Dzieci krautrocka znalezione w kapuście

Nie ma rady, czasami trzeba skręcić jakiś mebel z ikei. Tu pojawia się dylemat: skorzystać z ogólnodostępnej muzyki służącej do wbijania gwoździ, która obejmuje jakieś 40 procent oferty empiku, włączyć radio Eska, czy może poszukać czegoś na tyle motorycznego, że będzie pasować, a na tyle ciekawego, że uda się miło wykorzystać nieabsorbującą czynność. Na szczęście przesyłka z nowym podwójnym albumem londyńskiej Soul Jazz Records była już w skrzynce na listy.

RÓŻNI WYKONAWCY „Deutsche Elektronische Musik. Experimental German Rock and Electronic Musik 1972-83”
Soul Jazz – 5.04 – 2CD
9/10

Płyta długa jak jej tytuł. Temat banalny jak wzornictwo ikeowskiego zestawu Billy, ale jednocześnie tak głęboki jak ich magazyn samoobsługowy w najgłębszym miejscu. I pełen zaskoczeń – przynajmniej w tym wydaniu – jak… nie, z ikeą akurat to nie ma nic wspólnego. Jest zarazem „Deutsche Elektronische Musik” zaprzeczeniem tezy o gorszości składanek, które według opinii, którą sam czasem wygłaszam, nie posuwają zanadto do przodu przyzwoitej kolekcji płytowej, w której wszystko jest na swoim miejscu. Nieprawda! Wystarczy posłuchać tej kompilacji, żeby się przekonać, że taki album może być świetnie edytorsko przygotowanym zestawem, który aż się gotuje od potencjalnych nowych odkryć. Historia krautrocka opowiadana jest tu muzyką – kontrowersyjnie – od 1972 roku, co sprawia, że wczesne Amon Düüle, Cany i Kraftwerki (ten ostatni nawet w całości) są poza nawiasem. Rzecz o tyle zabawna, że książeczka dołączona do albumu – jak zwykle w wypadku Soul Jazzu obszerna i ciekawa – opowiada słowem i obrazkami głównie historię pierwszych lat i kształtowania się kapuścianej muzyki w Niemczech. A utwory mamy z okresu dojrzałego.

Największą prowokacją jest Can – mamy utwór z dość powszechnie nielubianej przez fanów płyty z roku 1979 oraz utwór grany przez tę grupę w brytyjskim Top of the Pops. Lepiej jest już z innymi filarami gatunku: Faust ma klasyczne „It’s a Rainy Day”, Neu! bezwzględnie totalne „Hallo Gallo”, przy Popol Vuh – utwory ze złotego okresu. U innych wybór jest efektem pójścia na dość naturalny w tym wypadku kompromis, bo najlepsze numery były zbyt długie, by je tu zamieścić (to dotyczy choćby Ash Ra Tempel – zresztą z podobnych powodów pewnie brak solowego Manuela Göttschinga). Wybór późnego okresu Tangerine Dream, gdy się już posłucha „No Man’s Land”, okazuje się wcale nie taki głupi. Jeśli chodzi o kosmiczno-folkowy wymiar krautrocka, jest jeszcze lepiej. Between w najlepszym kawałku „Devotion”, czujnie wybrana Gila – brakuje tylko Witthüser & Westrupp z tych najbardziej mitycznych. No i całego nurtu prog-krautowego (Hoelderlin, Wallenstein itd.), ale wtedy trzeba by dorzucić trzecią płytę. Przede wszystkim jednak mnie, mającemu całkiem sporą kolekcję krautrocka (zbieranego niegdyś po części tropem świetnej książki „Krautrocksampler” Juliana Cope’a), składanka ta otworzyła oczy na parę nowych nazw i nazwisk. Po pierwsze leciutki jazzrockowy Kollektiv, po drugie funkujący Ibliss z drugiej płyty zestawu. Cała ścieżka czystej elektroniki (Michael Bundt, new-wave’owy E.M.A.K., Conrad Schnitzler z rzadkiej EP-ki „Aus dem Schwarzen Kanal”) jest tak rewelacyjna, że już czuję, jak mi portfel chudnie. Trzeba będzie tak jak w ikei – zapłacić kartą.

Gdy tego słucham, widzę tak potężny gatunek, że po prostu trudno mi sobie wyobrazić, by gdziekolwiek i kiedykolwiek supremacja sceny anglosaskiej mogła zostać w ten sposób zagrożona (czy wręcz wyśmiana momentami – w dziedzinie mieszania rocka z elektroniką) jak w Niemczech lat 70. Właściwie to mam ochotę przestać na jakiś czas słuchać nowości i uruchomić na tym blogu jakiś stały krautrockowy cykl, jak za dawnych czasów na łamach pisma „Off”.

Tyle rodzice, teraz ich mnożące się ostatnimi czasy (kiedy zresztą ich nie było) dzieci. Płyty tylko z ostatnich tygodni.

TO ROCOCO ROT „Speculation”
Domino – 8.03 – CD
6/10

Kiedy trio Lippok-Lippok-Schneider przyjeżdżało w latach 90., w epoce przednapsterowej (okolice płyt „Veiculo” i „The Amateur View”) na koncerty do Polski pod flagą post-rocka, miałem pewne wątpliwości, czy oni rzeczywiście godnie reprezentują ten gatunek i czy nie bywają u nas częściej z powodów geograficznych. Trudno było dotrzeć do nagrań całej czołówki gatunku, więc wydawało się, że w Anglii mogą być dwa tuziny lepszych zespołów. Nieodtwarzający się już CD-R z albumem „The Amateur View”, który właśnie musiałem przekopiować przy pomocy komputera mówi mi, że to było bardzo dawno. Wspomnienie Radiostacji tylko potwierdza sprawę. Dopiero po latach można to zweryfikować jak należy. „The Amateur View” z tej perspektywy okazuje się dość sterylną, ale też bardzo udaną płytą. Czerpie z motoryki krautrocka – tak jak połowa postrockowych kapel  – ale zarazem ma niezwykłą czystość, klarowność, minimalizm pomysłów.  Tutaj jak najbardziej żywa sekcja przypomina stylem gry Can (z lekko dubowym zacięciem – jak w „Seele”) albo Harmonię („Horses”) . Nawet gdy wchodzą w sferę wpływów disco, to też filtrują te brzmienia przez wrażliwość późnego Can. A w „Ship” przegląda się połowa krautrockowych kapel.

Jakby ten obraz wpływów był jeszcze niepełny, gościnnie w ostatnim na płycie utworze „Fridays” mamy Hansa-Joachima Irmlera z grupy Faust na organach.

PRINS THOMAS „Prins Thomas”
Full Pupp – 29.03 – mp3
7/10

Neu!, Harmonia, Kraftwerk, Tangerine Dream, Cluster i Can to zapewne ulubione zespoły Thomasa Moena Hermansena. O dziwo dla mnie, bo zawsze mi się wydawało, że w jego duecie z Lindstrømem to on był stroną bardziej dyskotekową. A tu proszę – krautrockowiec zagubiony w czasach clubbingu ujawnia na solowej płycie swoje prawdziwe oblicze. Tempa średnie, powtarzające się w nieskończoność arpeggia syntezatorów, mocna pulsacja basu, automatyczna perkusja. I jeszcze więcej syntezatorów na wierzchu plus błądząca sfuzzowana gitara przepuszczona przez delay. Orgazm dla fana starych niemieckich kapel, którego nie zakłóci nawet kilka drobnych wycieczek w świat disco, na jakie jednak Norweg sobie tu pozwala.

Jakby tego było mało, utwór czwarty nosi tytuł „Sauerkraut” – od ulubionego dania Niemców. I Polaków, tyle że u nas kiszona kapusta nie przeorała do tego stopnia umysłów muzycznej młodzieży w latach 70. Szkoda. Kiszona kapusta podobno psuje doznania audiofilskie – ciekawe skądinąd, czy dobrze wpływa na orgazm. Może ktoś gdzieś czytał?

MANUAL „Drowned In Light”
Make Mine Music/Darla – 19.04 – mp3
6/10

Redaktor Najsztub zwykł mawiać, że okładka nie jest jeszcze dość zepsuta. A psuł ją w jego opinii dopiero krytyczny wysiłek osób postronnych nieznających się na rzeczy, podczas gdy pierwotną wersję tworzył wykształcony i doświadczony grafik. Duńczyk Jonas Munk znany ze świetnego „Until Tomorrow” i z paru innych płyt mógłby się czegoś od niego nauczyć. Jego instrumentalne, elektroniczne nagrania wyrastające gdzieś daleko z krautrockowego korzenia są zbyt ładne, wypolerowane, przewidywalne – stanowczo ktoś powinien je trochę popsuć. Brzmieniowo wszystko jest ok, motoryczne podkłady, długo snujące się melodie – to też cieszy. Kiedy wchodzą gitary, też jeszcze całość brzmi elegancko, ale mimo wszystkich zalet po minucie czy dwóch odchodzi często w muzykę tła. Najgorsze jest to, że nic nie jest w stanie mnie powstrzymać przed zakupem kolejnej płyty Munka, bo jest w tych długich melodiach mimo wszystko coś magnetycznego. Zaczynajcie od „Phainomenon”, jeśli chcecie usłyszeć to coś – i jeśli chcecie poczuć krautrock w Göttschingowskim stylu w roku 2010.

Jakby tego było mało – proszę zwrócić uwagę na nazwę projektu. Manual = Manuel? Blisko w każdym razie.

Więcej o tych płytach – i nie tylko – w kolejnym (niemieckim) wydaniu HCH, za dwa dni – ze środy 12 na czwartek 13 maja. Szczegóły tutaj. A gdyby ktoś sobie życzył jakichś niekrautrockowych recenzji, to coraz więcej (np. nowe CocoRosie, Shining i inni) znajdzie w Polifonii.

10 responses to “Dzieci krautrocka znalezione w kapuście

  1. „Właściwie to mam ochotę przestać na jakiś czas słuchać nowości i uruchomić na tym blogu jakiś stały krautrockowy cykl, jak za dawnych czasów na łamach pisma “Off”.”

    Jestem za. Sam jako fan krautrocka i okolic muszę sprawdzić tą rzecz, bo zapowiada się świetnie ( w końcu byle czemu 9 nie dajesz). Juliana Cope’a książki niestety nie mam, ale znalazłem kiedyś listę płyt w necie i sobie sprawdzałem wyrywkowo (chyba muszę powrócić widzę, dzięki za inspirację!). Facet ma genialny gust co do tego gatunku. Krautrock mielił anglosasów jak nic w latach 70-tych.

  2. Lekko zszokował mnie nowy Manual. Kontakt z Munkiem urwał mi się na (świetnym) „Until Tomorrow” i nie wiem, co wyczyniał w międzyczasie, ale „Drowned in Light” to jest zupełnie inna muzyka i to nie jest komplement. Pionierem dziesięć lat temu nie był, ale trzymał się blisko czołówki, miał intuicję, a teraz pochodzi pod miałki muzak. To była płynna zmiana, czy ostatnio stało się coś niedobrego?

    To Rococo Rot chyba za bardzo zainspirowali się tymi, których kiedyś inspirowali )-:

  3. ten wpis mnie naprowadził.
    odzyskałem młodzieńczy temperament.
    dziękuję.

    dla przykładu:

    http://clinicalarchives.blogspot.com/2009/12/ca341-winter-war-in-tibet-eurasia.html

    sprawdź to.

  4. a
    propos

    wyczytałem ostatnio, że kroi się wydanie boxu z wszystkimi płytami NEU!

    !!!
    kompaktowe
    (winylowe?)

    muszę się pochwalić, a
    co…

    jakieś 2 lata temu w jednym z poznańskich antykwariatów
    nabyłem wyszperawszy
    singiel winylowy neu! Super / neuschne
    za 50 groszy

    nie używany
    jeno koperta taka przybrudzona

    🙂

  5. @Emeliks –> Dzięki!

    @biziante –> Jest już. Pięć płyt 4LP+1EP, cena – powyżej 100 funtów. A ten singiel to najlepsza okazja, o jakiej ostatnio słyszałem!🙂

  6. bardzo dobry ten składak z soul jazz… jaki vangelis tutaj! (przypomina, że miał pazur), gila… rzecz świetna, do to rococo rot nie chce się jakoś wracać, a prins thomas zaskakująca płyta, manual nie znam [zapomniałem o twoim nowym blogu, więc dziś wchodzę, a tam tyle napisane! (mobilizacja!) to dobrze, wydrukuję sobie i w łóżku poczytam, a w weekend może dodam jakieś komentarze tam (pozdrawiam)]

  7. (zrobiłem jak miałem [(koment. szybkie) słucham muzy, ale też lubię znać zdanie innych, m.in. intresuje mnie twoje, stąd to czytanie (i fajnie, że tam tak często commentujesz)] pzdr raz jeszcze)

  8. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » 15 staroci odkurzonych w roku 2010

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s