Tyondai Braxton: Bigos, który został bigosem

tyondai_braxtonTyondai Brixton „Central Market”, Warp
premiera: 14.09, źródło: Bleep.com (mp3)
6/10

Oj, będzie się o tej płycie dużo rozmawiać przez najbliższe miesiące. Ale polecam małomówność. Tyondai Braxton to moim zdaniem mistrz pierwszego wrażenia. Mnie przynajmniej poraził na wstępie swoją wizją łączącą muzykę współczesną z rockiem i elektroniką. W końcu jak na poważną kompozycję (podobno zamówienie od Kronos Quartet już czeka na realizację) stworzył partyturę złożoną z samych fajerwerków. Ale w praktyce tak wygląda wersja demo męczarni. Bo w miarę upływu czasu wyrafinowanych pomysłów słucha się wciąż jak wyrafinowanych pomysłów, a nie jak porywających kawałków.
Ambicji słychać tu dużo – i nie dziwota, bo jakby ktoś miał ojca tej sławy i znaczenia, to i ambicje by musiał mieć (czy nie będzie to zbyt obcesowe, jeśli w tym miejscu polecę wznowienie „Creative Orchestra Koln 1978” Anthony’ego Braxtona, które właśnie wyszło w HatArcie?). Długi i epicki „Platinum Rows” robi wrażenie w znacznej części – że  młody Braxton to pieruńsko zdolny muzyk to wiadomo. Są momenty w innych kompozycjach, ten charakterystyczny, znany z Battles styl wokalno-gitarowy musi w końcu budzić respekt – ale jedynym utworem, który trzyma się kupy w całości jest „J. City”.
Poddam się ogólnej presji i zacznę tę płytę oceniać w kategoriach kulinarnych, bo pomieszanie estetyki Strawińskiego (a pośrednio także Franka Zappy, którego wpływ jest tu słyszalny bardziej niż pośrednio), naiwnie melodyjnych plumkań BBC Radiophonic Workshop oraz rocka progresywnego spod znaku Yes czy U.K. można w tym wypadku określić tylko w jeden sposób: bigos. I może się nie znam na współczesności tak dobrze jak Braxton, ale dzięki różnym rodzinnym zaszłościom nieźle się znam na bigosie. Bigos to sztuka doskonalenia przez długie lata własnego przepisu, który czasem tylko subtelnie różni się od tego, co robią inni. A mnie się wydaje, że drzwi mocno już uchylone przez innych Tyondai chciał tu wyważyć z kopa i zrobić bigos w myśl zupełnie nowej receptury – nawrzucał krewetek, dodał masalę, pieczone kasztany i zalał brandy. Zdolny jest, to fakt. I robi wrażenie. A teraz – jak to przy bigosie – trzeba spokojnie poczekać, aż coś lepszego z tego wyniknie.

One response to “Tyondai Braxton: Bigos, który został bigosem

  1. Racja, jakaś ta płyta dla mnie bez ładu i składu. I tak lepsza niż ostatni Squarepusher z Warpu, ale Tyondai na razie odcina kupony po swoim starym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s