Czas na herezję

thestreets_everything>>>4<<
The Streets „Everything Is Borrowed”, Pure Groove

premiera: wrzesień 2008, źródło: Amazon.com

„Przyszedłem na ten świat z niczym / Zabieram ze sobą tylko miłość / Wszystko inne było pożyczone” – no dobra, trochę niebezpiecznie zalatuje to Paulo Coelho, chociaż o ileż inaczej brzmi w ustach chłopaka takiego jak Mike Skinner. Autentyczniej, na swój sposób – bo pokazuje ewolucję, dojrzewanie, cholera, może nawet starzenie się kogoś, od kogo oczekujemy nieustannych imprez, przygód ulicznych i wiecznej młodości. Zewsząd słyszę, jaki to beznadziejny album, jaki zjazd formy i tak dalej (no dobra, prawie zewsząd), tymczasem „Everything Is Borrowed” to jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt ostatnich dwóch miesięcy. I jedna z tych, które przynoszą mi w miarę upływu czasu coraz większą przyjemność. Na początku myślałem sobie, że to może taki przewrotny rodzaj przyjemności, pojawiający się wtedy, gdy się widzi i słyszy kogoś w niepasującej do niego roli. Ale nie – zaraz. Rozwój Skinnera jest w końcu całkiem konsekwentny. W miarę upływu czasu nagrywał albumy coraz bardziej popowe, ciągnie go do śpiewania, do melodyjnych refrenów, do nagrywania z bandem na żywo. I w porządku. Potrafi napisać utwory (3/4 nowej płyty się pod względem kompozycyjnym broni), potrafi się zabawić przeróżnymi stylizacjami, przerabiając swoje rapowo-soulowe granie, z gruntu brytyjskie, na modłę lat 60., Motownu, jakiegoś easy listening. Pożycza różne elementy, ale wbrew tytułowi nie wszystko. Za każdym razem, oczywiście w dużej mierze dzięki swojemu dresiarskiemu akcentowi, pozostaje sobą – jest w każdym momencie w stu procentach rozpoznawalny – ale też panuje idealnie nad tym, co go wyróżnia, gdy chodzi o charakter samej muzyki. Zawsze surowo tnie partie rytmiczne, instrumentów używa w sposób… instrumentalny. Nawet gdy zatrudnia harfistkę, klarnecistkę czy praską orkiestrę symfoniczną, pozostaje przy tym sposobie myślenia, z którym zaczynał nagrania „Original Pirate Material”. Przy okazji – płyta „Everything Is Borrowed” to rzecz (w sposób naturalny – w końcu żywi muzycy dookoła) najbliższa koncertowemu The Streets, jaką zrobił. Na czas tuż po koncercie w Polsce – idealna.

„Hardest Way To Make An Easy Living” było rozczarowaniem, zgoda. Nowy album nim nie jest. Przeciwnie. Pokazuje Skinnera jako artystę, który wbrew pierwszym oznakom nie jest dzieckiem jednej mody i nie zniknie z rynku muzycznego po dwóch sezonach.

10 responses to “Czas na herezję

  1. 2 ale (tak z brytyjska:)
    Hardest Way może zniknie w pomroce dziejów ze względu na muzykę, która po kilkunastu przesłuchaniach wykazuje ostrą tendencję do bycia niezapamietywalną, ale w kategorii piosenki z tekstem, co wiążą się w jakąś sensowna całość, to w sumie chyba od Frank Wild Years chyba nie słyszałem, tak kompletnie rozpisanej narracji. Nie wiem, dla mnie o wielkości tej płyty w sumie świadczy fakt, że wrzuciłem kiedyś specjalnie wszystkie lyricsy do jednego pliku i serio powstała z tego obłędna opowieść z życia zdołowanego celebryty, na maksa uczciwa i szczera.

    A o Borrowed można napisać to, co powiedziałeś o jakiejś płycie parę notek niżej – fajnych piosenek nagrano już od cholery i trochę i trzeba nieco więcej niż radosnych melodyjek i pigułkowego szczęścia, by zatrzymać uwagę słuchacza na dłużej. Na razie, po kilkunastu odsłuchach przyczepiło mi się jedynie Way of the Dodo, pewnie dlatego, ze jako jedyny kawałek jest ostro podszyty „starym” Skinnerem.

  2. 2 ale (tak z brytyjska:)
    Hardest Way może zniknie w pomroce dziejów ze względu na muzykę, która po kilkunastu przesłuchaniach wykazuje ostrą tendencję do bycia niezapamietywalną, ale w kategorii piosenki z tekstem, co wiążą się w jakąś sensowna całość, to w sumie chyba od Frank Wild Years chyba nie słyszałem, tak kompletnie rozpisanej narracji. Nie wiem, dla mnie o wielkości tej płyty w sumie świadczy fakt, że wrzuciłem kiedyś specjalnie wszystkie lyricsy do jednego pliku i serio powstała z tego obłędna opowieść z życia zdołowanego celebryty, na maksa uczciwa i szczera.

    A o Borrowed można napisać to, co powiedziałeś o jakiejś płycie parę notek niżej – fajnych piosenek nagrano już od cholery i trochę i trzeba nieco więcej niż radosnych melodyjek i pigułkowego szczęścia, by zatrzymać uwagę słuchacza na dłużej. Na razie, po kilkunastu odsłuchach przyczepiło mi się jedynie Way of the Dodo, pewnie dlatego, ze jako jedyny kawałek jest ostro podszyty „starym” Skinnerem.

  3. ja mam tak z Hello Saferide i ich tegoroczną – More Modern Short Stories From Hello Saferide – niby wiem, ze poprzedniczki nie przebije, ale ten ulotny szwedzki pop za mną chodzi nieznośnie, i się Młody uspokaja przy tej płycie. Może chodzi o pewny rodzaj emocji, który jest nam w danej chwili potrzebny? i o zaraźliwość pewnych melodii?

  4. Skinner posiada „dresiarski akcent” a red. Ch jest ambasadorem polszczyzny:> Gratuluję.

  5. Prof. Quid –> Dzięki. Dresiarski w nieco innym sensie niż w Polsce, rzecz jasna (bez obrazy dla Skinnera w każdym razie). Tak jak brytyjski „chav” różni się od polskiego dresiarza. Niby to samo, a jednak nie to samo. 🙂

    Adr –> Znów coś mi umknęło. Muszę się za tym rozejrzeć, skoro dobrze wpływa na młodszych.

    Marceli Szpak –> Hm, chyba jeszcze raz dokładnie posłucham „Hardest…”. A co do nowej płyty – mnie się na tym etapie „klei” do uszu większość piosenek.

  6. klei oj klei mocno. przykleil mi sie wlasnie ‚The edge of the cliff’, piekna historia, jak on to robi, ze nie brzmi to pretensjonalnie? a moze brzmi, a moze to kwestia jezyka, po polsku spiewalyby to Lzy albo co. sam nie wiem, long live panie skinner! jakkolwiek, korzystajac z okazji, chcialbym pozdrowic tych i owych oraz podziekowac Autorowi ‚blogaska’ za edukacje muzyczna. pare lat temu (10?).

  7. No właśnie, jak on to robi.
    10 lat… Szmat czasu.
    Miło mi w każdym razie, przy okazji: Aromat Identyczny z Naturalnym bardzo sugestywny i fajny.🙂

  8. Hej Bartek! Jestem jednym z czytelników wczesnego OFFa. Właśnie Cię znalazłem w sieci, choć nie wiem, czy mnie pamiętasz. Spotkaliśmy się parę razy. Kopę lat! Byłeś na warszawskim koncercie Monster Magnet? Ja niestety nie, z braku czasu.

  9. Cześć Ben!

    No pewnie, byłeś jednym z pierwszych czytelników Offa! Monster Magnet to już nie moja bajka od paru albumów, ale dobrze, że zdają sobie sprawę (patrz wywiad w ostatniej „Kulturze”) z tego, że formuła się wyczerpuje.
    A brak czasu to chyba nieuchronne w tych czasach…🙂

    Pozdrowienia!

  10. Najbardziej cherezyjna płyta tego roku to znakomity album kings of leon – only by the night. Nie wiadomo o co chodzi … ale wciąga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s