20 lat kultury techno? No bez kitu proszę…

„Newsweek” opublikował właśnie tekst o Love Parade i 20-leciu muzyki techno (tutaj dostępny skrót, całość na razie tylko na papierze). Nie wypada mi zajmować stanowiska w tej sprawie na łamach „Przekroju”, bo jest dla „Newsweeka” słabszym nakładowo (bo słabszym), ale jednak konkurentem, z drugiej jednak strony głupio się nie odnieść do tego tekstu, bo jest niezłym dowodem na to, jak bardzo niezrozumiana – i w istocie bagatelizowana – jest muzyka techno. Mogę milczeć, gdy „Wprost” ogłasza co dwa tygodnie śmierć lub renesans rocka, ale trudno bagatelizować tekst napisany w gazecie poważnie traktującej kulturę i w tym wypadku – jak to mawia wieszcz – warto rozmawiać. Na warsztat wezmę tylko kilka fragmentów.

Techno uchodzi za idealną muzykę na imprezy, gdzie królują seks i narkotyki. Przez 20 lat istnienia kultura techno dowiodła, że znaczy znacznie więcej.

Nie czepiałbym się, gdyby nie to, że coś takiego najmocniej udowadniała właśnie ponad 20 lat temu, gdy kształtowała się jej estetyka. Kłócić się można, czy 24, czy może 25 lat temu, ale dwadzieścia? I muzyka, nie kultura. Jeśli zajmować się”kulturą”, a nie „muzyką”, to na upartego można by było szukać w Love Parade jakiegoś zarzewia kulturowego, ale zarzewia „kultury klubowej”, a to już szersze pojęcie.

Techno to ostatni z wielkich gatunków muzycznych. Po nim były tylko czasowe mody. A to avant pop, a to postrock czy powrót do new romantic. Wszystkie wykreowane przez wielkie wytwórnie muzyczne.

O ile z pierwszym zdaniem na upartego można się zgodzić (ku rozpaczy fanów grunge’u i paru innych gatunków oraz strasznie uogólniając problem), o tyle z kolejnymu już nie. Avant pop? To nawet nie jest gatunek, tylko etykietka wymyślona przez dziennikarzy po to, żeby wyróżnić oryginalną, „ambitną” muzykę pop (oksymoron w zasadzie) spośród papkowatej muzyki pop. A jeśli ktoś podejrzewa Warnera czy Universal o wylansowanie mody na avant pop, to niech zadzwoni do ich centrali i zapyta, czy wiedzą, co to jest ten avant pop. Post-rock? Simon Reynolds bardzo by się uśmiał, gdyby usłyszał, że wykreował czasową modę. I w dodatku, że postrockowcy nagrywali/nagrywają dla dużych wytwórni.

Także w Polsce techno w kanonicznej postaci okres rozkwitu przeżywało jedynie w latach 90.

Zdanie co najmniej wątpliwe. Od kiedy w zeszłym roku mijałem się na ulicach Katowic z tłumem zmierzającym na Mayday, nie pozwolę sobie na takie uproszczenie. Zresztą co oznacza „postać kanoniczna”? Love Parade czy jednak klasyczne Detroit techno? Znaczeniowo powinno chodzić o to drugie. A w wypadku Polski to jednak bardziej ostatnia dekada niż lata 90.

Techno stało się muzyką tworzoną dla ludu i przez lud. Przez lata jego twórcy dołożyli do melodii z gramofonów klawisze na żywo, potem komputery.

To bardzo ciekawa opinia. Szczególnie w odniesieniu dla bardzo elitarnego gatunku. Zapomnijmy na chwilę o cyrku, który odbywa się w czasie Love Parade, a zastanówmy nad tym, kto jest twórcą i kto odbiorcą techno (przy czym proszę nie mylić tego z muzyką dance – łatwą do wyprodukowania przy pomocy jednego klawisza). Wyjdzie na to, że dzieci bogatszej klasy średniej – na pewno częściej niż w wypadku wszystkich gatunków i podgatunków rocka i hip-hopu. Drugi problem to oczywiście ta kolejność: najpierw były automaty i syntezatory, a gramofon dopiero wtedy, gdy już ktoś wytłoczył to na płycie. Logiczne, prawda?

Andrezak (DJ Tanith) to jedna z trzech najważniejszych postaci niemieckiego techno. Wraz z Dr. Motte i Svenem Vathem stworzyli wersję techno, którą uznaje się dziś za kanoniczną.

Cóż za precyzja. I wyjaśnia się przy okazji, kto stworzył tę kanoniczną wersję. Nie Atkins, May i Saunderson, tylko Thomas Andrezak. Poleciałbym w te pędy go sobie kupić na jakiejś płycie , gdyby nie to, że gość był i jest DJ-em grającym pewnie w latach 80. ten sam repertuar z Detroit, który zaczynały rozpoznawać kluby w różnych miejscach na świecie. W sumie to wszystko nawet by się i trzymało kupy, gdyby  gdzieś w tekście zaznaczyć, że to historia NIEMIECKIEGO techno, a nie techno w ogóle.

(…) Tak narodził się acid house – muzyka, z której wyewoluowało mniej melodyjne techno.

Nic nie wyewoluowało, bo to był równoległy łańcuch ewolucji. A już na pewno nie mniej melodyjne. Z fascynacji acid house’em powstała co najwyżej późniejsza brytyjska fala techno, a potem IDM, czyli właśnie ten najbardziej melodyjny – jeśli już jesteśmy przy tym drugorzędnym dla techno składniku utworu muzycznego – odłam. No, może nie licząc trance’owców, ale o nich będzie niżej.

Miłośnicy techno uważali się za współczesnych hipisów (…). Pacyfkę zastąpili symbolem serca. Kwieciste ubrania – kolorowymi, rzucającymi się w oczy strojami. Byle były charakterystyczne, bo techno to subkultura indywidualności. Swego czasu jej członków można było poznać po oryginalnych białych rękawiczkach.

Kolejne gładko przechodzące porównanie, w którym jest tylko część prawdy. Bo owszem, uczestników zielonych rave’ów spod znaku tribal i trance, można by było pomylić z ostatnimi żywymi hipisami (szczególnie, że nad ranem musieli być półżywi), ale znów – minimalowcy i inna szlachta gatunku to już zupełnie, ale to zupełnie inna bajka. Z tym indywidualizmem przesadzać też nie należy – w zasadzie pierwotnym założeniem była równość, a nie różnorodność, w pewnym sensie nawet niewyróżnianie się, nie na darmo płyty najważniejszych wytwórni techno wyglądają tak samo, zmienia się tylko nazwisko na okładce. A czasem i tego nazwiska brak. Minimalizm totalny i totalna jednolitość, o, to dobre słowo (choć paru czytelników tego bloga go nie lubi): powtarzalność. Po białych rękawiczkach to można było poznać aberracje techno, a nie jego „typowych przedstawicieli”. Typowi przedstawiciele wyglądali pewnie tak jak autorzy cytowanego tekstu. W zasadzie w łatwy sposób można by było ich odróżnić przede wszystkim poziomem wiedzy o techno.

Autorom posyłam symbol serca, skoro to uniwersalny znak techno. A jeśli nie (mam spore podejrzenia, że tak właśnie jest), niech potraktują to jako znak moich dobrych intencji.

27 responses to “20 lat kultury techno? No bez kitu proszę…

  1. leżę🙂

  2. „Mogę milczeć, gdy “Wprost” ogłasza co dwa tygodnie śmierć lub renesans rocka” – hehe, racja, poziom dziennikarstwa muzycznego we Wprost jest żenujący. U autorów tekstu z Newsweeka widać, że przynajmniej liznęli temat, ich główny błąd polega na uogólnianiu i zbytnim korzystaniu z frazesów.
    Pozdrawiam

  3. sie wlaśnie wziąłem za czytanie energy flesh reynoldsa – wciaga i z jakim to zaangażowaniem (opis wlasnych doswiadczen narkotykowych) napisane. chocby one sugeruja ze tam chodzilo o wrecz rezygnacje z siebie na rzecz kolektywnego przeżywania, a nie o przasne manifestacje. btw te fragmenty gdzie reynolds pisze o dzialaniu narkotyku i wychodzeniu duszy z ciala to genialny reportaz.

  4. Niezła rzecz! Muszę przeczytać artykuł, muszą być niezłe śmiechy… zresztą to chyba nie jedyny tytuł, podobnie można rozebrać artykuł „Rapujący Dandys” w piśmie Kreator – Magazyn Mody Męskiej który wleciał mi ostatnio w ręce. Tekst dotyczył Pharrell’a w świecie mody… No ale co zrobić, w Polsce mało ludzie czują o czym piszą.

  5. No, no, no…. Sie Newsweek popisał wiedzą;-) W sumie myślę, że panowie autorzy na początku powinni obejrzeć film pt. „History of house” (jest chyba na YouTube) a dopiero później coś napisać^^

  6. Tak się kończy, jak podstawowym źródłem wiedzy staje się net (czytaj: pierwsza strona wyszukiwania), a nie biblioteka. A przecież nawet po polsku wyszedł Odmienny Stan Świadomości Matthew Collina (piękna próba opisania równoległego rozwoju techno i kultury XTC), nie mówiąc już nawet, że dla nieczytatych, tuba i google vidsy są zapakowane po sam dach dokumentami i o całościowej ewolucji gatunku i o poszczególnych nurtach.

  7. Swoją drogą kilka książek mogliby jeszcze wydać po polsku. Choćby tę Reynoldsa (tej wciąż nie znam), o której pisze iammacio. Co do „Odmiennych stanów świadomości” – pełna zgoda. Książka rewelacyjna, informacyjnie bardzo pożyteczna.

  8. techno może być melodyjne?🙂

    jak dla mnie za dużo teorii – nie lubię kiedy się muzykę – obojętnie jaką – traktuje w sposób naukowy, to zabija odbiór, który powinien być emocjonalny. muzyka to nie to samo co matematyka (niektórzy uważają inaczej, współczuję im)

  9. ten artykuł w Newsweeku bije jakieś rekordy w ilości bzdur.

  10. Autorzy nie wyglądają na dziennikarzy muzycznych.. swoją drogą nigdy niewiadomo bo pan Robert Leszczyński jest, a i pisze z reguły jakieś (kosmo)bzdury, absolutny faworyt, pewnie znany: http://www.wprost.pl/ar/133530/Buraki-hip-hopu/

  11. nie mogę patrzeć na ten błąd, „nie wiadomo”

  12. fajny tekst! , momentami nawet bardzo .. ale z tym IDM, to kompletnie nie tak Panie Chaciński .. kompletnie..

    pozdro.

  13. Newsweek od jakiegos czasu radośnie przeżywa intelektualny upadek

  14. @ap –> Dzięki. Ale to nie ja wymyśliłem fascynacje sceny IDM, twórcy tego gatunnku sami się do nich przyznają. Polecam posłuchać składanki na dziesięciolecie Warpa – części pt. „Influences”. To wyjaśnia absolutnie wszystko.😉

  15. Bartek ..
    idm to etykietka stworzona przez internautow ok 93 roku .. tak internautow🙂 ..
    a byla generalnie nazwa, ktora miala okreslac „te dziwna muzyke ” ktora warp i rephlex zaczal wydawac na poczatku lat 90 …
    nie ma nic wspolnego z acid .. za wyjatkiem faktu iz glowni zainteresowani przewaznie byli fanatykami tejze muzyki …
    skoleii smialo IDM mozna nazwac brytyjska odpowiedzia na Detroit, nie tyle stylistyczna co psycholigczna w sensie zjawiska ..🙂.

    plyte o ktorej wspomniales znam na pamiec.. nawet zapomnialem juz chyba co tam dokladnie bylo .. jednakze, influences odnosi sie tylko i wylacznie do nazwy W.A.R.P .. – weird and radical projects .. chodzilo o profil samego labela ktory tak jak mowie .. chcial zrobic cos na wzor detroit madein uk..

  16. jesli idzie o prawdziwe influences idm artystow .. to raczej hiphop, , stockhausen, dockstader.. po czesci ebm .. wczesny eno .. i wszyscy Ci ktorzy eksperyment stawiali ponad norme …

  17. @ap –> Miło, że schodzimy z poziomu „co ty wiesz o…” na bardziej merytoryczny.🙂
    Jakie jeszcze były wpływy artystów, Bóg raczy wiedzieć, bo za często się z tego nie spowiadali. W dodatku róxne w wypadku różnych osób. Niezły wzór na IDM podaje Toop:
    http://stream.anglepoised.com/post/27074118/david-toop-essay-from-the-artificial-intelligence
    Pamiętaj, że Warp – poza różnymi zabawnymi rozszyfrowaniami, kompletnie wtórnymi wobec samej nazwy – ma też prostsze znaczenie pierwotne. Po angielsku „warped” mówi się o przepuszczonych przez filtr częstotliwościowy charakterystycznych dźwiękach syntezatora TB-303, a sama wytwórnia została nazwana Warped Records, zanim ostatecznie stanęło na Warp. Z kolei TB-303 to stanowiący o brzmieniu całego gatunku instrument acid house’u. W wydaniu chicagowskim oczywiście, tym pierwotnym, krótkim, ulotnym. Słowem: wpływy były bardzo różne, ale TB-303 i acid odegrały olbrzymią, jeśli nie stanowiącą rolę. Dla mnie tam Detroit było zawsze ważniejsze od Chicago i chciałbym, żeby sprawa wpływów była prosta, ale nie była. Bez tej iskry acidowej – która zresztą błyskawicznie przeskoczyła na Wyspy – nie byłoby IDM.
    O tym, że IDM wymyślili internauci, wiem. Kulawa, ale nie ma lepszej – oczywiście wymyślili tę etykietkę dla konkretnej muzyki z kręgu Warpa. A więc chyba jesteśmy w domu, nieprawdaż?🙂
    Do tego dochodzi Eno, electro, Niemcy i cała reszta. Do wpływu Stockhausena pewnie dziś nawet Rubik się przyzna.😉

  18. poziom „a co TY wiesz o” .. nigdy nie istnial, jesli tak to odebrales to przepraszam🙂 , nie to bylo zamiarem mym …
    Co do WARPA i warped .. nie slyszalem o tym🙂 .. niezla ciekawostka powiem Panu, powaznie..
    hmm.. co do 303’ki .. pospekulowal bym ciut,ciut .. oczywiscie byl to wazny instrument ale nie mniej niz tr808 czy sh101 ..

    Iskra Acidowa .. hmm, jestes pewien ze, nie byloby idm ? .. szczeze mowiąc [rozumiem oczywiscie o co Ci chodzi i podzielam Twoj punkt widzenia[ acz, zdanie me ciut innym zdaje sie byc] .. czym wlasciwie byl acid ? .. bo to kluczowe pytanie chyba.. samym basslajnem ? , a moze okreslonym stylem gry na okreslonych instrumentach .. i wlasnie za opcja nr.2 bym obstawial .. nie zapominaj tez o Rephlexie i ich pierwszym manifescie , ktory polegal na tworzeniu acidu przy uzyciu kompletnie innego instrumentarium .. wiec, no wlasnie co z tego wynika ?? .. paradkos moim zdaniem🙂.
    delikatny ..tudziez chaos, bo tak naprawde stylistycznie ciezko jest odniesc idm do czegokolwiek procz wspomnianego przezemnie powyzej zamyslu psychologicznego ..

    .. haha .. Rubik sie przyzna do Stockhausena, to pewnie i Sara May stwierdzi ze kocha Gill-Scott-Herona.. ;D.
    .. a pierwszy lepszy minimal techno producent stwierdzi iz wychowal sie na detroit ..
    kocham podejscie tej klasy ..

  19. @ap –> wirtualnie ściskam dłoń. Na gruncie Rubika i Sary May byśmy się dogadali również🙂
    Co do tego 303 i jego wpływu na Warpa mam lekką obsesję może, SH-101 też bardzo ważne. TR-808 to z kolei dla wszystkich nowych elektroników podstawa. Co do Rephlexu – pełna zgoda. Nikt inny nie robił muzyki z okolic idm w takim oderwaniu od reszty – i może dlatego dopiero dziś niektóre ich pomysły robią się aktualne.

    @pozostali –> jeśli cierpliwie przeczytaliście do końca tę naszą dyskusję, to znaczy, że możecie być zainteresowaniami zakupem tego oto wydawnictwa jubileuszowego:
    http://bleep.com/index.php?page=dynamic&module=warp20boxset
    W przedsprzedaży na Bleepie taniej, choć ogólnie jest piekielnie drogie. Nie to żebym był dilerem Warpa, ale po 20 latach warto raz zrobić im promocję na blogu. Zasłużyli…

  20. rownierz sciskam dlon digitalnie😉 .. i zarazem przylaczam sie do polecenia tego wydawnictwa.. warp20boxset .. glownie dlatego iz, to co dzisiaj slyszymy w wiekszosci elektroniki z tej planety, jest konsekwencja wlasnie tych artystow i tego materialu .. heh..

    btw: .. tr808 ;d .. podstawa i to tak ogromna, ze Ci wszyscy ktorzy maja tzw. sztuczne stopy z 808’ki sa wysmiewani przez ogolno-swiatowa loze koneserow elektroniki [z podlozem debilizmu 500%]😉..
    pozdro dla wszystkich.

  21. Acid House?
    Nie zapominajcie, że pierwsze eksperymenty spod znaku acid house należą do Psychic Tv (połowa Throbbing Gristle) 1987. Taka ciekawostka.

  22. a troche wczesniej DJ Pierre z Chicago i Alexander Robotnick.

  23. O New Romantic i powrocie tego nurtu
    http://tutitt.wordpress.com/

  24. gratulacje za tekst, obecnie zajmuję się również tematyką techno (piszę pracę mgr), słucham tej muzy od kilku lat i wkurza mnie to jak ludzie postrzegają mnie i innych techno fanów, oczywiście to za sprawą medió, rydzyka, rozmów w toku i innych komedii,w necie jest ful bzdur, artykułów i to nawet profesorów z uniwersytetów na temat techno, że to niedobre, ze to zło, albo subkultura, nie rozumiem jak można się wypowiadać na temat na który się ma pojęcia , teraz w tym siedzę,czytam i jestem załamana jakie historyjki tworzą wykształceni ludzie .. bardzo chętnie z Tobą porozmawiam na ten temat bo wydajesz się być kompetentną osobą, pozdrawiam🙂

  25. @anna –> W każdej chwili. Kontakt w zakładce „Autor”. Pozdrowienia!

  26. O jeny! Jak dobrze, że komuś się chce jeszcze polemizować z prostymi ludźmi piszącymi bzdury na łamach prasy drukowanej.

    Natomiast do układanki muzycznej kolejna część:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s