2007. WIELKIE SPRZĄTANIE: 1. Nagrania roku

Coś okropnego. To znaczy: rok w sumie średnio dobry, ale poprzypominać sobie dobre nagrania z dwunastu miesięcy to jakiś obłęd. Z grubsza można poświęcić na to dowolną ilość czasu, więc poświęciłem tyle, ile miałem, i z całą pewnością czegoś tu jeszcze brakuje. Najwyżej będą jakieś erraty i uzupełnienia itp. A przede wszystkim czekam na uświadamianie mi czarnych dziur w zestawieniu za pomocą komentarzy poniżej. Będę wdzięczny za sugestie poprawek. Kończę późną nocą i w totalnym bałaganie. Całość powinienem zatytułować mniej więcej tak:

Trzydzieści parę najlepszych nagrań 2007 roku
(w kolejności alfabetycznej, gdyby ktoś pytał)

Animal Collective – For Reverend Green (CD „Strawberry Jam”, Domino)
Z bardzo dobrej płyty nagranie, w którym zasłuchiwałem się całe wakacje, epickie, melodyjne, ale przy tym to ciągle esencja szaleństwa w stylu AC. Czemu nie „Peacebone” czy „Fireworks”? Za to naprowadzenie na ten właśnie utwór muszę podziękować koledze Bartkowi G. Tutaj namiastka – bo nie studyjnie, tylko z koncertu.

Hans Appelqvist – Jag en gök (LP „Sifantin och morkret”, Häpna)

Z minialbumu ulubionego szwedzkiego artysty Jensa Lekmana (stąd pomysł, by go w ogóle posłuchać). Rzecz bardzo oryginalna, króciutki instrumental, ale pełen niezwykłego uroku. Tu utwór obok, prawie to samo, jeśli chodzi o klimat.

Arcade Fire – No Cars Go („Neon Bible”, Merge)
Po debiucie trudno już było czymś zaskoczyć, więc do listy albumowej nie trafi no i jednak trafił, złamałem się (patrz wyżej). Na pocieszenie jedna z lepszych piosenek na całej płycie w tym zestawieniu pojedynczych nagrań. Gdyby ktoś jeszcze nie znał, może nadrobić tutaj.

Band of Horses – No One’s Gonna Love You („Cease to Begin”, Sub Pop)

Najlepsze nagranie z całkiem niezłej drugiej płyty Amerykanów, o której nieco więcej już pisałem. W pasku obok znaleźć można wersję studyjną. A tu koncertowa jako bonus.

Battles – Tonto („Mirrored”, Warp)
Długo zastanawiałem się, co z „Mirrored” podobało mi się najbardziej. Stan z dziś to „Tonto”. Tutaj klip, warto obejrzeć, bo słyszeć to już pewnie każdy słyszał.

The Besnard Lakes – Devastation („…Are the Dark Horse”, Jagjaguwar)
Świetna psychodeliczna piosenka, która przekonała mnie do tego kanadyjskiego duetu. Ściana gitar, świetny wokal Olgi Goreas. Tutaj na żywo, bo klipu do tego nie było, o ile pamiętam. Nikogo pewnie nie zdziwi fakt, że w podsumowaniu albumów wrócę do tej grupy.

Burial – Etched Headplate (CD „Untrue”, Hyperdub)
To zamiast „Archangela”, choć w zasadzie co drugi numer na tej płycie nadawałby się do rocznego zestawienia, pod warunkiem, że chodziło się trochę z całością po mieście. W krajobrazie wiejskim – zaryzykuję twierdzenie – sprawdziłoby się gorzej. Rewelacyjnie zmanipulowane wokale. Utwór jest do odsłuchania obok na pasku.

Caribou „Melody Day” („Andorra”, Merge)
Płyta nie tak dobra, żeby ją uwzględnić w czołówce rocznego zestawienia, ale otwierający ją utwór – znakomity. Klip też intrygujący. Merge górą… Wiem, wiem, nie ma tu nigdzie Spoon. A łyżka na to: niemożliwe.

CocoRosie – Japan (“The Adventures of Ghosthorse and Stillborn”, Touch and Go)
Album zawiódł wielu fanów CR. Ogólnie stagnacja, ale parę dobrych nagrań można było znaleźć. „Japan” to już w tej chwili klasyk koncertowy. No to proszę – wersja z koncertu, jeśli ktoś potrzebuje.

Cold War Kids – We Used to Do Vacation („We Used to Vacation”, V2)
Trochę głupie i bardzo wtórne, w dodatku z 2006 roku (tak, wiem, ale w tym roku na singlu, no i te polskie opóźnienia). To wszystko wiem, ale całkiem miło się tego bluesowego nagrania słucha, a jeszcze lepiej oszukuje nim ludzi, mówiąc, że to niepublikowane nagranie The White Stripes. Proszę, tu można sprawdzić.

Deerhoof The Perfect Me („Friend Opportunity”, Kill Rock Stars)
Absolutny killer. Jeśli chodzi o utwór na początek płyty – marzenie. Tyle że na płycie później napięcie stopniowo spada, więc zostaje jeden utwór. Tutaj.

Efterklang – Polygyne („Parades”, The Leaf Label)
Po tym nagraniu otwarciowym też można się było spodziewać znacznie więcej. Jest obok na pasku, więc ktoś z czytelników niniejszego bloga być może zrobił też to, co ja, i kupił sobie tę płytę po wysłuchaniu „Polygyne”. Może za mało, żeby zakładać jakieś stowarzyszenie osób poszkodowanych, ale boli, prawda?

Feist – I Feel It All (“The Reminder”, Polydor 2007)
Znów Kanada. Panią Feist znamy już z list przebojów, więc przedstawiać nie trzeba. Ładny kawałek, ot co. Tu.

The Field – Over the Ice („From Here We Go Sublime”, Kompakt)
Ta lista częściowo będzie się uzupełniać z listą najlepszych albumów roku. Po raz kolejny wykorzystuję ją, żeby napisać słówko o dobrym nagraniu z płyty, którą w całości – wbrew temu, co się w prasie pisze (niech mnie, ten jeden raz będę nielojalny) – można sobie darować. Ten jeden utwór tu. Zaraz, o hajpie to chyba jakoś niedawno było???

The Fiery Furnaces – Ex-Guru (CD „Widow City”, Thrill Jockey)
Chyba najkrótszy utwór w zestawieniu. Miniaturka z szaleństwem Zappy i kompletnym pomieszaniem stylistyk. Taki stopień kompresji mają tylko nagrania FF, którzy notabene wracają do dużej formy. Proszę tylko spojrzeć.

The Go! Team – Grip Like a Vice (CD „Proof of Youth”, Memphis Industries)
Znów: żadne zaskoczenie, jeśli ktoś śledzi tego bloga i materiały dodatkowe (dźwiękowe). Ale wystarczy, żeby rozkręcić prywatkę w oldskulowym stylu. Takież są dęciaki, takaż hiphopowa rytmika, takież rockandrollowe pazury. Wszystko wygląda na obrazku tak.

PJ Harvey – When Under Ether („White Chalk”, Island)
Ciężko się wybiera fragment takiej płyty. A jak już się wybierze, to się znów chce posłuchać całości… Tu ten fragment. Więcej w zestawieniu płytowym.

Micah P. Hinson – A Dream of Her („Presents a Dream of Her”, Houston Party)

Jedno z nielicznych w tym zestawieniu nagrań singlowych. Kapitalny wokalista i songwriter, którego odkryłem w tym roku dzięki red. H. Songwriter też na H, gdyby ktoś nie zauważył. A gdyby ktoś nie widział, to tutaj znajdzie jego utwór. Nie ten sam, ale powinien przekonać do Hinsona w równej mierze.

Iron and Wine – Resurrection Fern („The Shepherd’s Dog”, Sub Pop)
O świetnej płycie Sama Beama pisałem już tu. To najlepsze nagranie, moim zdaniem żywy klasyk akustycznego, folkowego grania. Do posłuchania i obejrzenia tutaj.

Jens Lekman „A Postcard to Nina” („Night Falls Over Kortedala”, Service/Secretly Canadian)
Ta piosenka trafia chyba najczęściej do zestawień rocznych, ale cóż, tak piękne przełamanie rytmu, no i jeszcze tak kapitalny tekst nie trafiają się co dzień. Tu wersja sceniczna (dość komiczna) z ukulele w roli głównej.

Low – Dragonfly („Drums and Guns”, Sub Pop)
Tym razem płyta mocno poniżej oczekiwań. Wybrałem najlepsze moim zdaniem nagranie, żeby w ogóle został ślad tegorocznej działalności Alana i Mimi w tym zestawieniu. Tutaj autorzy na żywo i w kolorze.

Low Low Low La La La Love Love Love – Believer („Ends of June”, Other Electricities)
Nazwą jakiej grupy ten brytyjski zespół folkowy inspirował się najbardziej? Ha, odpowiedź w tej sytuacji nie jest trudna. Nagranie wrzucę do banku utworów po prawej stronie, bo nawet na YouTubie tego nie mają. Co nie znaczy, że nie warto. Przeciwnie – rewelacyjna ballada na więcej niż przeciętej płycie.

M.I.A. – Jimmy („Kala”, XL/Interscope)
Świetne nagranie na nie tak znowu świetnej płycie. Problem w tym, że to cover, więc swoją drogą może coś to mówi o płycie. Ale lepiej bawmy się, zamiast zastanawiać dłużej.

Thurston Moore – Honest James („Trees Outside the Academy”, Ecstatic Peace)
Thurston Moore – Silver-Blue („Trees Outside the Academy”, Ecstatic Peace)

Po starej znajomości dwa nagrania Moore’a jako jedynego artysty w tym zestawieniu. No ale jak ktoś pisze takie piosenki, to trzeba się z tym liczyć. Pierwsza to duet z Christiną Carter (tutaj wersja z koncertu), a druga – coś dla fanów Sonic Youth wyposzczonych, przynajmniej jeśli chodzi o płyty, bo koncert to sami pamiętamy… Ten drugi tu.

Nosowska – Nerwy i wiktoriańscy lekarze („UniSexBlues”, QL)
Nie było żadnej taryfy ulgowej ani dzikich kart dla Polaków. To po prostu tak dobry utwór, że z otwartymi rękami by go wszędzie przyjęli. Płyta też niekiepska – najlepsza polska w tym roku. A na żywo wygląda to tak.

Radiohead – Bodysnatchers („In_Rainbows”, XL)
Eee… Hmmmm… Parę numerów jest całkiem całkiem. Aż takiej niechęci do tej płyty przecież nie żywię, żeby tego nie móc przyznać… Dowód tu. Albo – bardziej oficjalnie – tutaj.

Dizzee Rascal – Sirens („Maths and English”, XL)
Rzadko klip pcha mnie do tego, żeby jednak umieścić utwór w zestawieniu, ale to jest taki przypadek. Płyta, niestety, traci z każdym przesłuchaniem, muszę to przyznać.

Roll Deep – Bad Man („Rules & Regulations”, Roll Deep)
A to trochę lepszy dowód na rozwój grime’u niż Dizzee. Nagranie, które na singlu wyszło jeszcze w 2006, ale album „Rules and Regulations” przesunął się na rok 2007 i dzięki temu stał się albumem grime’owym numer 1. Proszę posłuchać przed skomentowaniem.

Samamidon – 1842 („But This Chicken Proved Falsehearted”, Plug Research)
Ten facet będzie wielki w przyszłym roku, oj, będzie. Na razie jest to mały amerykański chłopak z gitarą, otoczony kameralnym kultem (zatem tym bardziej posłuchać warto). Nawet nie ma „1842” na YouTube, więc na razie klatka obok z tej samej płyty.

Simian Mobile Disco – I Believe („Attack Decay Sustain Release”, Wichita)

Coś do potupania musiało się tu znaleźć. A to jedna z lepszych tanecznych piosenek roku bez dwóch zdań. Można sobie podstawić tu któryś z jej remiksów, ale wystarczy oryginał.

Tegan and Sara – Back in Your Head (CD „The Con”, Sire)
Dwie dziewczyny (znów Kanada!) nagrały płytę, która właściwie składa się z samych singli. Oto jeden z nich. Aż dziw bierze, że w tej chwili nie mają więcej fanów niż Tokio Hotel. Ale cóż, może za rok…

Laura Veirs – Saltbreakers („Saltbreakers”, Nonesuch)
Przesympatyczna postać, do której (muzyki) od paru lat mam osobistą słabość. I teledysk – bardzo, bardzo lo-fi.

The Voices – I’ll Always Be Within You When There’s No One Left Inside („The Sound of Young America”, My Kung Fu)
Nagranie z EP-ki, która prezentuje ten młody zespół jako My Bloody Valentine zmieszane ze Spacemen 3. Dla fanów psychodelii gitarowej – rzecz do wygrzebania. Albo po prostu do kupienia, np. na Bleepie. A posłuchać można tu.

Kanye West – Can’t Tell Me Nothin’ („Graduation”, Roc-A-Fella)
To w kategorii „satyra”, bo Kanye nagrał najgorszą płytę z dotychczasowych, ale za to do teledysku tej jeszcze nie tak złej kompozycji zatrudnił między innymi znanego aktora, ale trochę bardziej znanego piosenkarza Willa Oldhama. Jeśli ktoś jeszcze tego nie widział, dużo stracił!

Simone White The American War („I Am the Man”, EMI)
Kapitalna ballada, zresztą niejedyna taka na albumie Simone White. Porównywalne „The Beep Beep Song” można zobaczyć tu.

Robert Wyatt – Just As You Are („Comicopera”, Domino)
Takie niedzisiejsze, że mogłoby powstać 30 lat temu, jak cała płyta Wyatta. Piękne, wrzuciłem zresztą obok, więc żadne zaskoczenie dla stałych bywalców.

XXL (Xiu Xiu Larsen) – The Tale of Brother Cakes and Sugar Dust („Spicchiology?”, Important)
Za to tu zaskoczenie – nawet dla mnie. Ale nie mogłem sobie darować dorzucenia tego długiego, na poły instrumentalnego nagrania Xiu Xiu i Larsena – wyszła im z tego najlepsza rzecz, jaką dotąd razem zrobili. Prawie 10 minut, ale za to prawie doskonałe. Zgram i dorzucę do „radia”, bo szukać tego można długo i bezowocnie. A jak ktoś chce kupić – szukać przez Darlę.

Neil Young – Ordinary People („Chrome Dreams II”, Warner)
Kwintesencja tego roku, który obfitował w nagrania stare, ale przywracane muzyce dzięki reedycjom. „Ordinary People” wielokrotnie grywane było na koncertach, ale na albumie studyjnym wyszło dopiero teraz. To jeden z klasycznych utworów Younga już dziś, a powiedzieć coś takiego o nagraniu artysty, który klasyków ma na pęczki – to dopiero coś znaczy. Życzę takich momentów więcej w roku 2008 i kończę, bo chciałbym się jeszcze wyspać przed Nowym Rokiem.

PS. Young to też Kanada.

PS2. Wielkie sprzątanie 2 will follow soon.

30 responses to “2007. WIELKIE SPRZĄTANIE: 1. Nagrania roku

  1. lukaszkusmierz

    Hmm, w podobnym zestawieniu u mnie powtórzy się może z jeden numer. Inne gusta i dobrze. Właśnie sam się zastanawiam nad fenomenem The Field – nagrania w podobnym stylu słyszałem już parę lat temu i dumam skąd ta wrzawa w Internecie? Tak jakby ludzie słuchający dotychczas tylko gitarowych bandów odkryli elektronikę. Nie mówię, że płyta jest zła, ale że nie AŻ TAK fantastyczna.

  2. Zgadzamy się za to w 100 procentach co do Hatifnats.

  3. Piosenka ładna, ale na koncercie (Off) już tak dobrze nie było. Brakuje warsztatu, doświadczenia, wszystko się brzydko rozłaziło…

  4. Absolutnie zgadzam się co do Tegan i Sary, płyta równa jak niemal żadna w tym roku, jest w czym przebierać;-)

  5. PJ Harvey. To był dobry rok.

  6. A tak się zastanawiam gdzie jest Björk? Ja wiem że Volta nieszczególnie zachwyca no, ale „Declare Independence” mnie wgniotło. Pozdrawiam.

  7. świerk ->
    Mnie wgniotło hałasem, ale emocjonalnie nie ruszyło. O „Volcie” będzie w jednej z kolejnych części podsumowania co nieco.

    szubrycht ->
    Na koncercie to i Muchy cienko bzyczą.🙂

    Mag ->
    To był rok PJ, z całą pewnością.

  8. Muchy, panie, to przy nich buczą jak bąki. Albo odkurzacze. Ale problem Hatifnats faktycznie nie jest obcy innym młodym polskim zespołom – Car Is On Fire choćby, którzy nagrywają świetne płyty, a na żywo muszą nadrabiać miną (i entuzjazmem). To pewnie bierze się z tego, że te wszystkie kapele grają mało koncertów, po kilka, kilkanaście w roku, a nie, jak w cywilizowanym świecie – miesięcznie…

  9. Cześć.U mnie odwrotnie Atlas zamiast Tonto,Fireworks zamiast For Reverend Green,Videotape zamiast Bodysnatchers Hand Me Up To Dry zamiast We Used to Do Vacation,ale Jimmy,When Under Ether,Nerwy i wiktoriańscy lekarze na mojej liście są obowiązkowo.

  10. Hmm… ciekawe zestawienie, ale moim siedemnastu wiosnom wydaje się, że przeciętny słuchacz zna może trzy czy cztery utwory, które Pan tu zamieścił. Ma Pan więc bardzo oryginalny gust. Jak dla mnie, spokojnie można ten zbiór nazwać „łakomym kąskiem dla ludzi po d 40”. Bez obrazu, oczywiście:) Osobiście z Pańskiej listy ubóstwiam czworo wykonawców.
    I tak zostanie. Chyba, że się zakocham w jakimś facecie pod 40, wtedy mój wybredny gust trafi szlag i zastosuję się do Pańskich wyborów. Niech Pan jednak trzyma za mnie kciuki, bo nie chcę sobie odpuścić zaplanowanego koncertu Metallicy przez jakiegoś Mężczyznę.
    Pozdrawiam serdecznie:)

  11. hatelka ->
    Ci pod czterdziestkę to akurat najlepsi specjaliści od Metalliki – przynajmniej z tego, co mi wiadomo😉
    Ja ciągle bliżej 30 niż 40, ale znam paru takich, co mają po 20 i dowiaduję się od nich o ciekawych rzeczach, których nigdy przedtem nie słyszałem…

    Without ->
    Zwykle im lepsza płyta, tym trudniej wybrać jeden najlepszy utwór. Długo się wahałem nad „Atlasem”.

  12. Np jakich?:) Z czystej ciekawości…

  13. Np. tych z sekcji „Polecam” tego bloga, ale też dwóch osób z Polskiego Radia około 25-tki, przynajmniej dwojga kolejnych piszących dla „Przekroju”, też mniej więcej w tym wieku. Nie wiek się liczy.

  14. Jest jeszcze Lucek, który bezczelnie zaniża średnią.

  15. A co z Panda Bear’em?Ja uwielbiam Person Pitch,a utwory takie jak Bros czy… a właściwie cała płyta jest świetna.Dla mnie płyta roku

  16. To dziwne, że się Pan przyznał, bo z reguły dorośli są wszystkowiedzący:) I z przykrością stwierdzam, że nie czytam „Przekroju”, jedynie „Angorę” i „Wprost”. Jednak wolę książki…

  17. Without ->
    Mam jakiś problem z tym Panda Bearem. Podoba mi się, ale w całości nie zwalił mnie z nóg. Może rzeczywiście wśród nagrań coś się powinno znaleźć z tego albumu.

    hatelka ->
    A ja myślałem, że jest dokładnie odwrotnie: z każdym rokiem wydaje mi się, że wiem za mało. Co gorsza z każdym rokiem to wrażenie się pogłębia.

  18. A mnie nie powalił album LCD Soundsystem.Owszem ciekawy,kilka dobrych nagrań (4 może 5)a takie zamieszanie w podsumowaniach…ale Battles mnie pozytywnie zaskoczyli,dawno takiego albumu nie słyszałem

  19. Niech Pan tak nie mówi, bo to brzmi jak kryzys wieku średniego. Statystycznie rzecz biorąc dziennikarze i ich imitacje to inteligentni i mądrzy ludzie. Ma Pan całe życie na poznawanie, więc zamiast „pogłębiać się w tym wrażeniu” lepiej pogłębiać wiedzę, ale ze zdrowym rozsądkiem.
    Poza tym lepiej wiedzieć, że wiedza nie jest pełna niż obnosić się z głupotą.

  20. Without ->
    Zgadzam się. LCD Soundsystem stanowczo za bardzo „nadmuchane”.

  21. LCD nadmuchane ale nie tak bardzo jak niby rewolucja w muzyce dzięki Nu Rave’owi.LCD przy Klaxons to klasyk ;P

  22. Jak to klakson – upiornie głośny, ale krótki😉

  23. Jutro będą płyty roku 2007?Zobaczę ile płyt zgodzi się z moją listą.Już czekam na Ha Ce Ha z podsumowaniem roku.

  24. Będą na pewno. W HCH podsumowujemy rok z 10.01 na 11 o północy.

  25. Devendra Banhart i Modest Mouse <– tego mi jeszcze tu brakuje😉

  26. Jakiś utwór The White Stripes,Spoon – The Ghost of Your Lingers,UNKLE – Burn My Shadow i !!! – Heart Of Hearts

  27. low – „drums and guns” poniżej oczekiwań? moim zdaniem jedna z lepszych w karierze, zresztą z tego co pamiętam na RYMie dostało od Pana czwórkę.

  28. patataj -> dałem czwórkę, to fakt, ale mój stosunek do tej płyty zmieniał się już dwukrotnie – na początku kompletnie mi się nie podobała, potem się z nią oswoiłem, ale teraz, słuchając jej na koniec roku, jeszcze porównałem z poprzedniczką, no i znów wyszło, że rozczarowanie. Bywa i tak. Dziwna płyta.

  29. wiem, że późno.

    Efterklang zdecydowanie nie jest rozczarowaniem. zaskoczeniem wręcz.
    zwłaszcza, że zakup dokonany po usłyszeniu ‚mirador’. potem ‚frida found a friend’, ‚caravan’?

    na żywo natomiast zaskoczenie prowadzące prawie do zgonu. taka śmierć z nadmiaru emocji.

    jeśli Pan pozwoli to na koniec polecę:

    http://www.myspace.com/erasedtapes

    bardzo ciekawy label.

  30. Pingback: Polifonia » Archiwum bloga » Feist dalej od środka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s