Antony zmęczony

antony_cryinglight>>>>5<
ANTONY AND THE JOHNSONS „The Crying Light”, Secretly Canadian

premiera: 19.01, źrodło: Amazon.com

Poczucie wycofania i zdystansowania – oto, co słyszę przy kolejnych odejściach do tej płyty. Ale oczywiście poziom zmęczonego nieco (mam też na myśli konwencję, w której niewiele nowego się wydarzyło) i wycofanego Antony’ego to wciąż poziom nieosiągalny dla innych. Nie lubię referować po kolei zawartości płyty w recenzjach, ale otwarciowy „Her Eyes…” nie jest najlepszym zwiastunem. Mityczne wyobrażenia, co do tego, co przynieść może kreatywny Nico Muhly jako aranżer Antony’ego i większy skład muzyków akurat w tym utworze nie spełniają się zupełnie. „Epilepsy Is Dancing” to już świetny utwór, ale z takich, które mogłyby się znaleźć na poprzednich płytach i nie błyszczałyby tam aż tak bardzo. Wszystko zmienia się przy „One Dove” – bardziej dramatycznym niż dwa poprzednie utworze z obłędną partią kontrabasu (Greg Cohen z „Masady”? Pewnie tak, skoro jest na „liście płac”) oraz kapitalnym instrumentalnym interludium w środku. To pierwszy moment, w którym usłyszałem pieczołowicie ukrytą pracę producencką Antony’ego i Nico Muhly’ego. Niby w sferze głos-akompaniament nie dzieje się dużo, ale to tło – tu smużka sprzężenia, tam jakiś flażolet, tu drapana struna, przypadkowe uderzenie perkusji… Orgazm audiofila. Wielokrotny i wieloogniskowy.

I tu do mojego redakcyjnego pokoju, gdzie próbowałem głęboko po godzinach zsumować swoje przemyślenia na temat AATJ wkroczyła pani sprzątaczka z ryczącym odkurzaczem. Towarzyszyło to wprawdzie najmniej pasującemu do zestawu „Kiss My Name”, które mogłoby się spokojnie znaleźć na płycie Joan as Police Woman, ale i tak musiałem wrócić do samego początku, jak w seansie hipnozy. Nie próbujcie tej płyty słuchać w środkach komunikacji masowej, bo wrażenie będzie podobne.

Skoro już jesteśmy przy „naj” to najgorszy jest utwór tytułowy (choć podkreślam – dalej nie lubię analizować płyty utwór po utworze). O tyle gorszy na przykład od niewykorzystanego na płycie „Shake That Devil” z EP-ki „Another World”, że z trudem moge zaakceptować jego obecność tutaj. Na szczęście wykorzystany został powtórnie sam „Another World”, dzieki czemu długogrająca płyta ma swoje „For Today I Am a Boy” – tyle że bez refrenu, z ciągle nabrzmiewającym jednym zwrotkowym motywem… Epicka ballada „Daylight and the Sun” chwyta za serce, choć w sposób nieco bardziej banalny niż w najlepszych momentach Antony’ego z poprzednich płyt. Na szczęście drugie dno producenckie rekompensuje tę płyciznę przy każdym kolejnym słuchaniu. Za to „Aeon” (cholera, jak ja nie lubię oceniać płyty utwór po utworze – ale w tym wypadku to nieuniknione!), bluesowo-gospelowy utwór na głos i gitarę to majstersztyk i moim zdaniem najlepszy moment na płycie.

Skoro już złamałem wszystkie swoje zasady i jadę punkt po punkcie – „Dust and Water” to ani słaby, ani mocny punkt. Delikatesik, ozdobnik na płycie, kaprys, krótki popis wokalny. W żadnym stopniu nie decyduje o wartości albumu. Za to „Everglade” wydaje się nawet za krótki. Pięknie rozwijający się motyw mający coś z esencji Antony’ego – muzycznego odpowiednika rozwijających się kwiatów pokazywanych w przyspieszeniu. Albo jakiś dowolny symbol czystości, dobra, piękna wstawcie sobie tutaj wedle życzenia. Seplenienie (!) trochę psuje tę atmosferę – ale podejrzewam, że to bardziej efekt studyjnej obróbki niż cecha wokalisty, którego słuchałem na żywo i czegoś takiego nie usłyszałem. Audiofile w tym miejscu wysiadają. No ale i tak zdążyli dojechać do końca.

Omawiania płyt utwór po utworze nie lubię z jednego powodu: ten sprytny wybieg pozwala wypełnić stosunkowo dużą powierzchnię recenzji, a zarazem uniknąć wyciągania wniosków, podawania syntetycznego poglądu na całość, twardego opisania swojego stosunku. Nie będzie więc już żadną niespodzianką, że w tym momencie chodziło o coś podobnego. „The Crying Light” to płyta gorsza niż „I Am a Bird Now”, być może najgorsza w solowym dorobku Antony’ego, ale i tak ją polecam. Bo jeśli na chwilę zapomnimy o poprzednich albumach tego człowieka, usłyszymy płytę, która stałaby się objawieniem roku i pozwoliła nam odkryć coś, czego nigdy dotąd nie słyszeliśmy w wykonaniu żadnego artysty.

5 responses to “Antony zmęczony

  1. Pingback: Antony niedoceniony « MOCNY W GĘBIE

  2. „otwarciowy”? co to za potworne slowo, hehe. Aeon tez moj ulubiony:>

  3. czy to najgorszy album Antony’ego? podejrzewam, że tak można go odebrać. przynajmniej po pierwszych dwóch/trzech niezbyt sumiennych odsłuchaniach. niczego nie sugeruję😉
    „Another World” – zdecydowanie najsłabszy, już tytułując poprzednią EPkę błyszczał ostrzegawczo. Manifest?

    „the crying light” najzwyczajniej nie porywa, jest bardziej skromna instrumentalnie, niedopowiedzniana; nie wybucha kaskadą, jak w kawałkach typu „Hitler in my Heart”, nie ma też witalności „Fistful of love”, czy „Deeper than love”.

    kluczem jest tytuł – wspólny mianownik fatalistycznych i hmm odrealnionych utworów. kolejne misterium smutku, bardzo spójne i nienarzucające się.
    i co by nie mówić, wniosku innego nie mam – płyta doskonała. obowiązkowo do nabycia.

    czołem!😉

  4. co do dust and water panie mój drogi bartku; też przekonany do pieśni tej nie byłem; do chwili symfonicznego koncertu antoniny w amsterdamie (mam nawet ten koncert w postaci mptrójkowej – jak pan chce, to śmiało :D); przed pieśnią tą odziany w szkaradną suknię (przypominającą raczej koszulę nocną) antoś mówi tak: „następna piosenka powstała, w okresie kiedy odrzucałem chrześcijańską definicję duszy, że to tylko ludzie ją mają bla bla bla… (śmiech na sali) a co jeśli stół ma duszę? – czy to oznacza, że mogę reinkarnować jako stół? zacząłem sobie uświadamiać, że moje ciało i wszystko wokół składa się z tvch samych prostych cząsteczek; prawdopodobie zbudowany jestem z tych samych elementów, co dinozaury lub moja prababka” – ciekawe filozoficzne uzasadnienie muzycznej pierdoły, nieprawdaż?
    na koniec:
    a) przed: http://www.youtube.com/watch?v=lEfurAUJWDs
    b) po: http://www.youtube.com/watch?v=O0ob52GyXl4

  5. awfully.naked

    i jeszcze zapomniałem dorzucić, że obrażam się za to, cóżeś pan powiedział o „her eyes”- patetyczne to, ale szalenie wzruszające

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s