Jim O’Rourke: Rady jak słuchać muzyki (od człowieka, który nie słucha muzyki)

jim_orourke_visitorJim O’Rourke „The Visitor”, Drag City
premiera: 7.09, źródło: Amazon.com (CD)
7/10

Trzy lata zajęło mu nagranie tej płyty. Sześć miesięcy uczył się grać na puzonie, żeby zagrać jedną tylko, konkretną partię, którą napisał na ten album. Bo oczywiście wszystko nagrał tu sam. W dodatku we własnym domowym studiu w Tokio, dokąd wyniósł się na dobre, odcinając od wizerunku lidera alternatywnej Ameryki. Uwierzycie, że ma w Tokio sprzęt do nagrywania, ale nie ma nawet sprzętu do słuchania muzyki? Że tak bardzo oddalił się od słuchania jakiejkolwiek muzyki poza własną?
Owszem, z łatwością w to uwierzycie, ale już po przesłuchaniu „The Visitor” – pierwszej pełnoprawnej solowej płyty, którą Jim O’Rourke wydał od ośmiu lat. Dlatego, że to muzyka zupełnie nieoglądająca się na mody, tendencje w muzyce, muzyka subtelna, nienarzucająca się, wręcz świadomie wycofana. Choć przy okazji dość złożona. Przeplatające się motywy gitary, fortepianu, klarnetu czy banjo chwilami wychodzą jeden spod drugiego, jak gdyby O’Rourke nagrał kilometry taśmy, a potem miksował je w stylu wytrawnego didżeja. Tyle że nie ma to nic wspólnego z przebojową muzyką do tańca – to instrumentalne, balladowe, akustyczne granie, aż za bardzo chwilami wycofane.
Inna sprawa to realizacja dźwiękowa płyty „The Visitor”. Określenie „home recording” powinno przestać istnieć, bo skoro O’Rourke nagrywał większość z partii zarejestrowanych na płycie w swoim tokijskim mieszkaniu, to po co komu jeszcze odróżniać to od „studio recording”. Album brzmi doskonale, lekko, jego dynamikę łatwo porównać z nagraniami muzyki klasycznej (nie czuje się kompresji, dobrze słychać rozplanowanie instrumentów w przestrzeni, mnóstwo „powietrza” w miksie), za to trudno ze współczesnymi nagraniami pop.
Jednocześnie muzyk rzuca wyzwanie warunkom, w jakich słucha się muzyki – sam radzi używać do odbioru „The Visitor” głośników, a nie słuchawek*. Wydał album na LP i CD, ignorując mp3. Kolejna sprawa to fakt, że w naszym życiu – no dobra, w moim, będę mówił za siebie – trudno dziś o nieprzerwane niczym 38 minut uwagi i skupienia, których wymaga pojedyncze nagranie tej długości, bo bez tego nie docenimy misternej konstrukcji utworu O’Rourke’a. No bo zdaje się, że nie powiedziałem najważniejszego: to JEDEN utwór. Prawie każde trzy minuty przypadkowo wyjęte z tej płyty wydadzą nam się banalne, podczas gdy całość już taka banalna nie jest. Ale czy jest wielka? Nie wydaje mi się, żeby mimo wszystko przebiła poprzednie solowe płyty O’Rourke’a. Choć podważyć taki osąd wyjątkowo łatwo – zawsze można powiedzieć, że po prostu nie udało mi się wystarczająco mocno skupić. Czyżby Jim O’Rourke był aż tak przebiegły, by do tego zmierzać? Cóż, ja wolę uznać, że okazał tu raczej swoją nonszalancję, a resztę energii zostawił sobie na następne płyty.

*Pod tym akurat mogę się podpisać. Słuchawki to zawsze tylko półśrodek, choć czasem pożyteczny.

W TELEWIZORZE nowy utwór The Flaming Lips z małym bonusem.

4 responses to “Jim O’Rourke: Rady jak słuchać muzyki (od człowieka, który nie słucha muzyki)

  1. Fajnie, że O’Rourke wydał coś nowego. Dużo się dzieje w tej kompozycji, ale trochę brak dla mnie świeżości i nie wystarczająco angażuje mnie bym siedział maksymalnie skupiony przez 38 minut. Niektóre fragmenty są dużej urody, ale odnosiłem wrażenie, że melodie są momentami trochę za słodkie jak dla mnie. Najbardziej urzekające były partie fortepianu, bo gitarowe już chyba nie mają tej siły co kiedyś. Tym bardziej, że od paru dobrych lat ma on następcę w postaci Jamesa Blackshawa, który nagrywa świetną płytę za płytą. Ale ta kompozycja funduje przynajmniej klasę wykonawczą na przyzwoitym poziomie. Szkoda, że Jimowi muzyka co raz mniej zajmuje miejsca w głowie.

  2. generalnie bardzo dobra zrzynka Fahey/Eno/Reich/Metheny , tyle.

  3. Piękna kojąca przestrzenna wciągająca muzyka,jakże inna produkcja od zalewu bylejakości.Świetne odreagowanie od codziennej brutalności.Dla mnie wielka rzecz!

  4. bo słuchawki to słuchawki, a głośniki to jednak są głośniki.

    zależy jednak- jakie słuchawki no i jakie głośniki.

    czy cokolwiek właściwie… jesienią zawsze mam przegłębokie przemyślenia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s