Płyty z najniższej półki (krótkie piłki, odc. 8)

Najniższa półka przeznaczona jest z natury na stracenie. Trafiają tam dożywotnio płyty, których wartość po jednym czy dwóch słuchaniach oceniłem na stosunkowo niewielką, albo te, co do których miałem wątpliwości, względnie te, których w natłoku nowych premier nie miałem czasu posłuchać drugi raz.

Najniższa półka to – trzeba to powiedzieć – ta, przy której najsprawniej operuje mój syn. Płyty zmieniają więc pudełka jak piłkarze koszulki, pudełka tracą ząbki niczym pięściarze, a wszystko tonie w zapomnieniu jak zawodnicy curlingu. Dzisiaj dokonałem przecinki, typując płyty, które w ogóle należałoby oddać komuś zainteresowanemu, kto byłby w stanie coś więcej niż ja dla nich zrobić, zamiast trzymać w nieskończoność na dolnej półce, i te, które warto ustawić wyżej, żeby Młody miał je poza zasięgiem. Proszę się nie śmiać, to nie będą bardzo znane tytuły.

>>3<<<
Firewater „The Golden Hour”, Bloodshot Records

premiera: maj 2008, źródło: promo CD Gusstaff Records

Sprawnie i dynamicznie, szczególnie w warstwie rytmicznej. Ale od płyt profesjonalnych i dobrze nagranych utworów świat już pęka w szwach, więc ja pękać i klękać przed tym materiałem nie zamierzam. Fani Nicka Cave’a i Toma Waitsa mogą klęknąć, w zależności od stopnia ich oddania ideom muzycznym obu tych panów. Tyle że akurat fanów tych dwóch oryginałów posądzałbym o stanowcze tępienie wszelkiego rodzaju podróbek.

>>3<<<
Strange Attractor „Mettle”, Music For Speakers, Big Blue Records

premiera: październik 2008, źródło: promo CD Big Blue

Już miałem na końcu języka określenie „gotycki lounge”, ale zdałem sobie sprawę z tego, że dokładnie tego samego użyłem wobec poprzedniej płyty Strange Attractor – o tutaj (co mi przypomina, że już ponad rok aktywnie uzupełniam tego bloga i nazwy zespołów zaczną się teraz powtarzać). Jak dla mnie mimo imponującej listy gości (Richard Sinclair z Caravan, David J z Bauhausu, Peter Christopherson z Throbbing Gristle i Coil, wreszcie Graham Lewis z Wire) nie ma progresu w stosunku do tamtego krążka. Zgodnie z przewidywaniami jest mrocznie, ale miło, a najlepszy utwór to „Snail”, czyli ten, w którym maczał palce Christopherson. Pozostaję fanem Legendary Pink Dots i nie przestanę lubić Nielsa van Hoorna, saksofonisty i flecisty tamtej formacji, który jest (obok Richarda van Kruysdijka) ojcem prowadzącym Strange Attractor, ale chyba pora rozejrzeć się za kimś, komu ta muzyka sprawi więcej radości. Bo będą tacy na pewno.

>>>4<<
Ben Weaver „The Ax In The Oak”, Glitterhouse

premiera: sierpień 2008, promo CD Gusstaff

Amerykanin, który przyjeżdża do Berlina i doznaje iluminacji w zetknięciu z atmosferą tego miasta, muzyką, sztuką itd. Schemat ten powtarza się od czasów prezydenta Kennedy’ego. Nie był songwriterem? No dobrze, w każdym razie Weaver mógłby zacytować Kennedy’ego. Był berlińczykiem przez jakiś czas i nasłuchał się moim zdaniem tutejszej sceny elektronicznej, a na szóstej płycie próbował w jakiś sposób eksperymenty z minimalistyczną rytmiką, syntezatorami i innymi maszynami włączyć do swojej cohenowskiej z ducha (i z głosu) muzyki. Bardzo dobrze. Do tego wiolonczelistka od Antony’ego i producent od Iron And Wine. Kierunek niezły, słucha się tego miło, choć nie czarujmy się: takich płyt powstaje w ciągu roku sporo, a znam paru, którzy na podobnej bazie napisali lepsze piosenki. Po czwartym przesłuchaniu dojrzałem do tego, by przenieść parę półek wyżej. Jak to mówią: kupić, nie kupić, potargować warto.

>>>>5<
John Matthias „Stories From The Watercooler”, Counter

premiera: czerwiec 2008, promo CD Kartel Music

Nieoczekiwany numer jeden na całej liście „odrzutów”. Zaczyna się jak Six Organs Of Admittance, albo jakiś inny James Yorkston. A kończy – owszem, jak Yorkston, ale na prozacu. Kapitalny „Viper’s Nest” posłuchany wreszcie z należytą uwagą uświadomił mi, jak wielkim błędem było wrzucenie Matthiasa na dolną półkę. Najpierw z folku gość przechodzi w bluesujący trans, a w dalszych partiach albumu robi się wręcz tanecznie. Płyta bardzo różnorodna, jeśli chodzi o pomysły, ale pozbawiona błysku, który pozwoliłby się w niej zakochać od razu. Brzmiała mi świetnie, więc sprawdziłem producentów – i proszę, Jonathan More, ten z Coldcuta. Okazuje się, że Matthias z Coldcutem współpracował (jest nawet na składance „You Don’t Know Ninja Cuts”). Ba, działał też z Matthew Herbertem. A najwięcej z Thomem Yorkiem – grał jeszcze na „The Bends” Radiohead, na skrzypcach i altówce (z wykształcenia jest skrzypkiem, choć także fizykiem teoretycznym przy okazji). Idę szukać debiutu Matthiasa. A ocenę lekko naciągnąłem w górę (powinno być cztery z plusem), żebyście, drodzy Czytelnicy tego bloga, poszukali choć tej jednej płyty artysty (powinna być w Polsce).

>>3<<<
The Pineapple Thief „Tightly Unwound”, K-Scope

premiera: czerwiec 2008, źródło: promo CD Rock-Serwis

Radiohead był pocałunkiem śmierci dla rocka progresywnego. Co lepsi twórcy tego ostatniego odrobili wtedy lekcje, wzięli co mogli z nagrań Yorke’a i spółki, po czym nowy prog-rock zmienił się istotnie w tym kierunku, wyznaczanym choćby przemianą formacją Porcupine Tree – z zespołu grającego długie psychodeliczne utwory inspirowane Floydami na grupę od piosenek. I duch obu przyświeca chwalonemu The Pineapple Thief. 7 piosenek i 2 suity w stylu PT, głosowo aż za blisko Stevena Wilsona, tyle że ciut bardziej denerwująco. Słowem: regresja na całej linii. A pamiętajmy, że i PT, i Radiohead nie zatrzymali się na etapie z końca lat 90.

>>3<<<
The Beep Seals „Things That Roar”, Heron Recordings
premiera: czerwiec 2008, źródło: promo CD Kartel

Soft rock na nowe czasy od świeżutkiej grupy z Manchesteru. Brzmi lekko, miękko i melodyjnie. A zarazem jeszcze bardziej banalnie na poziomie kompozycji. Aha, ostatni utwór był niczego sobie. I to nawet nie dlatego, że ostatni, choć ten fakt pewnie wzmacniał jego pozytywny odbiór. Spada z półki.

>2<<<<
The Black Ghosts ” The Black Ghosts”, Southern Fried
premiera: lipiec 2008, źródło: promo CD, nadawcy już nie pamiętam

Fajna okładka, pomyślałby kto, że to jakiś dubstep, a to zwykły poczciwy dance-punk. Nie wiem, jak wy, ale ja mam już dość dance-punka. Ani terminu nie lubię, ani tego, co za nim idzie. Punk się skończył, dance się skończył, a punk-dance skończył się jeszcze szybciej. No future. Apage. The Black Ghosts to angielski duet z wytwórni Fatboya Slima. Grali w The Wiseguys i Simian (czyli przedtem zanim ta grupa stała się sławna jako Simian Mobile Disco), co nie jest specjalną rekomendacją, gdy idzie o ponadczasowość dokonań. Tym razem jednak przesadzili – materiał na „The Black Ghosts” był już stary zanim wyszedł z tłoczni.

2 responses to “Płyty z najniższej półki (krótkie piłki, odc. 8)

  1. Pingback: B jak Barbara Morgenstern, Beck, Bill Dixon, The Black Keys, Brian Wilson i The Bug (REKOLEKCJE, cz. 2) « CHACIŃSKI

  2. Ależ z ciebie bufon chłopie !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s