Oto Noto i niezbyt wybuchowy Atom

Nie mówcie nikomu, że sprawę z poprzedniego wpisu odreagowywałem słuchając płyt z Raster-Noton, bo znowu będzie szum, że aspiruję do bycia kimś, kim nie jestem, albo że usłyszałem pierwszy raz R-N, gdy już się skończył. Oficjalna wersja (tę proszę powtarzać) brzmi tak: w nowych płytach z R-N chodzi jak zwykle o dość skrajny minimalizm, więc może chociaż ten pozwoli mi się komunikować jasno i wyraźnie. Choćby i przez moment.

Czy już mówiłem, że od tej pory w ogóle postaram się pisać jasno i wyraźnie? Tak mi dopomóż…

alva_noto_xerrox2>>>>5<
ALVA NOTO „Xerrox, vol. 2”, Raster-Noton

premiera: 26.01.2009, źródło: Amazon.com

Drugi odcinek serii samplowanych nagrań współzałożyciela Rastra, człowieka, który całe swoje poczucie humoru (znacie już tę ponura minę?) oddał za talent do pracy na mikroskopijnych próbkach dźwięków i tworzenia z nich laboratoryjnie sterylnej muzyki pełnej – paradoksalnie – cyfrowych zanieczyszczeń. Niczym Robert Johnson duszę diabłu na rozstaju dróg. Wcześniej musiał być chyba komikiem, bo tego talentu po transakcji starczyło już na kilkanaście niezłych płyt (a propos – na początek polecam serię „Trans-”), jeśli wliczyć w to wszystkie projekty poboczne i duety. Pierwsza część „Xerroxa” była zestawem potężnych tekstur dźwiękowych zbudowanych z sampli, które Nicolai dostał od hoteli i linii lotniczych. Koncentrował się na mechanizmie powielania drobnych sampli w nieskończoność. Podobnie i tutaj, tyle że za dostawców sampli tym razem robili – oprócz zwyczajowych linii lotnicznych – Ryuichi Sakamoto, Stephen O’Malley i Michael Nyman (jeśli ogoś dziwi to ostatnie nazwisko, to jeszcze bardziej zdziwi go najnowszy „The Wire”, który donosi o współpracy Nicolai z Nymanem!). Oczywiście równie dobrze Alva Noto mógł wykorzystać próbki z nagrań kogoś zupełnie innego, i tak nikt by się nie zorientował – taka już specyfika tej pracy. Nie jest to może szczytowe osiągnięcie Niemca, ale otwierający płytę „Xerrox Phaser Acat 1” i trzeci na płycie „Xerrox Soma” to mistrzostwo w dziedzinie obróbki dźwięku, po którego natężeniu i barwie nigdy by mi nie przyszło do głowy, że to może być układanka z powielonych i przetworzonych sampli.

.

atomtm_liedgut>>3<<<
ATOM™ „Liedgut”, Raster-Noton

premiera: 26.01.2009, Boomkat.com (mp3)

Zupełnie inny rodzaj sztuki manipulowania samplami opanował Uwe Schmidt, bardziej znany jako Atom Heart, Señor Coconut albo połowa duetu Flanger. To mistrz, gdy idzie o rytmiczne granie krótkimi samplami – urywki barw syntezatora albo ludzkiego głosu zamienia sprawnie w dźwięki o charakterze perkusyjnym (tyle że na „Liedgut” ma mniej okazji, by to udowodnić). Gdyby szukać bliskiego mu znanego artysty, trzeba by wskazać Matthew Herberta. Ale to „komercha” w porównaniu z Niemcem. [Co prawda to Herbert, nigdy nie zapomina o zawartości muzyki w muzyce, ale] to za Schmidtem stoi dłuższe doświadczenie. On też jest bardziej śmiałym artystą – czego dowodem „Liedgut”. Tym razem pracował przecież  dla awangardowej wytwórni Raster-Noton i mógł sobie pozwolić na szaleństwo. Wszystkim tym, którzy szukają mistrzostwa Schmidta w rozrywkowej wersji polecam choćby „Replicant Rumba Rockers”. Tutaj znajdą szczyptę porównywalnych z tamtymi melodii, ale podanych na zimno, bez latynoskiej miękkości. I sporo denerwujących zabiegów – choćby dwuczęściowy „Interferenz” z  muzycznym przetworzeniem charakterystycznych interferencji wywoływanych przez telefony komórkowe. Każdy słyszał, ale nie każdy zrobił z tego melodię. „The Wire” słusznie moim zdaniem szuka na tej płycie niemieckiego romantyzmu pomiędzy dźwiękami zakłóceń I kiedy skojarzenia z Kraftwerk wracają coraz natrętniej, w kulminacyjnym momencie, w utworze zatytułowanym „Weiβes Rauschen” gościnnie na płycie słyszymy… Floriana Schneidera, co prawda z głosem zniekształconym przez wokoder, ale w końcu takim go właśnie znamy. I razem z charakterystycznym kraftwerkowym motywem syntezatora jego głos roztapia się w tytułowym „Białym szumie”, wokół którego Uwe Schmidt osnuł doć mętną teorię dotyczącą tego albumu. Pewnie spędził nad jej tworzeniem więcej czasu niż przy tym wyjątkowo krótkim, ledwie naszkicowanym i jednak mało satysfakcjonującym albumie.

To mnie zbliża do napisania paru słów o odchodzącym (co do tego nie mam większych wątpliwości po ostatnich oświadczeniach) Kraftwerku. Jak na pewno już wiecie, Florian pożegnał się z Ralfem. Podobno Florian nie uczestniczył już w całej zeszłorocznej trasie grupy, a ponieważ w Nowej Hucie nie byłem, poratujcie wiedzą: czy tam na scenie aby na pewno stał Forian?

Dwie nowe recenzje, okrutnie skrócone w wyniku permanentnego braku miejsca na łamach, znajdziecie w „Przekroju”. Wziąłem w obronę Springsteena (link) i bardzo miło obszedłem się z nową Marianne Faithfull (płyta zeszłoroczna z coverami, która dopiero teraz wyszła w Polsce, link). Nie są to jakieś wielkie albumy, ale nie radzę ich sobie odpuszczać bez przesłuchania pierwszego utworu z „Working On A Dream” i wersji „Children Of Stone” grupy Espers wykonywanej przez Marianne Faithfull. Oceny są przekładalne na tutejszą skalę, więc Springsteen dostałby naciąganą czwórkę, a Faithfull czwórkę tak po prostu, już bez naciągania.

Weekend spędziłem w zaspach śniegu, odcięty od świata, nadrabiałem więc braki informacyjne, czytając wpis Jarka Szubrychta o polskich eliminacjach do Eurowizji oraz wywiad Mariusza Hermy z Joanną Newsom. Komentarze pod poprzednim wpisem czytam na bieżąco, ale postanowiłem jednak iść za głosem rozsądnych podpowiedzi i dalej już nie komentować.

5 responses to “Oto Noto i niezbyt wybuchowy Atom

  1. arrghhhh
    @ komercha w porównaniu z Niemcem…

    Matt ma tyle wspólnego z komerchą, że nawet przy najostrzejszym kombinowaniu (Let’s all Make Mistakes, płyty sygnowane Radio Boy) nie zapomina po prostu o muzyce i o tym, że z drugiej strony głośnika jest słuchacz; Uwe natomiast czasem zapędza się w takie regiony, że równie dobrze niektore jego kawałki (i całe płyty) mogłyby służyć za ilustrację opowiastki o drzewie upadającym w pustym lesie.
    Sorry za emo-punkowe oburzenie na słowo komercha, ale w stosunku do Herberta to się normalnie nie godzi:)

  2. @Marceli –> Fakt, że gdybym dostał „dowolną płytę Matthew Herberta” albo „dowolny album Uwe Schmidta” na bezludną wyspę, nie zastanawiałbym się ani chwili nad wyborem. Cudzysłowu tam zabrakło w sposób ewidentny, co zresztą uzupełniam.🙂

  3. oftop, bo pod przekrojem mi wywala komenty.

    ROZPOZNAJ NARKOMANA NA GŁODZIE MARIHUANY! TO MOŻE CI URATOWAĆ ŻYCIE. Nie uda ci się zobaczyć jego oczu, ukrytych za okularami, ale ale zauważysz zbielałe kostki palców, gdyż zyje w stanie ciągłego napięcia, a krok spodni sztywny od plam nasienia, ponieważ z braku okazji do prawdziwego gwałtu nałogowo uprawia samogwałt. Podczas przesłuchania będzie się zataczał i bredził. Nie uszanuje twojej odznaki. Narkoman na głodzie marihuany przed niczym się nie zawaha. Zaatakuje cię bez najmniejszego powodu, każdą bronią, jaka wpadnie mu w ręce – nawet twoją własną. STRZEŻ SIĘ. Żaden funkcjonariusz narażony na kontakt z nałogowym marihuanistą nie powinien wahać się przed użyciem siły. Jeden cios, który mu zadasz we właściwym momencie, zaoszczędzi ci wielu kontuzji i szwów. Powodzenia.

    Autentyk, wsadzony przez Thompsona do Fear & Loathing, kolportowany na posterunkach policyjnych w latach 68-70. Zgaduję, ze częsci drugiej, z pro-cytatami nie ma się co spodziewać?:)

  4. Pingback: 35 najlepszych płyt roku 2009 « CHACIŃSKI

  5. Pingback: fundacja-kaprowicz.org | Siedem piątek z Bartkiem Chacińskim (1)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s