Płyty do pracy na Święto Pracy

Tak, wiem. Dwa tygodnie bez wpisu to jak dla człowieka wpadnięcie w komę. Albo nawet – tfu, tfu – śmierć kliniczna. W sumie widziałem nawet białe światło na końcu tunelu – w postaci nadziei na chwilę oddechu, która da mi szansę nadrobienia zaległości na blogu. Taki okres po prostu, w dodatku dość analogicznie do kwietnia roku ubiegłego, o ile mnie pamięć nie myli. A ponieważ płyty w tym okresie pełniły w moim otoczeniu dość służebną rolę, to dziś będzie o nich także od nieco bardziej „praktycznej” strony.

Nie jestem zwolennikiem traktowania muzyki jako tapety do pracy, ale wynika to w dużej mierze z tego, że słucham albumów, które często bardziej przeszkadzają przy robieniu czegokolwiek niż pomagają. Tym razem w ręce wpadło mi jednak kilka płyt sprzyjających efektywności. Na Święto Pracy – jak znalazł! Aha, za jednostkę efektywności uznajmy dla potrzeb tego wpisu znak „$”. Jeden $ – kompletnie nieefektywnie, sześć $ – Aleksiej Stachanow, ewentualnie Wincenty Pstrowski.

casiotone_for_advance>>>4<<

CASIOTONE FOR THE PAINFULLY ALONE „Advance Base Battery Life”, Tomlab

premiera: 9.03.09, źródło: promo-CD Tomlab/Automatik

Do Casiotone jakoś nie miałem dotąd ani dość pasji, ani cierpliwości, tymczasem ten składak nagrań ze składanek i singli od razu do mnie przemówił. Projekt Owena Ashwortha nie jest ani taki poukładany i oszlifowany jak Dntel, ani nie taki wariacki jak The Books (koledzy z wytwórni), ale mieści się gdzieś w przestrzeni lo-fi z zastosowaniem tandetnej elektroniki, a zarazem z poszanowaniem dla piosenki, przestrzeni, po której fruwają śmietnikowe terminy w rodzaju indietronica czy folktronica, a efekt fuzz służy do psucia z natury już zepsutych dźwięków 8-bitowych komputerów. Ashworthowi posłużył świetnie do tego by wspólnie z bratem Gordonem odkształcić dźwiękowo dwa hity Bruce’a Springsteena („Born In The USA” i „Streets Of Philadelphia”), które są ozdobą zbioru, ale niejedynymi pożyczonymi utworami, bo CFTPA dorzuca tu jeszcze utwory Missy Elliott i Paula Simona. Takie własne utwory jak „White Corolla” czy „It’s A Crime” robią z tego równy zestaw, a łamiący się i drżący głos Orena bywa wzruszająco nieporadny. Niepewności wokalne w tej oprawie się sprawdzają, a całość ma spójny brzmieniowo charakter i małą dynamikę, więc nadaje się – jak to dobre lo-fi – nawet do najgorszego biurowego soundsystemu. A skoro już spędziłem przy tej płycie tydzień nad tekstami do „Przekroju”, to może teraz rozejrzę się za brakującymi albumami z dyskografii Ashwortha.

$$$$$

Jako bonus jeszcze nagranie „White Corolla” do odsłuchu. Szefów Tomlabu nie podejrzewam o to, by chcieli mi wyrwać paznokcie za opublikowanie tego na blogu:

.

yeah_yeah_yeahs_its_blitz>>>4<<

YEAH YEAH YEAHS „It’s Blitz!”, Interscope

premiera: 13.04.09, źródło: Amazon.com

Nikt nie potrafi zrobić z miksu takiej gęstej zupy jak David Sitek. Współczesny Phil Spector, nie przymierzając. Taki to nawet fortepianowej ballady nie zrobi bez dziesięciu warstw pod spodem. W dodatku udaje mu się – mimo wysokiej kompresji i upakowania całego spektrum dźwiękowego – zachować selektywność. Dlatego wróżę mu jeszcze większą karierę producencką niż jego grupie TV On The Radio wykonawczą. Wśród wielu udanych produkcji Sitka tylko nieudana Scarlett Johansson („Anywhere I Lay My Head”) kładzie się cieniem, ale w sumie nawet tej nie mogę mu zaliczyć na minus, bo w sumie nie w brzmieniu tkwił problem. Za to wyborne Foals, ostatni0 Telepathe, a teraz Yeah Yeah Yeahs – dla mnie to jak prawdziwe bombardowanie, czyli „blitz”. A my, Polacy, jak wiadomo – co wypada sobie przypomnieć w przeddzień świąt narodowych – wiemy coś na ten temat.

Piszę o Sitku, bo Yeah Yeah Yeahs do moich ukochanych grup nigdy nie należeli. Z całym szacunkiem, są w porządku, wyróżniają się spośród grup „nowego rocka” początku wieku. No i lubię Blondie, ale żeby się zasłuchiwać… Traktowałem taką muzykę raczej użytkowo. No i podobnie by było z „It’s Blitz!”, ale brzmienie, produkcja, kop, energia, spojrzenie na lata 80. z perspektywy dzisiejszej, znacznie lepiej wyposażonej konsolety – bezcenne. No i znów motoryka tej płyty, trochę przewidywalna, ale zmuszająca do przytupywania, całkiem nieźle mogłaby się przysłużyć niejednej taśmie produkcyjnej. W każdym razie do walenia w klawiaturę bomba.

$$$$

neil_young_fork>>3<<<

NEIL YOUNG „Fork In The Road”, Reprise

premiera: 7.04.09, źródło: Amazon.com

Pewnie już każdy słyszał o tym, że Kanadyjczyk przerobił swojego 50-letniego lincolna tak, by maszyna jeździła na modnym napędzie hybrydowym? Neil Young tak się tym zaaferował, że nagrał całą płytę o swoim ulubionym aucie, przesuwając premierę boksu „Archives” na czerwiec. Znam lepsze płyty Younga z ostatnich lat, w zasadzie to prawie wszystkie były lepsze, nawet te z najbardziej pokręconymi koncepcjami („Greendale”), no i te bardzo zaangażowane („Living With War”), nie mówiąc o tych archiwalnych, które były po prostu bezkonkurencyjne. „Fork In The Road” jest ledwie średnim albumem, co w dorobku Younga sprowadza go bardzo nisko. Mimo tego, że „Just Singing A Song” mógłby być hitem na płycie innego wykonawcy, a „Light A Candle” ze świetną elektryczną gitarą hawajską ma w sobie mnóstwo klimatu. No ale Young ma w dorobku  z dziesięć płyt ze ścisłego kanonu rocka… Tu za to – jeśli jeszcze o tym nie wiecie – daje wyraz swojemu poświęceniu sprawom ekologii, a przy okazji znów śpiewa o samochodach. Nie wiedzieliście? Naprawdę?

Wartość „robocza” nowej płyty podlega dyskusji. Generalnie rzecz biorąc, powinno się miło przy tym stukać w komputer, a jeszcze lepiej – paradować w święto pracy. Problem fana NY polega jednak na tym, że na każdym kroku porównuje to do starszych nagrań, więc nie będzie mu się łatwo pracowało. Niespecjalnie chodzi tu zresztą o jakąś nowość, a melodie zaczynają się artyście troszkę powtarzać, co skłoni fana do dodatkowych kilkuminutowych zawieszek przy komputerze. Ale zaraz, zaraz, czy mówiłem już o tym, że rzecz dotyczy ekologii, przeróbki samochodu NY i ogólnie ważnych tematów społecznych? Im dłużej tego słucham, tym bardziej mam wrażenie, że z całą tą płytą chodziło o to, żeby zapamiętać właśnie tyle.

$$$

moderat>>>4<<

MODERAT „Moderat”, BPitch Control

premiera: 21.04.09, źródło: do twardego dysku mi się przykleiło🙂

1+1=1, czyli z dwóch więcej niż średniej klasy projektów elektronicznych mamy jeden więcej niż średni, wciąż bez jakiejś rewolucji, ale za to mniej więcej tak, jak byśmy się tego spodziewali (przepraszam za tę liczbę mnogą, ale mi się przy święcie uruchamia automatycznie z uwagi na dawne doświadczenia). Czyli w pół drogi, bo są tu momenty, gdy struktura piosenkowa jest czytelna jak w nagraniach Apparata, a są też takie, które duet Modeselektor mógłby zrealizować na własną rękę – a w sumie to ci trzej panowie tworzą Moderat. W dodatku w proporcjach osobowych dwóch projektów jest 2:1 i mniej więcej takie proporcje mamy na płycie, gdy idzie o te dwa wspomniane spojrzenia na elektronikę. W kawałkach instrumentalnych bywa wybornie – trochę minimalistycznych teutońskich basów kontra mroczne syntezatory przypominające odrobinę dubstep. Spośród wokalistów Paul St. Hilaire (The Bug, Modeselektor) radzi sobie (i pasuje) o niebo lepiej niż Dellé (a już na pewno lepiej niż sam Apparat, którego śpiew lubię w jego nagraniach solowych, lecz tu wprowadza atmosferę jakiejś podróbki Depeche Mode), ale też pierwsza część płyty, właśnie z utworem „Slow Match” z Hilaire’em oraz „Seamonkey” i „A New Error” wydaje się ciekawsza, choć przedostatni „No. 22” to też jeden z wyróżniających się momentów na płycie. Muzyka niemiecka od wieków pozytywnie wpływa na pracę (złośliwi dodaliby jeszcze, że czyni wolnym), więc zachęcam do tapetowania sobie Moderatem biur i redakcji z pożytkiem dla świata, tylko proszę nie oczekiwać, że ciężka praca (panowie wynajęli słynne studio Hansa, a potem jeszcze używali do obróbki jakiegoś specjalnie dla nich zaprojektowanego systemu dźwiękowego) dała w tym wypadku jakieś przełomowe arcydzieło.

$$$$$

7 responses to “Płyty do pracy na Święto Pracy

  1. BTW. David Sitek zrobił też Epkę „naszej” dziousze – Aleks and the Drummer. Polecam uwadze: http://www.myspace.com/aleksandthedrummer

  2. Dziewczę jednak lepiej wypada na nowym TCIOF niż u siebie.

  3. Na epce mi się podobała, więc jeśli ma być jeszcze lepiej, to czekam. Kiedy ma być to nowe TCIOF?

  4. cos kolo 20 maja chyba

  5. Cieszę się, że ktoś w tym kraju wreszcie docenił Foals. Nawet jeśli przyczyną miałaby być tylko osoba Davida Sitka.

  6. TCIOF bodajże 22 maja na rynku.

    @effie –> Lubię Foals nawet bez względu na Sitka.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s