All Tomorrow’s Parties… będą właśnie takie?

Właściwie to do napisania tych paru słów skłoniło mnie spotkanie w ramach Salonu Polityki w Lublinie i dyskusja na UMCS, w której miałem przyjemność brać udział dwa dni temu. Żeby się do niej przygotować musiałem przetrawić to, co zobaczyłem cztery dni wcześniej, w sobotę, na kończącym się przeglądzie Planete Doc Review, gdzie już po rozdaniu nagród, gdy już wyszły media i jury, pokazano dokument o festiwalu All Tomorrow’s Parties. Czytałem o nim wcześniej i recenzje nie były przesadnie krzepiące. Zanim więc wrócę do spotkania w Lublinie, muszę wyjaśnić kilka spraw.

1. Owszem, film Johna Caouette jest przede wszystkim dokumentem dla sympatyków festiwalu. Paradoks polega na tym, że jest jednocześnie najlepszą reklamówką dla tych, którzy imprezy jeszcze nie widzieli. Sam nie miałem okazji trafić na ATP, choć legenda tej imprezy towarzyszy mi na każdym kroku od lat. Może dlatego, że to droga impreza, ale cena w tym wypadku ma tu swoje uzasadnienie – o czym słówko jeszcze dalej. No i po obejrzeniu – zapragnąłem.

2. Oczywiście, są lepsze filmy muzyczne. Długie koncertowe sekwencje na pewno lepiej wyglądają w paru innych, a „All Tomorrow’s Parties” (tak po prostu nazywa się ten film) jest pod tym względem bałaganiarski. Ale ośmielę się powiedzieć, że nie widziałem dokumentu lepiej oddającego emocje wokół odbioru sceny alternatywnej przez jej najbardziej hardkorowych słuchaczy. Nigdy.

3. Czytałem, że „ATP” zawodzi, bo nie wykorzystuje potencjału gwiazd przyjeżdżających na ten festiwal. Może i tak, ale z drugiej strony – na kim się tu koncentrować – na Sonic Youth, Slint czy Mogwai? Tu nie ma gwiazd w potocznym rozumieniu tego słowa, pomijając może Iggy’ego Popa i Patti Smith, a oni służą świetnie właśnie do przedstawienia dość antygwiazdorskiego charakteru festiwalu.

Najbardziej uderzający jest jednak sposób montażu całego filmu – genialny w swojej niespójności, w całym arsenale trików rodem z YouTube’a – no bo przecież nie jest całość niczym innym jak tylko przełożeniem wycinkowego odbioru obserwowanego świata w kilkuminutowych formach, jaki nam proponuje YouTube. Z brakiem ostrości, amatorskim rozedrganiem i rozpikslowanym obrazem.

W takim razie po co mi było „ATP” (można już kupić na DVD albo legalnie ściągnąć) do lubelskiej dyskusji? Otóż gdy oglądałem ten film, przyszło mi do głowy, że widzę śmierć kultury młodzieżowej w takiej formie, jaką stworzyły wielkie imprezy festiwalowe pod gołym niebem – od Woodstock do dziś. Nie na darmo organizatorzy wybrali nadmorski kurort jako miejsce akcji – szeregowa zabudowa letniskowa na zamkniętym terenie została stworzona dla dorabiających się brytyjskich rodzin w latach 50. – specjalnie przygotowana na rodzinne wczasy rosnącej klasy średniej, była więc kwintesencją tego, przeciw czemu młodzież miała się wtedy – i później – buntować. Teraz hipsterzy z całego świata przyjeżdżają tu na kilka dni, żeby słuchać muzyki, a nie tylko żeby przeżyć przygodę pod namiotem. Ta już nikomu nie imponuje sama z siebie. Poza tym dawno już została obstawiona logotypami producentów piwa, napojów energetycznych, herbaty, odzieży itd. itp. Nie chcę w ten sposób sugerować, że w letnich festiwalach, swobodzie, jaką dają, otwartej przestrzeni nie ma już nic interesującego. Przeciwnie, sam jeżdżę i czuję się na nich dobrze. Ale sukces jednej imprezy, która zaprzecza wszystkim dotychczasowym, na którą przyjeżdża się przede wszystkim dla muzyki i bezpośredniego kontaktu z dobrymi muzykami (film Caouette’a pokazuje tę bliskość na różne sposoby) i na której nie ma ani jednego loga sponsora, pozwala sądzić, że za chwilę będą kolejne takie festiwale. Bo gdy pomyślałem o tej formule zamkniętego miasteczka z telewizją włączoną na stałe na kanał ATP, z jam-sessions przed domkami i w pokojach, to zdałem sobie sprawę, że to raczej krok naprzód od namiotowego festiwalu niż krok wstecz.

Dzięki dla organizatorów spotkania na UMCS, którzy pchnęli mnie do tego, bym o tym pomyślał. Mam nadzieję, że spotkamy się któregoś dnia na imprezie w stylu ATP w Polsce.

4 responses to “All Tomorrow’s Parties… będą właśnie takie?

  1. vlad.palovy

    Hmm. Nie dosc ze znowu pierwszy, to wydaje sie, ze jedyny : ) Dla mnie ten wpis jest bardzo interesujacy i wzbogacajacy moje rozumienie muzyki.

  2. Hej, jestem właśnie po seansie, film jest świetny, nie mogę się doczekać na ATP w Polsce, hehe🙂
    Mógłbyś polecić mi jakieś inne filmy muzyczne/koncertowe/festiwalowe?

  3. Właśnie udało mi się (dzięki TVP Kultura) obejrzeć ATP i nie ukrywam – jestem pod wrażeniem:) Cały festiwal jest totalnie oderwany od bilboardowych rzeczywistości polskich/zagranicznych festiwali. Aż trudno uwierzyć w to, że żadna z firm do tej pory nie wkupiła się w łaski organizatorów:)
    Co do warstwy muzycznej – dźwięk – ok, wizualizacje – ok, montaż – w zasadzie ok, choć przyznam – trochę pokręcony, tak jak i sam materiał video z koncertów:)
    Ogólnie film lepszy od „Roskilde” – tamten pokazywał rzeczywistość festiwalu także od tej ciemniejszej strony.

    PS. Trzymam za słowo – czekam na listę filmów muzycznych, które „TRZEBA ZOBACZYĆ”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s