O, pener!

Przestraszyłem się piosenki. A właściwie to jej autorów się przestraszyłem. Wstyd się przyznać, szczególnie gdy się już słyszało prawdziwych satanistów i widziało na scenie rzeczy naprawdę straszne.
Właściwie to nie była piosenka, tylko utwór. I wystarczy go posłuchać, a potem (byle nie na długo) włączyć świętujący swój jubileusz RMF, żeby uchwycić ten kontrast, który sprawia, że niektórzy autorzy nie lubią słowa „piosenka”. A zatem tekst tego utworu brzmiał tak:
Ciemno. Każdy pies Murzyn.
Patrz za okno, no, świeci tylko Tesco
I lampa kuchenna UFO.
No, mam to na wideo,
Czarne mrówy tańczą…
Wystarczy. Przy „czarnych mrówach” za każdym razem mrówki przechodziły mi po plecach. Tym bardziej, że hipnotyczny ton wygłaszającego te słowa artysty był złowrogi, a podkład instrumentalny – mroczny jak wszyscy diabli. I bardzo brudny, choć zespół nazywa się Niwea.
Kilka dni później dostałem propozycję, by porozmawiać z tym zespołem w radiu (jak łatwo się domyślić, rzecz nie dotyczy już RMF-u). No to koniec – pomyślałem. Ale posłuchałem całej płyty i stwierdziłem, że głupio by było przegapić narodziny czegoś, co do muzyki wnosi sugestywność Doroty Masłowskiej, albo i Marcina Maciejowskiego z czasów jego dresiarskich malowideł.
Usiadło więc przede mną dwóch młodych ludzi – Dawid Szczęsny odpowiedzialny za muzykę i Wojciech Bąkowski odpowiedzialny za teksty (a przy tym za sukcesy młodej polskiej sztuki współczesnej za granicą, ale o tym za chwilę). Zadałem kilka pytań, przyszły maile od słuchaczy. Jeden z nich prosił, by Bąkowski wyjaśnił na antenie, co znaczy „penerstwo”. Zamiast bezpiecznie ugryźć się w język, przeczytałem pytanie.
I to nastąpiła długa, cicha chwila antenowej grozy.
Podczas tej chwili zdążyłem przeszukać zasób nowopolszczyźnianych słów, które mam w głowie. I nagle uświadomiłem sobie, że wszystko, co mi się kojarzy z penerstwem, to pojęcia wulgarne, obelżywe, a już co najmniej nieradiowe. Zdążyłem też sobie uświadomić, gdzie wcześniej słyszałem to słowo – u Pei, znanego rapera z Poznania („pener” to pojęcie właśnie z gwary wielkopolskiej), ostatnio znanego jeszcze bardziej, ale już nie z muzyki, tylko ze sprawy pobicia piętnastolatka na koncercie w Zielonej Górze. Peja wypromował kiedyś słowo „pener” – w znaczeniu menela, żula, kloszarda – w utworze „AntyLiroy”. Chciałbym w tym miejscu zacytować Peję z tamtych czasów, ale ze względu na liczbę bluzgów, których naliczyłem w całym jego tekście ponad pięćdziesiąt, jedynym, co przechodzi mi przez gardło – a i tak daje pojęcie o całości – jest najłagodniejsza w zestawie linijka: „Zabijemy ci dziecko i zgwałcimy siorę”.
Tyle dygresji, bo chwila antenowej grozy zdążyła się właśnie skończyć. Bąkowski w klarowny, rzeczowy – i najzupełniej antenowy – sposób wyjaśnił, o co z tym penerstwem chodzi. A ja w jednej chwili (już znacznie krótszej niż ta poprzednia) zrozumiałem całą ideę Niwei i neurotycznych tekstów jej wokalisty, które brzmią tak, jakby dostał w jednej chwili dostęp do myśli i emocji całego naszego penerstwa, czyli – to najczęstsza definicja – marginesu społecznego. Ba, zestawiłem jego słowa z działaniami grupy artystycznej Penerstwo, w skład której – między innymi – wchodzi właśnie Bąkowski (notabene poznaniak). Jako artysta wizualny wystawiany w Nowym Jorku – na wystawie „Younger Than Jesus”, a teraz w Berlinie – na eksportowej zbiorówce polskich artystów „Early Years”.
Świetnie. W końcu nawet nie znając jeszcze słowa penerstwo, wierzyłem głęboko, że to, co oznacza, może być niezłym polskim towarem eksportowym. Rozejrzałem się dookoła – okazało się, że grupa Penerstwo ma nawet stronę na Facebooku. Penerstwo na Facebooku? Bez wahania zostałem fanem. Skoro pojawia się na Facebooku, jest już jak gdyby mniej penerskie, a z drugiej strony – szczypta penerstwa wśród przyjaciół, nawet tych wirtualnych, nie zaszkodzi.
Mnie w każdym razie nie zaszkodziła. Niwea dalej mi się podoba, za to czułem, że przestaję się bać. Ba, zacząłem się rozglądać za śladami penerów w szerszym obiegu, na przykład w mediach publicznych.
Nie ma penerstwa w „M jak miłość”. Wiem, bo wypatrywałem. Alkoholizm jest, związki pozamałżeńskie, nawet homoseksualizm – choć wyobrażam sobie, że w korytarzach TVP boją się tego bardziej niż Niwei – a penerstwa nie. To znaczy owszem, były mąż Janeczki robił przez chwilę za penera, ale na ekranie pojawił się po to, by jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienić się w eleganckiego ojca, dziadka i amanta. Wiadomo, w „M jak miłość” każdy musi w końcu zostać amantem. Nie ma też penerów w „Barwach szczęścia”. I nie dziwota, bo musiałyby zmienić nazwę na „Barwy nieszczęścia”. Nie ma penerstwa w „Kocham cię Polsko”, bo po co kogo oszukiwać między swoimi. Takiej Polski przecież nie kochamy. Nie ma nawet pytań w „Familiadzie” o to, „co się państwu kojarzy z penerstwem”, chociaż wyniki sondażowe mógłbym w tym miejscu zaproponować w ciemno:
margines – 42
beznadzieja – 31
brzydota – 10
degeneracja – 9
alkoholizm – 5
chuligaństwo – 3
Strasburger mógłby po czymś takim naprawiać atmosferę przygnębienia, opowiadając stary dowcip o tym, jak to do kawiarni, w której przy stoliku siedzi samotnie ładna, młoda dziewczyna, wchodzi nagle jakiś pener. Podchodzi do dziewczyny, nachyla się nad nią, chwiejąc lekko (a śmierdząc dla odmiany całkiem mocno). I mówi: „Spodobałaś mi się, mała. Nie spieprz tego!”.
Właśnie. Dobrze wiem, że ten dowcip nie brzmi – powinien się skończyć czasownikiem o ton mocniejszym. Dobrze wiem, jak trudno bez używania słów plugawych mówić o penerstwie, jaka to sztuka odmalować penera bez rzucania mięsem. A to właśnie zrobiła Niwea.

PS Ten tekst powstał trzy tygodnie temu, ale nie trafił na żadne łamy, więc ocalam go tutaj. Cztery dni po jego napisaniu sprawdziłem naocznie berlińską wystawę „Early Years”, na której m.in. Bąkowski świetnie reprezentuje naszą młodą sztukę. A tydzień temu dostałem wiadomość, że audycja, którą wtedy prowadziłem, została zaliczona w poczet serii „Trójkowych Znaków Jakości”. Czyli jednak nie ma co się bać. Czekam na pytanie za milion w „Milionerach” w takim razie.

A punktów możecie sobie wpisać, ile tam chcecie. Nawet 10 w kategoriach polskiej rozrywki.

12 responses to “O, pener!

  1. Słuchaj Bartek, jak chcesz poczuć, co to jest penerstwo, wpadnij do mnie do Poznania, przejedziemy się nocnym tramwajem N21 przez Piątkowo, albo postoimy chwilę w bramie koło Starego Rynku w sobotę wieczorem i … już sam doświadczysz tego na własnej skórze. Bo definicja definicją, ale to trzeba poczuć, no.

  2. http://podchmurka.blogspot.com/2010/03/sie-nie-boj-no.html

    A tu masz jeszcze fotę twojego ulubionego penera

  3. Ja jestem z kierunku Warszawa Praga Północ, więc generalnie mniej więcej kumam, o co chodzi, tylko słowo oczywiście z innego regionu jak dla mnie.🙂 A za fotę bardzo dziękuję. Jak będą jakieś efekty spotkania w druku, to daj znać.

  4. Tylko ten penerski klimat w weekendy przenosi się do serca Poznania, na Stare Miasto. Jest niedobrze , z roku na rok coraz gorzej. Dziwny kwas w powietrzu.

  5. świetny tytuł notki!

  6. samo słowo znam odkąd moi znajomi wyjechali do poznania na studia.
    byłem w poznaniu, ale nie w tych miejscach, więc nie uświadczyłem. uświadczyłem natomiast wielokrotnie i niemal na każdym kroku w łodzi. mimo, że poznań to penerstwa ojczyzna, łódź zostanie dla mnie jego stolicą. nawet radom wysiada.

  7. o, Bartek Ch. nadaje w Trójce?🙂

  8. a zna ktoś słowo ‚pener’ w sensie dziewiczy wąsik?

  9. Piszesz, że do Niwei słowo piosenka nie pasuje. Ale w porównaniu do Grupy KOT, wcześniejszego projektu muzycznego Bąkowskiego, Niwea jest piosenkowa, prawie popowa, no, indie popowa. Teksty i wygląd Bąkowskiego na scenie się nie zmieniły (ludzie mówią, że się boją, że to psychol jakiś ten Bąkowski, i tak samo boją się Niwei jak Kota), ale podkłady Szczęsnego zrobiły z tego rzecz nadającą się do radia. Na przykład do Trójki.🙂

  10. może parafrazując z innej beczki😉

    znalazłem relację z jednego z większych polskich festiwali. nie mogłem tam być z ważnych przyczyn, chociaż miałem nawet zarezerwowany hotel. byłem na starcie marki festa, czyli w zeszłym roku. trochę się zmęczyłem😉, dobór wykonawców, opóźniony ze 2 lata, ale był naprawdę ciekawy i pojemny. oddawał w pełni ideę przedsięwzięcia. co się działo w tym roku opisane jest m.in. tak:

    http://www.nowamuzyka.pl/artykul.php/343/Selector-2010-nasza-relacja

    zaciekawił mnie ostatni akapit: „Pozostaje mieć tylko nadzieje, że na kolejny rok organizatorzy zaplanują wszystko profesjonalniej i zaproszą lepszą mieszankę wykonawców, tegoroczna impreza pozostawia spory niedosyt. Widząc jednak co się dzieje w tym roku z Open’erem, można dojść do wniosku, że to już zmierzch działalności Alter Artu.”

    a więc zmierzch, czy wschód? opóźnienia robią się chyba coraz większe, do tego, co naprawdę interesującego dzieje się w „nowej muzyce” na scenach całego świata. na pewno nie odbywa się to na zasadzie upadku kowadła z wieżowca na chodnik, ale sączy drobnymi, coraz mocniejszymi stróżkami. Poland jawi się jako ostoja Majorsów, które tak prędko nie łapią się na chwilowe trendy, zmienne współcześnie jak stuprocentowa kobieta, a duże festy pompują nam kotlety sprzed kilku sezonów, poza paroma wyjątkami. chcemy jeszcze za to płacić duże pieniądze (nie tylko bilety na koncerty, ale przejazd, pobyt, noclegi, etc.), czy już dziękujemy takim organizatorom? jak uważacie?

  11. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » 13 polskich płyt roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s