Tak wyglądał muzyczny Internet 11 lat temu

mojo_1998_02_dragnet

Na fali ogólnego redakcyjnego zainteresowania internetowym paleolitem, któremu daliśmy wyraz, zajmując się pionierami polskiej sieci (efekty można znaleźć tutaj), zaciekawiłem się drobną notką w stareńkim numerze „Mojo” (przeglądam właśnie archiwum wydań, żeby odsiać z niego to, co niepotrzebne). Był rok 1998, magazyny muzyczne pisały o Internecie jako o ciekawym miejscu, gdzie fani opisują nieprofesjonalnie swoje ulubione zespoły – i nikt w prasie muzycznej nie czuł jeszcze oddechu konkurencji na karku. Wystarczy popatrzeć na to, co powyżej: autor zliczył na Ultimate Band List „aż” 19 stron fanowskich poświęconych grupie Sonic Youth.

Oczywiście taka ilość informacji z punktu widzenia roku 2009 nie robi wrażenia. A rubryki prezentujące adresy stron internetowych z jakiejś dziedziny znikły z gazet. Ale pomyślałem o czymś innym – jak szybko zmieniały się sieciowe kanały zdobywania informacji o muzyce od połowy lat 90. Ultimate Band List (ubl.com) w swoim czasie (a oto jak wtedy wyglądało) było obowiązkowym miejscem startu – to tu można było znaleźć krótkie biogramy artystów i przejść na strony prowadzone przez ich miłośników, czasem (podkreślam: czasem) na oficjalną witrynę wykonawcy. W tej chwili UBL jest owszem, często odwiedzanym serwisem, ale ma zupełnie inny charakter i nie znajdziecie tu linków nawet do 19 stron SY.

Przy okazji… no właśnie, co się stało z masowo robionym stronami fanowskimi? Gołym okiem widać, że straciły na znaczeniu, ustępując miejsca blogom i serwisom społecznościowym, gdzie fani artysty kojarzą się w grupy i produkują masy mniej lub bardziej pożytecznych treści poświęconych tylko jemu. Aktywni półprofesjonaliści zbierają się w niezależnych serwisach muzycznych (zjawisko nieobecne w roku 1998). Prawda, działali już dekadę temu założyciele Pitchforka, ale wtedy ich serwis wyglądał tak i dla takiego „Mojo” nie był konkurencją.

Potem pojawił się All-Music Guide (zabawne, że pod archiwalnym linkiem do UBL, który podałem wyżej, jest informacja o „ludziach z Michigan, którzy założyli ciekawy serwis – The All-Music Guide”!), rzeczony PFM i inne serwisy, wreszcie Metacritic i inne agregatory recenzji, Last.fm, MySpace, RYM i cała reszta – z reguły co roku jakaś nowość. Ale czy jest coś, co nie zestarzało się od samego początku? Czy jest jakaś strona o muzyce, na którą zaglądałem od lat nieprzerwanie, nie tracąc  zainteresowania?

Owszem, tak. Zupełnie niepozorna zresztą w zalewie megaserwisów społecznościowych i cały czas nastawiona na wycinek – coraz większy, ale jednak wycinek – rynku muzycznego. To serwis Brainwashed.com. Tak wyglądał w dawnych prymitywnych czasach. Jestem przekonany, że zaglądałem tu wcześniej niż na UBL, żeby zbierać informacje do tzw. Legendarnej Różowej Księgi, czyli w początkach roku 1996 (zainteresowanych tekstem odsyłam do Wrzutni).

Ostatnio wspominałem nawet na łamach „Przekroju” pewną znajomość, którą podtrzymywałem przez moment m.in. dzięki Brainwashed, którego odnoga w postaci listy dyskusyjnej Cloud-Zero (patrz wyżej) w pierwszych latach swojego istnienia była centralną skrzynką kontaktową dla fanów The Legendary Pink Dots. Poza tym Brainwashed specjalizował się wówczas w muzyce z okolic industrialu i neofolku – tu również można było poczytać o Nurse With Wound czy Current 93, Throbbing Gristle czy Meat Beat Manifesto, zdobyć bezcenne informacje, których próżno było szukać gdzie indziej. Tu pojawiały się podstrony poświęcone wykonawcom EBM-owym, postrockowym, a w końcu cały serwis niezależnej wytwórni Kranky, która do dziś operuje jak gdyby nigdy nic z podstrony Brainwashed.com. W czasach, gdy każdy ma domenę dot com? Wstydu nie mają! A jednak – właśnie dzięki temu, że do dziś pozostało w Brainwashed coś z chałupnictwa i z dawnego czaru fanowskich witryn i nie ma w tym serwisie pragnienia ekspansji i światowej dominacji, ma on szanse długie lata ściągać miłośników tych konkretnych rejonów muzycznej alternatywy. A ja sprawdzę stan rzeczy za kolejnych 11 lat. O ile wtedy będą jeszcze istnieć blogi, czy ten w szczególności, rzecz jasna.

4 responses to “Tak wyglądał muzyczny Internet 11 lat temu

  1. za wcześnie dla mnie na wiążące wnioski, ale LOL sie należy, w szczególności za wklejony screeny starszych wersji serwisow muzycznych.

  2. Jakoś na początku wieku wraz ze znajomym z muzycznej listy dyskusyjnej – obaj byliśmy zafascynowani AllMusic – próbowaliśmy sklecić coś takiego po polsku. Powstał nawet niby-szkielet serwisu i opis kilku albumów. Na szczęście dalej to nie poszło (-:

  3. Na szczęście?? Mariusz, teraz byście żyli już tylko z procentów bankowych.😉

  4. E, ktoś chyba pod muzyka.pl próbował zrobić polskie Allmusic i niewiele z tego wyszło. (Własnie zajrzałem i jakieś straszne znaczki wyświetlają się na czołówce).

    To miało sens, tylko dopóki nie było Wikipedii. Ale pamiętam, że początkowo udogodnienia AllMusic wprost zapierały dech w piersiach. *Wszystko* w jednym miejscu, jeszcze w miarę wiarygodne oceny, i na długo przed boomem MySpace i Last.fm można było iść od „similar artist” do „influenced by” i w nieskończoność poszerzać horyzonty. Ech, STARE dobre czasy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s