B jak Barbara Morgenstern, Beck, Bill Dixon, The Black Keys, Brian Wilson i The Bug (REKOLEKCJE, cz. 2)

barbaramorgenstern_bm>>>4<<
BARBARA MORGENSTERN „BM”, Monika

premiera: listopad 2008,  źródło: promo-CD Gusstaff Records

Niczego sobie. A nawet jedna z lepszych płyt tego roku śpiewanych po polsku. Nie, nie pomyliłem się. Przy okazji jedna z lepszych płyt z wokalami po polsku w ocenie Pitchforka. Ha. Naprawdę. Może dlatego, że Pitchfork nie pisał w tym roku o zbyt wielu śpiewanych po polsku płytach, chyba nawet żadnej poza tą. Tak więc Barbara Morgenstern z Berlina (blisko Polski, jak by nie patrzeć) reprezentuje nas w tym gronie, choć zaśpiewała nieco łamaną polszczyzną i zaledwie kilka partii. Ale za to jakie zaskoczenie! Zła wiadomość jest taka, że jak zwykle Pitchfork wykazał się brakiem krytycyzmu do wszystkiego co nieamerykańskie (tu się nie dziwię –  siedzieć w centrum wydarzeń czasem bywa nudno, fetyszyzuje się więc wszystko, co przychodzi z zagranicy). No dobra, bo znów się rozgadałem i nie starczy miejsca na tzw. merytoryczną ocenę.
Ogólnie jest ciekawie, bo bohaterka porzuca chwilami w ogóle instrumentarium elektroniczne, siadając przy fortepianie (który stał się tym samym ostatecznie najmodniejszym syntezatorem roku). Udają jej się tu przynajmniej 3-4 piosenki, a kilka spośród introwertycznych pasaży instrumentalnych też jest wartych grzechu. Gościnny udział Roberta Wyatta w nagraniu płyty zasługuje na osobne wyróżnienie, ale jak to rapował Łona, tacy goście to diabły. Przychodzi ci taki i zabiera kawałek, albo przynajmniej udaje mu się rzecz zdominować. Lepiej nie porównywać gospodyni i gościa, tylko sobie posłuchać dla przyjemności wieczorem. W każdym razie Pitchfork, jak już mówiłem, lekko przegiął.

beck_modernguilt-18-40-29>>>4<<
BECK „Modern Guilt”, Interscope

premiery: lipiec 2008, źródło: Amazon.com

Jaki jest Beck, każdy widzi. Albo raczej słyszy. Tym bardziej, że na tym albumie jest jeszcze bardziej taki jak zwykle, bez względu na to, że produkował go Danger Mouse (nb. najbardziej rozchwytywany producent roku, któremu ewidentnie w tym roku skończyły się chwilowo pomysły – patrz The Black Keys nieco niżej). Najbardziej mi się u niego podoba fakt, że nigdy nie odpuszcza jakości. Płyta „Modern Guilt” to znowu rzecz solidna, gdy chodzi o rzemiosło wykonawcze i kompozycje. Choć jej największa zaleta to fakt, że jest krótka, dzięki czemu przy średnim jak na Becka poziomie i niewielkim zagęszczeniu nowych pomysłów i tak robi niezłe wrażenie.

billdixon_explodingstarorchestra-18-40-29>>>>5<
BILL DIXON WITH EXPLODING STAR ORCHESTRA „Entrancing”, Thrill Jockey

premiera: luty 2008, źródło: Bleep.com, Amazon.com

83-letni trębacz, nestor amerykańskiej awangardy, a zarazem wielki nauczyciel dla młodych gwiazd jazzu był moim zdaniem jedną z kluczowych postaci 2008 roku. Przede wszystkim dzięki zrealizowanemu wspólnie z Robem Mazurkiem (i jego licznymi kolegami z Chicago i okolic) projektowi „Entrancing”. Improwizacyjne międzypokoleniowe wyścigi trąbek w dwóch kanałach nagrania to jedne z najbardziej ekscytujących momentów muzycznej wirtuozerii, z jakimi miałem do czynienia ostatnio. A cała reszta instrumentów (rzucę teraz parę nazwisk: John Herndon, Jeff Parker, Jim Baker…) wprowadza sporo szaleństwa, czyniąc z tej płyty kawałek niezłego free jazzu, przynajmniej w porównaniu ze wszystkim, co ten zespół wcześniej nagrał. Dość powiedzieć, że jest to jedyna płyta, którą kupiłem w tym roku dwa razy – najpierw w pliku mp3, a potem na płycie kompaktowej. I nie uważam, żebym przepłacił. Ale i tak zalecam „try before you buy” z wiadomych względów. Dzika muzyka, ot co. Nie każdemu może się spodobać. Hardkorowym wielbicielom Dixona polecam również album „17 Musicians In Search Of A Sound: Darfur” (Arts For Art 2008). Tutaj trąbka lidera znajduje dla siebie arcypotężną oprawę, jeszcze bardziej monumentalną niz na ażurowo brzmiącej płycie z ESO, a całość działa w pierwszej kolejności na emocje. Po przesłuchaniu tej płyty nawet Marcin Kydryński straciłby sympatię dla Chrisa Bottiego (patrz poprzedni wpis rekolekcyjny pod literą A).

black_keys>>3<<<
THE BLACK KEYS „Attack & Release”, Nonesuch

premiera: kwiecień 2008, źródło: Amazon.com

W sumie jedne z gorzej zainwestowanych pieniędzy w całym roku, bo kupiłem ten album zwiedziony pierwszymi dobrymi recenzjami i nazwiskiem Danger Mouse’a (patrz Beck) jako producenta. Płyta ma kapitalną okładkę i to by było na tyle rzeczy kapitalnych. Z rzeczy ciekawych mamy tu liczne naśladownictwa The White Stripes, mniej lub bardziej udolne w zależności od kawałka. Z rzeczy złych – ciekawą powierzchowność w sensie brzmieniowym, która każe Wam kilka razy przynajmniej wysłuchać w skupieniu albumu, który kryje w sobie materiał na dwa czy trzy dobre single i nic poza tym. Im dłużej się go słucha, tym bardziej człowiek ma ochotę wciskać „skip”. A mimo to nie sposób jej do końca odmówić uroku. Nie potrafię tego wyjaśnić, niestety. Ale słuchać też już nie potrafię.

brianwilson_thatluckoldsun-18-40-29>>3<<<
BRIAN WILSON „That Lucky Old Sun”, Brimel/Captitol

premiera: sierpień 2008, źródło: Amazon.com

Najpierw było pozytywne zaskoczenie przy okazji „Smile”. Lider The Beach Boys wracał po latach i to po bardzo niedobrych dla niego (w większości) latach. Ten album, zaczynający się od dynamicznego i melodyjnego utworu tytułowego okazuje się jednak nieco zbyt cukierkowy i nieco zbyt w stylu lat 70. jak na mój gust (oczekiwałem raczej brzmienia lat 60.). Nie jest to prosta kontynuacja The Beach Boys, choć głosu Wilsona słucha się z łezką w oku, a aranżacje wchodzą momentami w takie rokoko, że ho ho. Raczej już typowy średni pod względem siły przebicia album powracającej gwiazdy sprzed lat, coś jak The Eagles niedawno temu. Jeszcze jeden pochopny zakup w 2008 roku, nad którym – po doświadczeniach ze „Smile” – nie zastanawiałem się ani chwili.

thebug_londonzoo-18-40-29>>>4<<
THE BUG „London Zoo”, Ninja Tune

premiera: kwiecień 2008, źródło: Bleep.com

Dancehall to trzeba mieć we krwi. A jeśli ktoś Wam mówi, że to dubstep, to trzeba mieć to gdzieś. The Bug to muzyka tak „upbeatowa”, do przodu, że po prostu kompletnie się nie klasyfikuje  do tego, żeby stać w bezpośredniej bliskości Buriala. Owszem, źródła są te same, ale daleko padło jabłko od jabłoni… w przypadku Buriala oczywiście. W wypadku The Bug całkiem blisko. Owszem, mamy tu też charakterystyczne dla grime’u syntezatory i takie chórki, jakich próżno szukać u jamajskich dancehallowców, ale nie dajcie się zwieść. To po prostu nieco inna odmiana tej muzyki. I właśnie za inność należą się oklaski. „London Zoo” to jeszcze ani oszlifowany brylant, ani rewolucja na rynku, ale być może pierwsza jaskółka czegoś nowego. Płyta momentami męcząca, ale przynosząca jakiś świeży pomysł. Wśród konkretnych kompozycji mam jednak i swoje typy. „Jah War” z Flowdanem (jeśli ktoś go polubił, to niech koniecznie sprawdzi wspólną płytę z Pole’em to wykreślam jako błąd oczywisty, Flowdan mi się z Fat Jonem pomylił!) to świetny singiel. „Skeng” z udziałem tego samego też należy do najlepszych utworów na płycie. Ale jest szansa, że każdy znajdzie tu dla siebie coś innego. Pod warunkiem, że nie szukał dubstepu, oczywiście.😉

To oczywiście nie wszystkie tegoroczne płyty na „B”. Pisałem już na tych stronach o albumach Baby Dee, Bar Kokhby, Bon Iver, Barry’ego Adamsona, Bena Weavera, Bonniego Prince’a Billy’ego oraz Byetone. A dwa razy tyle kolejnych w tym miejscu po prostu brutalnie ignoruję. Choć Beach House i Black Mountain ominąłem jednak z braku czasu – oba albumy warte przynajmniej pojedynczego odsłuchu!

12 responses to “B jak Barbara Morgenstern, Beck, Bill Dixon, The Black Keys, Brian Wilson i The Bug (REKOLEKCJE, cz. 2)

  1. a protos the bug – cos sie pan tego dapstepu uczepil? kazdy sobie nim gebe wyciera, a malo kto jest na biezaco. burial to wyjatkowo nietrafiony przyklad. a the bug akurat spelnia kryteria. ja szukalem dubstepu i dubstep dostalem. zgadzam sie, ze potezny. moze nie plyta roku ale mocna pozycja, costam costam do przodu pchajaca. i jasne, ze momentami meczy ale wgryzc sie trza. no i zrodel to nie ma wspolnych z burialem… howgh.

  2. lejt –> z tą definicją dubstepu to jest jak z definicją stołu. Nikt nie jest w stanie dokładnie i całkiem precyzyjnie wyjaśnić, na czym polega idea stołowatości, a co dopiero dubstepowości. Dla mnie dubstep od grime’u i dancehallu odróżnia to, że jest muzyką introwertyczną, a nie ekstrawertyczną, że rzadziej sięga po rap i inaczej go wykorzystuje, że nie używa tak natarczywych barw syntezatorowych jak wypomniany przeze mnie grime itd. Pewnie jeszcze z kilka elementów dubstepowości bym wymienił, choć to ZAWSZE będzie subiektywna etykietka. Jedyne, co ją obiektywizuje, to fakt, że to Burial jest bliżej Skreama, Shackletona, Kode9 i jeszcze paru innych dubstepowych guru niż The Bug. I w zasadzie ta ostatnia uwaga powinna wystarczyć.

  3. płyta black keys jest pełna ballad, bardzo interesujących, jakby nie z tej epoki. a propos wie Pan kiedy bedzie w polsce ich dvd: The Black Keys Live at the Crystal Ballroom?

  4. „Devotion” Beach House zasługuje na zdecydowanie więcej niż 1 odsłuch. Polecam – dla mnie tegoroczna dyszka (zakładając, że prowadziłbym taki ranking), a „Gilę” bym dał na szczyt zestawenia piosenek (gdybym takie zestawienie stworzył). Poza tym oni już tak mają, że się ich melodie łapie po 3 odsłuchach

  5. The Bug tak, odcisnął swoje i tyle.
    Z jak Zomby „Where Were U in ’92”
    gdzie dziś jest dubstep? właśnie tu, w syntezie cudownego shitu niskich częstotliwości, rave’u, acid house, gabber i reszty oplutych kilkanaście lat temu zjawisk nie tylko z MTV Party Zone. Ta płyta masakruje, być może dlatego, że w ’92 nie słuchałem Alice in Chains, wolałem rave pianinka i Simone.

  6. White Trash –> Ja też nie słuchałem Alice In Chains w ’92 i mimo to mnie nie masakruje. Gabber i acid house zostawmy w spokoju, nawet nie wiem, co to jest MTV Party Zone, ale może jestem za stary🙂

  7. @Pszemcio – no nie wiem, to zależy, ja Devotion już dobrych kilka razy słuchałem i co się nie obejrzę to już koniec płyty, a ja nawet nie zwróciłem uwagi na chociazby jeden kawałek. Miejscami zbyt nudne, ale w sumie kilka dobrych momentów ma, fakt.

    A ‚London Zoo’ świetne jest, nie ma co. A Poison Dart to mój faworyt :>

  8. Bartek Chaciński -> Zomby nie zmasakrowało? trudno, inne fale radiowe🙂 hehe no nie, jak można nie kojarzyć MTV Party Zone (Simone Angel) z początku lat ’90tych! albo chociaż 120 minutes Paula Kinga kojarzysz?😉 ogłupiające wspomnienia z dzieciństwa🙂 i MTV Europe gdzie jeszcze była muzyka. No, ale czemu mamy zostawić gabber, acid house i inne szity w spokoju? Z różnych szitów powstało w tym roku kilka rewelacyjnych płyt np. Crystal Castles. A wracając do dubstepów to jednak bardzo sentymentalna nisza.

  9. trochę racja, tzn Devotion to taki album gdzie bardziej liczy się klimat niż melodie. ja to łykam i do tego zespołu dużo sympatii mam. z dyszką w podsumowaniu chyba przesadziłem (chociaż cholera wie), ale Gila nadal mnie masakruje

  10. „„Jah War” z Flowdanem (jeśli ktoś go polubił, to niech koniecznie sprawdzi wspólną płytę z Pole’em) to świetny singiel.”

    czy moglbym dowiedziec sie o jaka konkretnie plyte chodzi? prosze od odpowiedz.

    (Pressure nazwal bym z wiekszym przekonaniem – zmutowanym, ciezkim, syntezatorowym dancehallem, w London Zoo ten pierwiastek dancehallowosci jest, ale nie jest na tyle uwydatniony zeby go tak podkreslac, a inspitacje dubstepem i wpisywanie sie w ten trend przez Kevina Martina sa dla mnie wyrazne.)

  11. @muzyk –> No tak, taaaki byk się tu pół roku uchował. Oczywiście Pole nagrał płytę z Fat Jonem, a nie Flowdanem. Dopiero teraz zerknąłem na okładkę, a wcześniej zaufałem pamięci… No a łącznik między Bugiem i Pole’em był, to się „samo” skojarzyło. Szlag by to trafił. Poprawiam i dzięki za czujność. I znikam ze wstydem…🙂

  12. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » Retrowtorek: Czarna muzyka klasyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s