Porcys kąsa (a raczej ssie), czyli jestem zagubionym kosmitą

Serwis Porcys poświęcił mi dwa akapity. Z właściwym sobie lenistwem pastwią się przy okazji nad Andrzejem Budą i nad paroma starymi tytułami prasy drukowanej, więc pewnie liczą na gromadne klikanie na stronę Porcysa (jak ktoś sobie chce poklikać i ich poratować, to zapraszam – z boku jest link). Panowie, możecie liczyć na moją pomoc! Zaczynają tak oto:

A skoro jesteśmy przy redaktorach, zerknijmy na stronę internetową Bartka Chacińskiego. Niezaprzeczalnie sympatyczny pan Chaciński, jest to pan, który w latach dziewięćdziesiątych na zawsze zapadł mi w pamięć jako redaktor naczelny „Kaczora Donalda”, które to pismo czytałem jeszcze w zerówce.

Oho, pierwsze zdziwienie. Bo nigdy nie byłem redaktorem naczelnym „Kaczora Donalda”. Ale gdybym wiedział, że przyszli redaktorzy Porcysa się na tym tytule wychowują, na pewno bym na to stanowisko aplikował, choćby w trosce o wychowanie panów Zagroby i Konatowicza podpisanych pod tekstem. Osobników mi nieznanych, więc nie wiem, czy dalej mam być sympatyczny. Tym bardziej, że nie wiem również, z kim mam w istocie do czynienia. Na górze podpisany jest bowiem tylko Konatowicz, a na dole obaj.

W każdym razie potwierdza się twierdzenie o tym, że tak do 8-9 roku życia mamy kompletnie wykręcone wspomnienia. Otóż pracowałem przez pół roku w zupełnie innym tytule komiksowym, „Świecie Komiksu” – dla trochę, a chwilami nawet dużo starszych. W każdym razie nie dla zerówkowiczów. I nie jako redaktor naczelny, tylko sekretarz redakcji. Ale czytajmy dalej.

Potem bodaj (mogę się mylić!) zajmował się literaturą, by później pisać o prog-rocku w „Tylko Rocku”, a następnie o tym i owym w starej „Machinie”.

Brzmi tak, jakbym pisał książki, tymczasem pisałem o książkach i muzyce. Nie było wtedy Porcysia, więc uderzyłem do tak zwanych mainstreamowych mediów. Prog-rock jako uproszczenie daruję kolegom, którzy – jak wiemy z uwagi powyżej – wychowywali się niechybnie na punku, więc pewnie wszystko poniżej punka im się zlewa.

Ale koniec tego, bo dalej jest najlepsze.

Wkrótce odkrył internet, pitchforkmedia.com, dołączył do redakcji „City Magazine” i zaczął udawać, że się zna.

Kurczę, dlaczego dopiero wkrótce? Ja już wcześniej udawałem, że się znam. Udawanie czegokolwiek to moje hobby. Kiedyś nawet udawałem redaktora Porcysia, ale okazało się, że nie spotkało się to z życzliwym przyjęciem otoczenia. W jakieś dziesięć lat po odkryciu Pitchforka (którego czytałem jeszcze na papierze, jako dodatek do „Dziennika Ludowego”, ale o tym pp. Zagroba & Konatowicz mogą nie pamiętać) kupiłem sobie (i przesłuchałem, z pomocą pewnego kolegi, który dwukrotnie aplikował do Porcysia, ale nie wpuścili go, bo miał 50-procentową utratę słuchu i nie odróżniał Les Savy Fav od Savage) pierwszą płytę. A internet odkryłem jeszcze później. Opowiedziała mi o nim mama i stopniowo, krok po kroku, wprowadzała w kolorowy świat mądrych serwisów i starannie wyedukowanych redaktorów. Dziś zgromadziłem już trzy zakładki. Jedna z nich to Porcys. Pitchforkmedia to oczywiście pozostałe dwie. Na wszleki wypadek – gdyby jedna się za bardzo zużyła od klikania.

Obecnie, jak pewnie wszystkim wiadomo, jego niezmiennie i niezmiernie poczciwa twarz ozdabia felietony w „Przekroju”, gdzie też oczywiście publikowane są jego recenzje muzyczne. Wtem pan Bartek tak już się oswoił z siecią, że aż prowadzi popularnego bloga. Poczciwego, nudnawego, czasami zaskakująco wręcz żenującego. Jeśli chodzi o grudniowe notki, to i śmieszno, i strasznie jest. Mimo całej poczciwości i bezpretensjonalności pana Ch., nie sposób zrozumieć CZEMU WŁAŚCIWIE TEN CZŁOWIEK JEST AUTORYTETEM W DZIEDZINIE MUZYKI. Porównać That Lucky Old Sun do powrotu The Eagles? Da się. Oskarżyć Deerhoof o „brak powtarzalności” (JAKBY NIE O TO WŁAŚNIE CHODZIŁO)? Jasne.

Uwaga, będę udawał. Upadek Wilsona nie jest ani straszny, ani śmieszny. Po prostu jest dość oczywisty, biorąc pod uwagę, ile czasu spędził nad nową płytą w porównaniu z poprzednią. Gdyby nie to, że staram się zachować przed światłymi redaktorami P. choć odrobinę twarzy, powiedziałbym nawet, że jest gorsza o The Eagles. Chociaż prawda, czytałem dobrą recenzję tej płyty w jednym takim serwisie internetowym… Coś mi się nawet nazwisko kojarzy. Ale tym Deerhoofem to mnie zabiliście. Co za argument! Jaki kaliber monstrualny. Młot na dyletanctwo. Kurza twarz! Jak ja teraz w oczy spojrzę żonie. No ale rozumiem, że teraz „Chaciński Watch” się dopiero zacznie* i Porcys pójdzie po know-how do Kominka…**

Z grozą czytałem dalej.

No i oczywiście pozostaje sprawa Pitchforka, który wyskakuje u Chacińskiego jak Żydzi u Budy – często i niespodziewanie. Weźmy to: „Kurczę, kiedy ja ostatnio zgadzałem się z Porcysem? Grunt, że w tym wypadku mi to kompletnie nie przeszkadza. Lepsze to niż zgadzać się z Pitchforkiem w każdym razie” – rozumiem, że to jakiś obciach w środowisku Szubrychtów i Hawryluków lubić na przykład Person Pitch?

Aaaaaaa. Znów zostałem źle zrozumiany. O mój Boże, tyle pracy, tyle pisania i nic. Poza tym rozszyfrowali mnie – po raz kolejny znaleźli nazwę Pitchfork na moim blogu. O, grzechy młodości… Co ja zrobię… (dłuższa chwila zastanowienia) Zapytałem mamę i mi powiedziała, że jest taka strona Google i że jak się do niej wpisze adres dowolnej strony i jakieś hasło, to wyskoczy odpowiedź pokazująca, jaka jest problematyka tej strony. Właśnie wpisałem „dupa” i „Porcys.com”. I wiecie, ile mi wypluło rezultatów? 941. Doktorze, czy to już obsesja?

Co do tych Żydów, to lepiej zapytam znajomego Żyda, czy mam się śmiać czy nie. Żydzi znają się na dowcipie, a ja tego jednego kompletnie nie czaję. A Szubrychtowi i Hawrylukowi dajcie spokój. Znacie może Wujka Cięta Riposta? No, bo tak się składa, że to nasz wspólny wujek jest.

Ale lepszy jest ten fragment: „Zagubiony kosmita, gdyby przyleciał na naszą umuzykalnioną planetę i zebrał recenzje z prestiżowych magazynów (na pewno ktoś życzliwy szybko wskazałby mu Pitchforkmedia) z ostatnich lat, z całą pewnością uznałby ich za jeden z najważniejszych zespołów współczesnego świata”. Hm?! Apeluję do redaktora Chacińskiego, żeby zachował się jak mężczyzna i już odpuścił temu nieszczęsnemu PFM-owi, który mu zawinił tyle, że inni znali go wcześniej. Chyba, że zagubiony kosmita to sam pan Bartek. Na koniec polecam to, kultowe już, pewnie znacie, ale pominąć się nie da. Więcej kwiatków nie wychwycę, bo tego magazynu fizycznie nie da się czytać w formie w jakiej jest publikowany. Way to go! –Michał Zagroba & Łukasz Konatowicz

To Pitchfork to nie Porcys? Bo mi się te zakładki pomyliły jakiś czas temu i… No dobra, Chłopaki (jeśli mogę tak się zwrócić do Redaktorów Porcysia), jeśli nie jesteście w stanie wychwycić w tym cytowanym zdaniu aluzji do samych siebie i nie jesteście w stanie przeczytać jeszcze raz swojego tekstu ze zrozumieniem i zobaczyć, jak absurdalna jest taka gadka u przedstawicieli nieoficjalnego polskiego fan-klubu PFM, to chyba naprawdę przestanę udawać, że się znam, bo po co? Widzę, że lekcje angielskiego mieliście już od przedszkola, ale gdzie wyście byli, kiedy wynaleziono ironię, co?

Ale przecież wiem już – czytaliście „Kaczora Donalda”. Żaden powód do kompleksów w sumie. Jeśli na przyszłość będziecie grzeczniejsi, mogę Wam załatwić numer „KD” z autografem naczelnego.😉

PS Niniejszy wpis został wygenerowany przez automatyczne narzędzie
WordPressa pod nazwą Polemizator. Autor tego bloga oczywiście nie byłby w stanie stanąć
na wysokości zadania, jakie wyznaczyli mu pp. Redaktorzy. Starość, jak to się mówi, nie radość.

* Ma to dobre strony. Z racji wspólnego w tej sytuacji położenia
Andrzej Buda może mi wreszcie dać spokój

** Rozpala mnie na samą myśl. Stare kości lubią ciepło.

67 responses to “Porcys kąsa (a raczej ssie), czyli jestem zagubionym kosmitą

  1. porcys pfffffffff! litosci

    wszystko.

  2. w sumie to dość chujowa ta riposta.
    pzdr

  3. i nawet do piany się przyczepili!

  4. To mi przypomina dlaczego nie wchodzę na porcysa. Każda recenzja jest bardziej wydumana niż cała „Gra w klasy” Cortazara.

  5. hm, jesli ktos mnie kojarzy z forum porcysa (mimo iz moje posty sa tam stale usuwane) – bywam tam dla rozrywki, jakiej dostarcza mi czytanie postów oraz (bardzo rzadko) niektorych tekstow panow redaktorow. przeglad prasy przeczytalam i nawet niezle sie bawilam, ale dopiero panska riposta to prawdziwa impreza😀 gratuluje, elegancko im pan, za przeproszeniem dosral😉

    ps. komentarz siedemnatski mozna zignorowac, wpadl tu tylko zareklamowac swoj nowy, dosc chujowy blog.

  6. siedemnastka

    nie no paulina.

    po prostu nie dostrzegam tu żadnego „eleganckiego dosrania”.
    raczej silenie się na marną ironię i luz

    samo w sobie powtarzane w powyższej ripoście „porcysia” zamiast „porcysa” jest ewidentnie słabe

    (tym razem bez reklamy)

  7. Dzięki za słowa pocieszenia, pozwolą mi w kaszlu i reumatyzmie przetrwać te kilka miesięcy w zdegenerowanym świecie papierowych mediów.😉

    Co do bloga Siedemnastki – byłem, widziałem. Dobry start, ale uważam, że skończyło się na pierwszym wpisie.

    Przy okazji – ja naprawdę nie wiem, o co chodzi z tym Porcysiem. Myślałem, że jak będę zmiękczał z polska, to będzie miłe.

  8. Trzeba było nastawić drugi policzek.., Wie pan ze u nas na wsi jak chce się kogoś przezwać, bo się wywyższa to chopaki nazywają go „porcysiem”

  9. no cóz, Kubusiu (<– jaaaaaa zobaaaaa, to tez jest slabe, nieee?), moge ci tylko powiedziec na pocieszenie, ze z tego sie wyrasta – jak slusznie napisala „c.d.” na forum. samo w sobie uzywanie slowa „chujowe” w takiej dyskusji jest przywilejem chyba wylacznie nastolatkow. gdy troszke podrosniesz, inaczej spojrzysz na to wszystko, a wtedy nic juz nie bedzie chujowe🙂
    pzdr

  10. To by się zgadzało. Słowo „chujowe” pojawiło się na tym blogu wraz z pojawieniem się człowieka o pseudonimie Siedemnastka

  11. Bartek, po co? To znaczy z jednej strony rozumiem, bo pewnie sam bym nie wytrzymał, gdyby ktoś aż tak słabo (w sensie niekonstruktywnie i nieśmiesznie) coś napisał na mój temat, ale chyba lepiej dać se siana.

  12. siedemnastka

    no cóż paulina
    w wieku 29 lat spamowanie forów internetowych, z których jesteś stale usuwana jest trochę bardziej dziecinne niż użycie słowa „chujowe”
    pzdr

  13. A tak swoja droga to przydałoby się lepiej zanalizować te wszystkie serwisy muzyczne, które wiedza najlepiej.. Słabi mnie to, nawet gdyby redaktor Ch, był specjalista od rocka progresywnego to, co z tego? Blog to twoja osobista przestrzeń i chuj ci do tego!!! Inna sprawa to serwis muzyczny czy portal, to ma służyć ludziom a nie tylko redaktorom i w tym kontekście można i nawet trzeba poddawać go krytyce.

  14. @Hennessy –> No cóż, masz rację, ale jednocześnie dotknąłeś sedna. Ostatnio naprawdę czuję się jak staruszek. I naprawdę niejedno mam sam sobie do zarzucenia. Ale jeśli ktoś podchodzi do tego w tak cienki sposób, to jest to, prawdę mówiąc, bardziej osłabiające niż mój stary zatarg z Kominkiem.
    A tak naprawdę chciałem sprostować informację jakobym był redaktorem „Kaczora Donalda”. Przecież nie będę z siebie robił idioty i wysyłał sprostowań do redakcji Porcysia🙂

  15. Kubusiu, teraz to mi dowaliles dodajac mi te 2 lata!:/

  16. Swietny tekst i świetna riposta na tekst Porcysa (Porcysia:-D)!
    A tak zupełnie poważnie to wydaje mi się, że redakcja Porcysa cierpi na narcyzm i wybujałe ego. Odnoszę wrażenie iż oni uważają się za JEDYNYCH fantastycznych, najlepszych, najwspanialszych recenzentów i redaktorów. Ja natomiast chciałbym im przekazać, że to nie PRL i w Polsce obowiązuje wolność wyrażania poglądów, także na tematy muzyczne (zapewne o wolnej Polsce w Kaczorze Donaldzie nie było…) . Oczywiście każdy może nie zgadzać i to jest fajne ale ważne aby nie robił z tego drugiego idioty.
    Redaktorzy Porcysa (Porcysia) na siłę starają się zwrócić na siebie uwagę manipulując faktami i wymyślając niestworzone historie (myślą o robocie w „Fakcie”?;-P)… Moim zdaniem jest to taktyka chybiona ale zapewne redaktorzy Porcysa (Porcysia) od zawsze marzyli o wpisie na Twoim blogu więc można powiedzieć, że ‚Zadanie zostało wykonane!’;-)
    Tobie życzę nadal dobrego humoru i chęci do pisania tego co myślisz a nie tego co ‚powinieneś’ (wg Porysa) myśleć. Naprawdę nie ma się kim przejmować i o kim pisać…

    Pozdrawiam,
    pan-audytor

  17. Ach, jakżeż kocham internetowe czy prasowe spory. Dla nich wręcz żyję. Ten jednak wypadałoby trochę upikantnić, bo faktycznie riposta wypadła cokolwiek blado. A raczej porcysowe, hm, zarzuty? były na tyle nędzne (coś jakby „buu, ale dlaczego ktoś poza nami śmiał zająć kawałek sieci?), że idealną odpowiedzią wydaje mi się – zamiast trochę przydługiego sprostowania – na przykład jakaś durna opowiastka na wzór ich niektórych recenzji (czy znów pomyliłam Porcys z innymi znawcami?), koniecznie z przecinkami w dowolnych miejscach i suto okraszona wstawkami typu „all your base are belong to us”.
    Oczywiście można też pozostawiać takie oszczerstwa bez odpowiedzi. Po wielkich literach w porcysowym tekście widzę, że autor i tak jest już na krawędzi łez.

  18. squeaky. ricky

    Nie, riposta wcale nie jest świetna. Jej tu w ogóle nie powinno być, nawet jeśli byłaby przednia, tamten tekst po prostu nie zasługuje na zawracanie sobie nim głowy.

  19. Panie Bartku, rzeczywiscie – po co? Szkoda czasu i nerwow. Czytam zarowno Pana i jestem wdzieczny, ze ktos taki jak Pan odkrywa i przybliza tak niepopularna muzyke w tak mainstreamowym pismie jakim jest Przekroj. Czytam tez Porcysa. Tylko, ze tam latwiej sfrustrowanym chlopcom wyzywac sie, bo sa anonimowi.
    Jak taki Siedemnastka madry, to niech sam zalozy bloga i probuje…choc poziomem siegnac do piet niektorym (w tym Panu). Pozdrawiam i apeluje: niech Pan robi swoje!

  20. Abstrahując od mojego zdania w temacie – utożsamianie każdego kto pisze na Porcys z każdą opinią jaka pojawia się w tym serwisie jest trochę debilne, bo to nie działa tak, że wszyscy myślą jednakowo i się pod wszystkim podpisują. I jest tak bez wątpienia w każdym serwisie, gazecie, czymkolwiek.

    Poza tym „sfrustrowani chłopcy z Porcys” nie są anonimowi, bo przecież podpisują się swoimi imionami i nazwiskami, a nie pseudonimami. Podobnie jak każda osoba, która gdziekolwiek pisze.

  21. @Łukasz Halicki –> Co do Porcys, pełna zgoda – znam paru bardzo dobrych autorów, którzy współpracowali/współpracują z tym serwisem. Niektórych nawet osobiście.

    @El Topo, squeaky ricky, pan-audytor, jakuzz –> Tak jak napisałem już wyżej w komentarzach – nie lubię, gdy jakieś nieprawdziwe informacje na mój temat wiszą w sieci. Stąd reakcja.

  22. jest flejm, padaja kolejne komenty i inwektywy. i o to chodzi o to chodzi. a przy okazji uajawnilo sie kilku czytelnikow.

  23. A może to właśnie jest sposób na rozruszanie nieco strupiałego ‚środowiska’ ludzi piszących o muzyce w PL? Jakby się Dejnarowicz z Księżykiem nie wadził, to bym przecież jego płyty nawet nie zauważył (i byłbym szczęśliwszy); jakby Pan Redachtor się nie kłócił z Porcysem, to nie miałbym okazji się spytać, czemu, kurde Świat Komiksu zniknął, nie kończąc paru naprawdę niezłych serii, co się tam ukazywały?

  24. Oh, rzeczywiście, flejm aż miło. Miło się ogrzać przy tym ogniu.
    Lekko niewyspanym okiem patrząc (a takie niewyspane oko najlepiej widzi brzytwę rzeczywistości, bo skoro niewyspane, to nie reaguje tak szybko na jej zbliżanie się w celu przekroju gałki jego jak wypoczęte, a zatem widzi brzytwę ową z mniejszej odległości):
    Panie Bartku, Pana problemem jest, że je Pan zbyt sympatyczny. Miły i inteligentny z Pana gość, ale wrażenie niegroźne sprawiający. No to co? No to zabieramy telefon gnojowi, plujemy na kurtkę i wywalamy z naszego autobusu nocnego. Przecież lamus jakiś, niegroźny.
    Ale prawda jest inna. „Ataki” Starych Singers odnoszą się bardziej do autorów przeglądu z Porcysa. Wypękane chłopaki chyba, co by chciały w lustrze widzieć połączenie Vina Diesla z Derridą. A patrzeć się chyba boją. I komórek też nie koszą. Pewnie słuchają „Spirit” po kryjomu, żeby nie było.
    Niewyspane oko się budzi i nie chce nawet czytać tego co palce właściciela właśnie wypruły.
    Żartem trzeba, ich, nas i siebie.

  25. Taaak, „recenzenci recenzentów”… Uważasz, że zrobiłbyś (zrobiłabyś) to lepiej? No to zrób! Po prosu zrób, a nie poprzestawaj na złośliwych komentarzach. Niech będzie choćby i z tysiąc dajmy na to recenzji danej płyty, a ludzie niech sobie sami wybierają (myślą samodzielnie). Nie ma jednej oficjalnej linii i stanowiska, każdy pisze wg swojego uznania i nie ma zobowiązań wobec ludzi „którym wydaje się, że musi być tak i tak”. Nie, Tobie się tak wydaje. A skoro tak, to siądź i napisz. Po prostu.

    Jedna z największych słabości Internetu? Anonimowość. Ludzie niekiedy nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa przez tą anonimowość właśnie.

    Generalnie dziwny klimat UPR zapanował w części środowiska zajmującego się muzyką alternatywną – „jesteśmy młodzi, radykalni, znamy się najlepiej, nie znosimy głosów sprzeciwu, nie przyjmujemy do wiadomości tego, że możemy się różnić, obrażamy innych”. Przykre, bo w tym momencie kończy się dyskusja.

  26. @Marceli Szpak –> W sumie trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo wcześniej ja zniknąłem ze „Świata Komiksu” (po 6 numerach uciekłem do prasy niekomiksowej). Pismo od samego początku miało problemy – mimo niewielkich kosztów (relatywnie tanie francuskie i belgijskie serie, dobry dostęp do amerkańskich) trafiło w jakiś martwy punkt rynku – ani tylko dla całkiem dorosłych (jak seria komiksowa „Swiata Komiksu”, która dzięki dorosłemu odbiorcy trzyma poziom i na szczęście ciągle wychodzi – dorośli mają pieniądze nawet na drogie i dobrze wydawane albumy), ani dla zupełnie małych (którym rodzice kupują gazety, więc to żyła złota).

    @lewar –> Wszystko się zgadza. „Ataki” – bomba, przypomniałem sobie przy okazji

  27. Odnosząc się znowu do paru wypowiedzi powyżej – zawsze mnie śmieszyła reakcje na krytykę czy głosy w różnych dyskusjach w stylu „Uważasz, że zrobiłbyś (zrobiłabyś) to lepiej? No to zrób!”. Przecież jak napiszę, że przykładowo, jakiś film mi się nie podoba, to nie znaczy od razu, że nakręciłbym lepszy. Mam prawo do własnej opinii bez względu na to kim jestem i czym się zajmuję. Oczywiście dopóki jest to opinia (krytyka) w miarę rozsądnie uargumentowana i uzasadniona. Inną sprawą jest jak inni ją odbiorą, ale też od poziomu odbiorcy zależy jego reakcja.

    I żeby nie było – w żaden sposób nie odnoszę się tutaj do tego tutaj do poziomu i treści tego tutaj „beefu”.

  28. Łukaszu, kiedy recenzent nie krytykuje muzyki, filmu czy książki, ale recenzje innych – wtedy „zrób to lepiej!” jest jak najbardziej na miejscu. Tak jest w każdej dziedzinie: gdy partia opozycyjna krytykuje rządzącą, tamta ma prawo odpowiedzieć: pokażcie, co wy zrobiliście w swoim czasie (co innego wyborca). Podobnie gdy filmowiec krytykuje innego za kiepską akcję (co innego widz), albo gdy dentysta wyśmiewa innego za fuszerkę (co innego klient).

    Recenzje recenzji to pomysł sam w sobie niegłupi, ale wypadałoby go jakoś porządnie zrealizować i przekonać czytelnika, że sam potrafisz pokazać jak to robić należy. Choćby jakością samej tej „recenzji recenzji”.

  29. Nie zaprzeczę, że może i jest w tym trochę racji.
    Jednak dopóki taka recenzja recenzji nie ogranicza się do podjazdów osobistych i głupich przytyków, uważam, że z grubsza każdy kto w miarę się orientuje w temacie, ma prawo (o ile czuje taką potrzebę) do krytyki swoich „kolegów po fachu”. W moim odczuciu jest to kwestia profesjonalizmu i osobistego podejście do tego co ja robię, bądź też inni.

    I może faktycznie najważniejsza jest tu kwestia jakiejś tam uczciwości, co bardziej przemawia za Twoim punktem widzenia.

  30. Haha! A ja odkryłem dzięki ripoście, że też i mi Panowie z Porcysa dowalili (pragnę podkreślić, że znowu). Przeurocze toto, przeurocze. Może trzeba jakiś klub założyć, proponuję nazwę: „zgnojeni przez Porcysa”. Łączmy się, róbmy coś! No przecież trzeba jakoś walczyć, bronić się, bo zniszczą, pozbawią ludzkich odruchów, zamienią w warzywa niezdolne do egzystencji.

  31. ale ssiecie pałkę. porcys rulez.

  32. Pomijając fakt, że polemizowanie z kolesiami z Porcysa ich niepotrzebnie dowartościowuje, mam wrażenie, że przyjmujesz ich optykę. Jakby to pisanie w połowie lat 90. (zdecydowanie najlepszy okres tej gazetki) do Tylko Rocka, i to o art-rocku i gatunkach pokrewnych, było czymś, z czego należałoby się tłumaczyć.

  33. Tuwim Julian

    Ptasie radio

    Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
    Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
    Proszę, niech każdy nastawi aparat,
    Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:
    Po pierwsze – w sprawie,
    Co świtem piszczy w trawie?
    Po drugie – gdzie się
    Ukrywa echo w lesie?
    Po trzecie – kto się
    Ma pierwszy kąpać w rosie?
    Po czwarte – jak
    Poznać, kto ptak,
    A kto nie ptak?
    A po piąte przez dziesiąte
    Będą ćwierkać, świstać, kwilić,
    Pitpilitać i pimpilić
    Ptaszki następujące:

    Słowik, wróbel, kos, jaskółka,
    Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,
    Szczygieł, sowa, kruk, czubatka,
    Drozd, sikora i dzierlatka,
    Kaczka, gąska, jemiołuszka,
    Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
    Wilga, zięba, bocian, szpak
    Oraz każdy inny ptak.

    Pierwszy – słowik
    Zaczął tak:
    „Halo! O, halo lo lo lo lo!
    Tu tu tu tu tu tu tu
    Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
    Tijo, trijo, tru lu lu lu lu
    Pio pio pijo lo lo lo lo lo
    Plo plo plo plo plo halo!”

    Na to wróbel zaterlikał:
    „Cóż to znowu za muzyka?
    Muszę zajrzeć do słownika,
    By zrozumieć śpiew słowika.
    Ćwir ćwir świrk!
    Świr świr ćwirk!
    Tu nie teatr
    Ani cyrk!

    Patrzcie go! Nastroszył piórka!
    I wydziera się jak kurka!
    Dość tych arii, dość tych liryk!
    Ćwir ćwir czyrik,
    Czyr czyr ćwirik!”

    I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać,
    Ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać,
    Że aż kogut na patyku
    Zapiał gniewnie: „Kukuryku!”

    Jak usłyszy to kukułka,
    Wrzaśnie: „A to co za spółka?
    Kuku-ryku? Kuku-ryku?
    Nie pozwalam, rozbójniku!
    Bierz, co chcesz, bo ja nie skąpię,

    Ale kuku nie ustąpię.
    Ryku – choć do jutra skrzecz!
    Ale kuku – moja rzecz!”
    Zakukała: kuku! kuku!
    Na to dzięcioł: stuku! puku!
    Czajka woła: czyjaś ty, czyjaś?
    Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś, to wyłaź!
    Przepióreczka: chodź tu! Pójdź tu!
    Masz co? daj mi! rzuć tu! rzuć tu!

    I od razu wszystkie ptaki
    W szczebiot, w świegot, w zgiełk – o taki:
    „Daj tu! Rzuć tu! Co masz? Wiórek?
    Piórko? Ziarnko? Korek? Sznurek?
    Pójdź tu, rzuć tu! Ja ćwierć i ty ćwierć!
    Lepię gniazdko, przylep to, przytwierdź!
    Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
    Gniazdko ci wiję, wiję, wiję!
    Nie dasz mi? Takiś ty? Wstydź się, wstydź się!”
    I wszystkie ptaki zaczęły bić się.
    Przyfrunęła ptasia milicja
    I tak się skończyła ta leśna audycja.

  34. hmm… ja bym gówna nie tykała bo śmierdzi. choć w sumie wtopy typu „naczelny Kaczora Donalda” aż się proszą o komentarz.

  35. Każdy, kto źle wypowie się na temat redaktora „Ch” na pewno „nie kocha własnej matki”
    Kaczor Donald

  36. O kurcze, nawet nie wiedziałem, że istniało takie pismo jak Kaczor Donald!!!! ma ktoś może tego skany?? transgresja na maxa…
    co do porcysia to korzystam często – w zalewie dużej ilości płyt na rynku jest swoistym drogowskazem : wysoko oceniane płyty=nie kupować!!!
    zresztą porcyś-boys chyba do tej pory słuchają płyty kid A w zaciemnionym pokoju z różową żyletką w ręku rozmyślając o sensie życia…
    no ale kaczor donald wymiata!!!!

  37. @pinio
    Istnieje nadal. Na początku lat 90tych Egmont wydawał pismo „Mickey Mouse”. Komiksy disnejówki. Potem zróbił się z tego „Kaczor Donald”. Po drodze „Gigant”, disnejówki na grubo. Wtedy na początku 90tych kupowało się wszystkie komiksy z kiosku, TM-Semici i „Mickey Mouse”:) Punisher vs Goofy

  38. @gigant

    o tej pory mam gdzies w garazu odlozone te giganty. swiat komiksu tez kupowalem, ale jakos szybko przestalo mi podchodzic, bo cartoon network zaczelo dominowac.

  39. właśnie wiadomo.

    gdyby B. Chaciński rzeczywiście był redaktorem kaczora donalda w przeszłości, nigdy do głowy nie przyszłoby mi użycie przekleństwa na jego blogu!

    prenumerata kaczora donalda = 33% moich wspomnień z dzieciństwa.

    „kaczor donald, więc jestem”

  40. ten konflikt mi wisi, ale ta riposta jest zdecydowanie żałosna. przecież ta ‚ironia’ i ‚luz’ tekstu jest bardzo na poziomie gimnazjalnym. nie spodziewałbym sie :0

  41. Chciałem bardzo przeprosić za podanie nieprawdziwej informacji o byciu redaktorem naczelnym „Kaczora Donalda”. Zdanie: „potwierdza się twierdzenie o tym, że tak do 8-9 roku życia mamy kompletnie wykręcone wspomnienia” jest jedynym, z riposty, z którym mogę się zgodzić. Jako bardzo młody (ale już nie zerówkowicz) człowiek namiętnie czytałem „Świat Komiksu” i coś mi się musiało ponakładać. Jeśli zaś chodzi o te tematy bardziej subiektywne, zapraszam na maila redakcyjnego, gdyż nie widze sensu w dyskutowaniu na forach / w komentarzach.

  42. ykhm…
    Ogłaszasz tekst publicznie i nie widzisz sensu publicznej dyskusji?
    Nie chciałbyś może zostać posłem?

  43. @Łukasz Konatowicz –> Za „Kaczora…” się nie obrażam, chęć sprostowania faktu nie powoduje, że muszę się przy okazji gniewać.🙂

    Ale skoro już zaczęliśmy dyskusję w ten publiczny sposób, to w ten sam sposób ją skończmy. We wpisie nazwanym tu „ripostą” (niesłusznie – od ripost to jest wspomniany Wujek) pozwoliłem sobie trochę pożartować, ale wcale nie po, by uciec od sedna.
    Bo co do „reszty tematów”, to nie są to rzeczy subiektywne, przeciwnie – odnoszą się do sensu tekstów. OK, można mi na pewno zarzucić, że piszę w sposób zagmatwany, ale w tych konkretnych wypadkach wystarczyło moim zdaniem przeczytać uważniej.

    O Brianie Wilsonie napisałem:
    „Raczej już typowy średni pod względem siły przebicia album powracającej gwiazdy sprzed lat, coś jak The Eagles niedawno temu”

    Tłumaczę: W tym zdaniu porównuję poziom tej płyty („średni pod względem przebicia…” i tak dalej), a nie stylistykę, Boże broń. Poziomu nie wolno porównywać?

    O Deerhoof napisałem:
    „To mocny drugoligowy zespół, który – choć na każdej płycie ma genialne momenty – cierpi na brak powtarzalności i wydaje albumy tyleż wariackie, co po prostu nierówne”.

    Tłumaczę: Tu chodzi mi o brak powtarzalności klasy nagrywanych płyt (wydaje mi się to w miarę oczywiste), a nie stylistycznej. Nie znam wykonawców, którym chodzi o wydawanie nierównych płyt.🙂

    Co do Pitchforka – sam odniosłem się do niego 5 razy (przed chwilą sprawdziłem) w ciągu półtora roku istnienia bloga. Za każdym razem w kontekście ironicznym.

    Subiektywnie – o wartość, jakość, styl itd. – to my się możemy sprzeczać, choćby i mailowo, ale jak już się dobrze zrozumiemy. Czyli mam nadzieję, że mniej więcej teraz.

  44. @Szubrycht –> Biorę sobie do serca, ale dzięki Tobie nikt teraz nie powie, że napisałem najdłuższy komentarz pod własnym wpisem.🙂

    @Wiadomo –> Mam rosnące problemy z zaakceptowaniem własnego wieku, więc Twoja uwaga mnie ucieszyła.

  45. Ale to nie było do Ciebie, a już na pewno nie przede wszystkim do Ciebie🙂
    Swoją drogą, podziwiam Twoją cierpliwość i wytrwałość w szukaniu kompromisu. W środowisku Szubrychtów (nie wiem jak Hawryluków) inaczej się te rzeczy załatwia😉

  46. Panie Bartku. Porcys-fight-boys (są chyba kilka lat młodsi) zazdroszczą Panu, że ma Pan możliwość publikacji swoich opinii o muzyce w ogólnopolskim piśmie. Też by chcieli, ale się nie postarali i walczą tylko w Internecie.

    Założę się, że nie spodziewali się reakcji na blogu, stąd próba sprowadzenia dyskusji do wymiany maili. Kojarzy mi się to z sytuacją, gdy mały dzieciak dogaduje starszym, dogryza im, starsi ignorują, ale gdy zareagują młodzi lecą do mamy i próbują sprawę zatuszować. Brak im „odwagi cywilnej”.

    Za jakiś czas dowiemy się, że „to wszystko żarty, nikt nie zrozumiał dowcipu, jesteśmy wyluzowani, nic nie kumacie”. Oni są tam tak wyluzowani, że mogą pisać jedno, myśleć drugie, a mówić jeszcze co innego.

  47. nie no. gadanie, że ktoś komuś zazdrości czegoś jest STRASZNIE śmieszne i dziecinne.

    przy czym jak na razie Chaciński 4:3 Konatowicz

    pierwszy traci, bo walnął totalnie drętwą ripostę, której nawet nie chce ripostą nazwać i też nie zrozumiał *części* wypowiedzi i intencji (zakłądając, że ja je rozumiem) drugiego. i bo nie był jednak redaktorem kaczora donalda (żart!)

    drugi traci, bo zaczął temat, więc powinien wykazać się silniejszymi podstawami. bo dokonał nadinterpretacji *części* wypowiedzi pierwszego, pisząc trochę pod obraną tezę. bo nie wiem czemu chce przechodzić z dyskusją na drogę mailową.

    przy czym dla mnie sprawa błaha jakby. nie rozumiem całej afery. 20% opinii porcysa jest bardziej kontrowersyjnych od tego co napisał łukasz. nie widzę też niczego strasznego w tym, że porcys krytykuje na swojej stronie innych dziennikarzy.

    jednocześnie rozumiem, że bartek chaciński chciał jakoś tam odeprzeć jakiś tam atak
    yo

  48. siedemnastka

    bardziej 4:4 może jednak, ojej

  49. strasznie slabe to nakladanie na wszystkich zbiorowej odpowiedzialnosci -porcys mysli, porcys powiedzial. kto to jest ten porcys? jakis niecny internetowy anonim? skoro juz ustalilismy, ze serwis nie rowna sie zadnej osobie, ktora sie w nim udziela, to badzmy moze konsekwentni i na przyszlosc piszmy, ze cos zrobil ktos, a nie pan porcys czy pan przekroj.ok?
    z krytykowaniem ‚kolegow po fachu’ – nie widze w tym nic bulwersujacego. zalezy jak sie to robi. oczywiscie to delikatna sprawa i trzeba uwazac, zeby nie popasc w syndrom sary may(odsylam na pudelka), ale samo w sobie jak najbardziej dopuszczalne dla mnie.
    aha i ja akurat nie jestem fanką tego slynnego komentarza lukasza k o tym blogu.

  50. hihi ile znajomych twarzy.

    bez przesady, normalne jest, ze mowimy ze cos tam „napisala wyborcza/przekroj/porcys/pudelek/andrzejbuda”, ale mowienie tego nie oznacza zalozenia, ze wszyscy piszacy dla gazety/strony/agendy gdzie dana opinia byla zamieszczona sie z nia zgadzaja. porcys jest strona, na ktorej dana opinia zostala zamieszczona. sama odsylasz do pudelka, a nie do autora konkretnej notki.

  51. no jeszcze tu zosi brakowało. pół porcysa tutaj.

  52. taktak, juz moze sie przyznajmy ze to taka umowa miedzy nami zeby nawzajem nabijac sobie ogladalnosc;>>
    emmanuelle> chyba to jasne ze chodzilo mi o konkretna sytuacje ‚stawiania zarzutow’ lub w ogole oceniania zawartosci

  53. Sam fakt, że na Porcysie tyle uwagi poświęca się krytykowaniu innych ludzi piszących o muzyce, a nie samej muzyki chyba wystarczająco świadczy o poziomie tego portalu. Podnoszenie własnego ego przez deprecjonowanie innych jest żenujące i tyle, bez względu na to czy ma się rację czy nie.

  54. wujek jasiek

    eee wbrew pozorom na porcys sa calkiem kumaci mlodzi ludzie. zaprosic paru redaktorow do hch, pogadacie se na luzie o muzyce.

  55. Łukasz Konatowicz

    O Brianie Wilsonie napisałem:
    “Raczej już typowy średni pod względem siły przebicia album powracającej gwiazdy sprzed lat, coś jak The Eagles niedawno temu”

    Tłumaczę: W tym zdaniu porównuję poziom tej płyty (”średni pod względem przebicia…” i tak dalej), a nie stylistykę, Boże broń. Poziomu nie wolno porównywać?”

    To jest bez sensu – The Eagles powrocili po wielu latach z plyta i trasa, Wilson ostatnio raczej regularnie wydaje plyty, paralela sie rozsypuje. Jesli The Eagles maja byc legenda sprzed lat rowna Wilsonowi, to samo w sobie byloby warte przyotczenia i zazartowania z. Jesli album, ktorym powrocili The Eagles i „That Lucky Old Sun” mialyby byc podobne poziomi to warte by bylo podniesienia brwi, chociaz oczywiscie kazdy ma jakis swoj gust.

    „O Deerhoof napisałem:
    “To mocny drugoligowy zespół, który – choć na każdej płycie ma genialne momenty – cierpi na brak powtarzalności i wydaje albumy tyleż wariackie, co po prostu nierówne”.

    Tłumaczę: Tu chodzi mi o brak powtarzalności klasy nagrywanych płyt (wydaje mi się to w miarę oczywiste), a nie stylistycznej. Nie znam wykonawców, którym chodzi o wydawanie nierównych płyt. :-)”

    Jesli „powtarzalnosc” DOMYSLNIE ma oznaczac „powtarzalnosc klasy nagrywanych plyt” (i jesli w ogole takie wyrazenie funkcjonuje) to Bartek Chacinski i Tomek Wasko zyja w jakies innej niz ja strefie semantycznej. Dla mnie znaczyloby to raczej, ze muzyka jest zbyt malo powtarzalna (za ciekawa?), ewentualnie tworczosc zbyt malo spojna.

    „Co do Pitchforka – sam odniosłem się do niego 5 razy (przed chwilą sprawdziłem) w ciągu półtora roku istnienia bloga. Za każdym razem w kontekście ironicznym.”

    Wiec niestety, lwia czesc tych wspomnien o PFM pojawia sie w grudniowych postach, ktore akurat objete zostaly przegladem. Nie dotyczyl on, z oczywistych powodow, calosci bloga. Co do „kontekstu ironicznego”, ja raczej nazwalbym go bezsensownym i nieuzasadnionym merytorycznie. Natomiast to, ze wspominanie o tym serwisie w specyficznym, charakterystycznym i dla wielu osob dosc zabawnym (nie z tych powodow, ktore chcialby widziec autor) kontekscie, jest od lat charakterystyczne dla B.Ch. nie ulega watpliwosci.

    Pozdrawiam.

  56. absurdalne i chore jest analizowanie konstrukcji składniowych każdego pojedynczego zdania, żeby koniecznie coś znaleźć i dojebać autorowi

  57. wiem jedno – porcysa nie czytam bo tak nieśmiesznych tekstów nie jestem w stanie znieść (po paru recenzjach miałam dość), to taki brukowiec muzyczny, w którym znaleźć można wszystko za wyjątkiem rzeczowej i ciekawej opinii muzycznej (warszawska młodzież ma o czym dyskutować chyba)..i ok nie trzeba mielić wciąż o samej muzyce i płytach, ale styl z jakim się to robi na portalu porcysa jest, mówiąc łagodnie, tani i słaby.
    natomiast z przyjemnością min. czytam bloga red. Chacińskiego czy Szubrychta. Zdecydowanie lepiej jest też na screenagers.

  58. boleslawprus

    Uśmiałam się, dziękuję za tę notkę;D Czy to wina tego kraju, że ludzie nie lubią lubić innych? Czy ta zawiść to choroba?

  59. nie ważne co o nas mówią… najważniesze, żeby mówili… widać niektóre serwisy w dobie kryzysu i spadku dochodów, chwytają się brzytwy by starczyło na lody bambino choć raz w tygodniu…

  60. oj, PORCYŚ to ból egzystencjalny, cyniczny pudleszcz.pl z mnóstwem roszczeń autorytarnych i frustracją końca ery WEB 2.0.
    Pan Chaciński też nie powinien ze spokojem rzucać kamieniem, raczej pumexem; a że Pan Chaciński często protekcjonalny w tonie i wyrafinowanie konserwatywny w obejściu, no to co? Czemu nie? Każdy ma taką Sarę May na jaką zasłużył😉
    Lubimy nowamuzyka.pl i zapraszamy😀

  61. konatowicz, wylacz mikrofon, nie masz nic do powiedzenia🙂

  62. fajnie być kosmitą, nabiera się dystansu😉

  63. Porcys dosyc entuazjastycznie recenzuje najwieksze kuriozum polskiej pseudo-pop-awangardyRAMONA REY. To jest doskonale podsumowamie na wiarygodnosc tego portalu podobno opiniotworczego…

  64. Dobre… Na Kaczorze Donaldzie… W sensie – dobra riposta.

  65. „Ech, nikt naprawdę nie wie, jak ja kocham siebie…”
    Był sobie Koń, który był bardzo czarny, zupełnie jak włosy Japończyka, normalnie towar importowy. Młody Koń nienawidził swego przyszłego Pana i biegał wokół zagrody, choć mógł biegać, gdzie chciał. Stawał przy tym na tylnych kopytach, zupełnie jak ten z loga Ferrari. Mimo wszystko, P(an) wpuścił go do zagrody. Konik poskrobał trochę przednim kopytem po ziemi, ale nie na tyle, żeby się ociągać z wejściem. Dostał trochę sianka i cukierków (o dostępie do klacz nie wspomnę). Od tej pory Konik uważa, że ma najbardziej zajebistego Pana. Koń wciąż lubi przybierać pozę Ferrari (Pan mu pozwala), ale cóż za widok takiego Konia w zagrodzie, razem z innymi modelami? O, już widzę następnego, jest ciekawszy…

    • Doszliśmy do punktu w którym dziennikarze muzyczni walczą ze sobą jak ich koledzy po fachu, ale zajmujący się polityką i ‚wielkimi mediami’. „Dziennik” kontra „Wyborcza”, Porcys kontra Chaciński kontra Screenagers kontra Nowamuzyka.pl. Uwierzcie mi że na pojawianiu się takich zjawisk jak Porcys, czy serwisy pokrewne (a raczej na ich deformowaniu w stronę pewnego rodzaju ‚upartyjnienia’) tracimy paradoksalnie my, czyli twórcy muzyki. Środowiska omawiane w niniejszej dyskusji bez wątpienia stały się opiniotwórcze, ale niestety zabijające u niejednego fana, słuchacza własne poczucie estetyki, wypracowane w drodze własnych poszukiwań. Tworzy się jakaś dziwna walka o pozycję tego kto ma jedyną słuszną rację dotyczącą współczesnej muzyki niezależnej. Jaką rację w sprawie jakiej muzyki? Indie rock w Polsce oraz cała otoczka wokół niego to nic innego jak młodszy kolega towarzystwa z Sopotu i Opola. Na szczęście istnieją pewne środowiska, które uznają całe to zjawisko za zbędne i nie do końca istotne i po prostu robią swoje. Niestety hegemonia takiego dyskursu odcina im dostęp do głównych zasobów. I nie mam tu na myśli obecności na tej czy innej okładce czy zagranie w tym czy innym radiu.

  66. O, stara sprawa ale wypada coś powiedzieć. A w zasadzie zamilczeć. Bo ja nie wiem, po co w ogóle Bartek ruszyłeś Porcys. Czasami tam zaglądam, ale za każdym razem przerwy są coraz dłuższe.

    Nie lubię po prostu jak ktoś poprzez muzykę, pragnie pokazać jak jest atrakcyjny. Mam nieodparte wrażenie, że w zamieszczanych tam recenzjach tak naprawdę nie o muzykę chodzi, ale o autorów. I kiedyś może było to zabawne, potem nudne, dziś irytujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s