w czwórce.

10 responses to “10 płyt przyjemnego słuchania, edycja 2010

  1. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » Przerwa techniczna

  2. A gdzie Persja?:)
    http://polifonia.blog.polityka.pl/?p=107
    Dzieki Polifonii za ten album z 2010 najbardziej wdzieczny jestem…

  3. @El Topo –> To zestawienie powyżej to tylko remanent przyjemnych płyt, o których nie wspominałem. Persja ma należne miejsce wśród najlepszych reedycji i innych odkurzonych staroci tutaj:
    http://polifonia.blog.polityka.pl/?p=360

  4. Szkoda , że wśród wykonawców nie znalazł się nikt z Polski, chyba , że się mylę:) W każdym razie bardzo fajne zestawienie i blog.

    —————————-
    poglad.wordpress.com

  5. Dzięki wielkie🙂 Miło będzie posłuchać czegoś nowego, innego… Pozdrawiam autora i czytelników🙂
    _______________________________________
    http://fuckingfortress.wordpress.com/

  6. Nie mogę się doczekać Pana listy najlepszych płyt roku.
    Pozdrawiam

  7. Sądzę iż Shepherd’owi lepiej wychodziła rewitalizacja deep house, niż takie zabawy w jazz. Po tym co wydawał wcześniej, to wydaje się być po prostu nudne. Takie pozwolę sobie to nazwać „pipczenie” to domena Bonobo, vide dwa ostatnie tracki na Black Sands.

  8. Wszystkich płyt nie znam, ale zdecydowanie „Lloyd Miller & The Heliocentrics” plus bardzo przyjemne granie Afrocubism.

  9. Bartku, na Twoje podsumowanie 2010 roku czekamy i czekamy…🙂

  10. Spore zamieszanie się szykuje w 2011. Do wszędobylskich promotorów młodych artystów dołączyła Machina z konkursem Scena Machiny. Spore nagrody i ugruntowana marka magazynu powinny przyciągnąć potencjalne gwiazdy. Sądząc po rejestracjach na myspace.com/machina będzie się działo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s