Nie taki małpi rozum

Chciałem napisać na początek kwietnia o płytach marca, ale zdaje się, że opóźnienie będzie rosło, bo kiedy zacząłem pisać o nowym Gorillaz (wiem – najstarsi górale już zapomnieli ostatnie recenzje „Plastic Beach”), to mi się napisał cały kawałek tylko o tym albumie. Przydatność tego jest już pewnie ograniczona, ale proszę docenić fakt, że naprawdę chciałem wzbudzić w sobie odrazę do płyty zszytej z samych wielkich nazwisk i sprawdzonych fajnych gości (mówiąc językiem piłki: bliższa mi jest filozofia Arsène’a Wengera niż myślenie w stylu Realu Madryt), a mimo to nie udało mi się  jej znielubić.

GORILLAZ „Plastic Beach”
Parlophone  – 8.03 – CD
7/10
Podobnie jak Łona uważam, że goście to diabły. Przychodzą i rozwalają całą płytę, a kiedy przychodzą większą ekipą, rozwalają ją w drobny mak. Co prawda Gorillaz są z założenia zespołem Damona Albarna i gości (Jamiego Hewletta zostawmy w spokoju, bo nie zdąży zrobić rysunków na kolejną płytę), ale do tej pory projekt ten nie miał na koncie aż TAK gwiazdorskiego albumu. A ponieważ nie lubię takich łapanek znanych nazwisk, koniecznie chciałem się do czegoś przyczepić. Ale niewiele można ugrać na próbach szukania dziury w całym, szczególnie gdy spojrzy się na ten album kawałek po kawałku. Zaczyna Snoop Dogg, który rapersko wejście ma tu kapitalne, choć – nic na to nie poradzę – u niego słowa refrenu brzmią jak „Welcome to the world of the plastic bitch” zamiast „…plastic beach”.  Mój ulubiony jest kolejny utwór, „White Flag” z Bashym i Kano, którzy akurat pasują tutaj idealnie. Do tego National Orchestra for Arabic Music z Libanu. Zestawienie jakie chyba tylko Albarnowi mogło przyjść do głowy. „Rhinestone Eyes” z Albarnem na wokalu pokazuje wreszcie, że to na pewno płyta Gorillaz. „Stylo” z Mos Defem jest, jak już powszechnie wiadomo, kawałkiem zerżniętym od Eddy’ego Granta, więc będzie to pewnie wyjątkowo kosztowny singiel, no ale temat jest naprawdę niezły, a wokaliza Bobby’ego Womacka trafiona w punkt. „Superfast Jellyfish” to egzotyczne zestawienie (De La Soul + Gruff Rhys), ale ta melodia… nie zdziwię się, jeśli i to komuś Albarn podciągnął. I już na tym etapie płyta jest bardziej satysfakcjonująca niż większość tego, co w dzisiejszym popie słychać. Tymczasem „Empire Ants” z Little Dragon to znów jeden z najjaśniejszych momentów na „Plastic Beach” i dopiero potem przychodzą dwa kiepskie kawałki, które „robią” głównie nazwiska bohaterów: Mark E. Smith i Lou Reed. Potem zresztą tempo zdecydowanie siada, ale ze dwa kawałki dałoby się jeszcze zgrać na iPoda, czyli w sumie trafień byłoby 8 na 16, a to pewnie dokładnie ten moment, kiedy nie opłaca się już kupować w mp3 pojedynczych tracków, tylko warto się szarpnąć na cały album. I jeśli komuś się nie podoba, że nowe Gorillaz to już pod względem klimatu nie to samo (bo rzeczywiście ten album od poprzednich ucieka w stronę poważnie skrojonej na sukces, mainstreamowej produkcji), musi, po prostu musi przynajmniej docenić marketingowy spryt Damona Albarna. A tych parę kawałków sobie pewnie zgra tak czy owak.
Otoczka (koncept) tej płyty to jakaś lipa, humbug, ale kto by się tam czepiał małp za brak konceptu. Z kolei rysunkowa strona Gorillaz zdążyła mi się już trochę znudzić. No i jeszcze jedna uwaga: nie kupujcie wersji dwupłytowej. Nagranie tej płyty to musiał być wielki wysiłek, więc na film poświęcony nagrywaniu (który zawiera dodana płyta DVD) chyba nikomu już nie starczyło serca i pomysłów. Jeśli nie kupiliście tej wersji, to starczy wam bez trudu na dziesięciopak jaj i będziecie mieli udane Święta. Czego zresztą Wam życzę.

12 responses to “Nie taki małpi rozum

  1. Nie wiem już co o tym plastiku biczu sądzic bo przesłuchanie próbne (przed reckką na pitchforku) mnie nie powaliło a drugie (po) już tak. Fajnie wiedzieć co Pan o tym sądzi, ale Some kind of nature to jednak dobry kawałek, bo dobrze brzmi, jest całkiem chwytliwy i wogóle dobrze skrojony. A „white flag” to też jeden z moich ulubionych.
    Pozdrawiam.

  2. dobra recenzja, zgadzam się w 90%

    udanych świąt również, take care

  3. Brak piosenek i olbrzymia przewaga formy nad treścią

    spokojnych świąt, pozdrowienia.

  4. Nie do końca rozumiem zachwytów nad tą płytą, po pierwszym przesłuchaniu właściwie zapomniałam o niej… pewnie nawet wyrzuciłabym ją z dysku gdyby nie zaskakująco pozytywne recenzje. Czy wpada w ucho- to rzecz gustu i nie bede sie go czepiać u nikogo, ale (pewnie nie znam sie do końca) wydaje mi sie że niczego przełomowego do muzyki nie wprowadza. A jednak otrzymuje taką samą ocene co choćby tegoroczny Beach House mimo że panna Legrande od nikogo utworu nie zrzynała.
    Rownież dolanczam sie do zyczen.

  5. Może się mylę ale twierdzę że za kilka lat Albarn będzie jednym tchem wymieniany w jednym szeregu z największymi muzyki rozrywkowej. Mnie akurat Lou Reed z Albarnem w chórkach bardzo odpowiada.

  6. dla mnie zachwyty nad tą płytą – choć akurat pana opinia, mimo że pozytywna, jest jednak wyważona – zupełnie nie przekonują, dodatkowo od tego albumu wieje zwyczajnie nudą… dwa momenty tej płyty jedynie wyróżnię: white flag, bo jest dobrym połączeniem, a ta orkiestracja – bollywoodzkie bolero – jest b.fajna, a dwa: najzwyczajniejsza na świecie, ale po prostu urocza piosenka on melancholy hill – i tyle mnie rusza z plastic beach, choć ja zawsze miałem problem z długograjami gorillaz, podoba mi się kilka posczególnych rzeczy, ale nudzi po całości
    mimo to pozdrawiam, od niedawna tu zaglądam (choć czytywałem pana od wielu wielu lat) i mi się tu podoba, życzę więc wytrwałości w chęci prowadzenia bloga
    nowe mgmt bardzo rozczarowuje, niezły początek, sekwencja 3-4, ale album mnie nie ruszył niestety, z nowych rzeczy w takim typie niezobowiązującym muzyki (od wczoraj nowy) bonobo (black sands) przyjemna i bardzo dobra płyta, ze trzy słabsze chwile na całym albumie, ale ogólnie polecam, choć nie myślałem, że na polu tego typu grania coś mnie jeszcze zdolne jest porwać (więc może bonobo nie porywa, ale lightowo w sam raz)

  7. w 100% zgadzam się, że utwory ze smithem i reedem to numery bardzo słabe, jadące na legendarnym głosie obu panó, ich manierze, ale jeśli tyle ma być jedynie, nie warte jest angażowanie muzyków dla nazwiska

  8. @VYM –> Przynajmniej braci Gallagherów już dawno zdystansował…

    @krzysiek –> Zgadzam się, że Bonobo przyjemne. MGMT jeszcze słucham, a wolałbym posłuchać w całości z płyty przed ostatecznym werdyktem, ale na razie jestem trochę rozczarowany. Dzięki za życzenia i pozdrawiam wzajemnie.🙂

  9. Bartek nie sądzisz że On dziś zajmuje miejsce gdzieś, przy wszystkich proporcjach, muzycznych,nie pod względem talentu, obok Thoma Y. Może jestem odosobniony w swym sądzie ale uważam że on już zajął miejsce wyżej niż Noel G. Jarvis C. Richard A. i reszta towarzystwa. Nie mogę się doczekać na The Bad… part II To jest jeszcze inna, piękniejsza bajka…

  10. Brak piosenek i olbrzymia przewaga formy nad treścią [2]

    ale 6/10 ode mnie bo jak leci to nie wyłączam, a poprzednie 2płyty wprost uwielbiam!

  11. „MGMT jeszcze słucham, a wolałbym posłuchać w całości z płyty przed ostatecznym werdyktem, ale na razie jestem trochę rozczarowany”

    Chyba moja największa niespodzianka in plus w tym roku. Gdzie tam debiut do tego?:)

  12. ja myślę, że gra kwestia zbyt dużych oczekiwań chyba – z mojej strony – dziś ponownie wchodzę w płytę i nadal utwory 1-4, ale czegoś mi w nich i tak brakuje, mimo melodyjności (chwytliwe refreny, w tym skandowane flash delerium), mimo stylizacji (od wokali przywołujących wczesną psychodelię, ale tą z jasnej strony mocy, albo bowiego z okresu space oddity), jednak nie chodzi mi w ocenie o żadne nawiązania, żadne inne, zwyczajnie czuję jakiś niedosyt, mimo że dołączyłbym to dobrych chwil drugą połowę siberian breaks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s