Dzieci to syntezatory. A Autechre to dzieci

Autechre - Quaristice
AUTECHRE
„Quaristice”
Warp 2008
>>>4<<

Znowu będę pisał o dziecku. Proszę mi wybaczyć, ale taka sytuacja. Każdy próbuje porównywać, zestawiać z sytuacją, którą ma na co dzień. A moja sytuacja jest taka: za trzy dni koncert Autechre w Katowicach, na którym niestety, nie będę mógł się znaleźć. A wszystko to…

No dobra, dość żalu. Dziecko to organizm żywy, który trudno na początku zrozumieć, rozgryźć, a w dodatku który – gdy już nam się wydaje, że zrozumieliśmy, o co mu chodzi – wymyka się dalej. W miarę upływu czasu staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Taka (dokładnie!) jest ewolucja duetu Autechre, co potwierdza „Quaristice”, album kontynuujący serię bardziej abstrakcyjnych, a zarazem spójnych albumowych opowieści, czy raczej podróży (trudno o opowieść w świecie abstrakcji) dźwiękowych. Prawie każdy utwór Autechre przechodzi też taką ewolucję wewnętrzną, w wyniku której początek i koniec zestawione obok siebie – bez tego wszystkiego, co pomiędzy – wydadzą nam się częściami zupełnie innej układanki.

Porównywałem już muzykę Autechre z organizmem żywym na łamach „Przekroju”, ale nie pozwoliłem tam sobie na taką wycieczkę osobistą. Nie chcę jej ciągnąć dalej, pisząc, że dziecko to idealny syntezator (analogowy, oj, nawet do szpiku kości analogowy), który jest skłonny co rusz reprodukować i generować wszelkiego typu dziwne dźwięki, zanim wprowadzi do pamięci te najważniejsze i najpotrzebniejsze. No ale już pociągnąłem, przynajmniej na to wygląda. Autechre też są nieźli w zaskakiwaniu brzmieniem. I pozostali aż do dziś w stanie dziecięcej świeżości i elastyczności. Rzucając ostatnio (też na łamach „P”) zdanie o tym, że nawet stara muzyka Autechre brzmi, jakby nagrano ją w przyszłości, przypomniałem sobie starsze nagrania Anglików. I porównałem je z „Draft 7.30”, „Untitled” czy nową płytą. O ile brzmieniowo zawsze wypadali świetnie, to ich nowe płyty, skupione na płynnej obróbce dźwięków czasie rzeczywistym wydają się być do przodu o lata świetlne w stosunku do pierwszych nagrań, przywiązanych do idei powtarzalnych pętli i sekwencji. Owszem, to w latach 90. Autechre zmieniali historię muzyki w sposób bardziej zauważalny, ale i w XXI wieku są w awangardzie. Proponuję posłuchać feerii połamanych rytmów w „fwzE”, barw syntezatora w „Perlence”, czy organicznego zgiełku w „Simmm”. I tylko w paru miejscach (jak ziejący pustką utwór „Rale” i mroczny „90101-51-1”) zbliża się do własnych prawnuków z dubstepowego podwórka. Ale i tu nie na tyle, żeby uznać to za koniunkturalizm.

Jeśli przeczytaliście ten tekst, słuchając jednocześnie „Quaristice” – moje gratulacje. Ogólnie słuchanie tej płyty to zajęcie na długie tygodnie, które skutecznie utrudnia lub uniemożliwia wręcz czytanie czegokolwiek. Zaraz, zaraz. Czy już mówiłem, że podobnie są w stanie zaabsorbować tylko dzieci?

6 responses to “Dzieci to syntezatory. A Autechre to dzieci

  1. Za każdym razem jak zaczynam ją słuchać, to przedziwnym zbiegiem okoliczności nie mogę dojść dalej, niż poza dziewiątkę… do tego momentu jest napewno świetnie😀

  2. ztejstronyja

    Nad autechre cenie sobie o wiele bardziej aphex twin. Jego muzyka tworzy wyraźniejsze obrazy w głowie.

  3. Dzięki za wsparcie! Pozdrawiam!

  4. Pingback: A jak Amadou & Mariam, Arve Henriksen, Aidan Baker & Tim Hecker (REKOLEKCJE, cz. 1) « CHACIŃSKI

  5. Album – dzieło !

  6. genialny osobliwy i ponadczasowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s