666 powodów, żeby w te Święta słuchać metalu

Supersilent 8

SUPERSILENT
„8”
Rune Grammofon 2007
RuneGrammofon.com
>>>4<<

Om - Pilgrimage

OM
„Pilgrimage”
Southern Lord 2007
omvibratory.com
>>>>5<

Jeśli myślicie, że będę się odnosił do mierzonych licznikiem linczów czytelników, nicków i aliasów, to przykro mi – bardziej pasjonującą rzeczą są już tańce na lodzie. Zdecydowałem się zmarnować czas w inny sposób. Za to odniosę się w pewien sposób do trolli. Takich, które występują na okładkach złych zespołów z lat 80., 90. i współczesnych. Zwykle bowiem metalowcy mieli fatalną reputację. Gdy mój kolega JS kiedyś zaczął się niezdrowo interesować metalem, uznałem, że pewnie sobie zepsuł słuch, puszczając głośno Merzbowa. Dziś okazuje się, że po prostu miał świadomość, co jest w awangardzie. Właśnie zaczynał się szum wokół Sunn O))), Borisa i tym podobnych, którego ofiarą stałem się dopiero rok czy dwa później. Z kolei niejaki MM – szefujący grupie M&M – od dawna pasjonował się stronami typu „Byłem nastoletnim metalowcem”, a ja głupi myślałem, że z tego nic poza żartami nie będzie. Że kult Iron Maiden to w dzisiejszych czasach coś poniżej poziomu. Tymczasem nie dość, że starsi panowie i dojrzałe panie się tym zajmują dalej, to jeszcze młodzi zaglądają w okienko Lucyferowi. W końcu sam stałem się ofiarą tego szatańskiego trendu.

Supersilent, czyli jedna z najlepszych grup jazzowych ostatnich lat, po latach eksplorowania dźwięków na pograniczu ciszy i przekładania ich z dzikimi improwizacjami, uderzyła w metal. Jak zwykle oszczędni płytę opatrzyli kolejnym numerkiem. Ostatnio było 7 (DVD koncertowe, niekiepskie zresztą), teraz mamy ósemkę z utworami ponumerowanymi od 1 do 8, bo wymyślanie tytułów to czynność równie głupia i jałowa, co te wymieniane przeze mnie na początku. Z tego zestawu przynajmniej „1” i „7” udowodnią Wam, że można bez gitar (o sile rażenia Supersilent decydują głównie perkusja i mroczne elektroniczne brudy Helge Stena) stworzyć klimat z piekła rodem. Grupa Stena nie ma cały czas odpowiednika w swojej pozycji między jazzem, noise’em i elektroniczną improwizacją, ale ostatnio brakowało jej świeżego spojrzenia na ta, co robi. „8” pokazuje, że jakieś pomysły Norwegowie jednak mają.

Om nie musi się odnosić do metalu, bo sam jest metalem. Chris Hakius i Al Cisneros żyją gatunkiem na co dzień i w tym wypadku to oni są inspiracją dla Supersilent, w dodatku w pewnym sensie niedościgłą, bo Norwegowie grają w czwórkę, a tu mamy duet. Om jest fantastyczny pod jednym względem – puszczacie go znajomym, mówicie, że to tylko dwóch facetów (bas i perkusja) i nikt Wam nie wierzy. Począwszy od pierwszego kawałka, który brzmi jak nowsza wersja „Set the Controls for the Heart of the Sun” Floydów, przez kolejne, które klimat Black Sabbath przenoszą w nowoczesny wymiar i sprawiają, że powolne riffy znowu są w stanie przerażać. Niezwykła, inteligentna i przy okazji kompletnie prymitywna muzyka, mocno działająca na emocje i wyprodukowana ze smakiem (Albini!). Teraz, wzorem innych oszustów, powinienem powiedzieć: „to tylko 2 z 666 powodów”, żeby zainteresować się przenikaniem metalu do innych branż (jak tak dalej pójdzie, to kolejnym gatunkiem, który zamieni się w coś sensownego, może być nawet emo). Ale ponieważ znieczuliłem się słuchaniem metalu, oleję pozostałe 664.

Kapitalny – jak się wydaje, bo znam z fragmentów – album Borisa i Merzbowa już w drodze do mnie, więc jest szansa, że za kilka tygodni będę tak głuchy, że nie będę nawet słyszał słowa „lincz”, ha.

10 responses to “666 powodów, żeby w te Święta słuchać metalu

  1. >Kapitalny – jak się wydaje, bo znam z >fragmentów – album Borisa i Merzbowa już w >drodze do mnie, więc jest szansa, że za >kilka tygodni będę tak głuchy, że nie będę >nawet słyszał słowa “lincz”, ha.

    Pierwszy dysk, pierwszy utwór – cały „Feedbacker” z dodatkowym, dobrze wpasowanym, hałasem to jest zdecydowanie najmocniejszy punkt tego albumu. Późniejszy zestaw utworów mógłby być lepszy – ale nie jest.

    ATSW: Do mnie w drodze z Japonii dwupłytowe wydanie najlepszej płyty Sunn O))) („Flight of the Behemoth”, jakżeby inaczej), a tam także Merzbow i też według tych, co już mają, świetne :>

  2. No, no, no – ale to chyba nie tylko w Japonii sprzedają? Tę płytę Sunn O))) znam tylko ze słyszenia, no i z przepięknej (jeśli tak to wypada ująć) okładki.

  3. Chcialem tylko powiedziec ze zadzam sie co do OM, w zyciu nie przyszlo by mi do glowy sluchajac ich ze to duet.., to dowodzi iż najwazniejszy jest pomysl na muzyke. Okazalo się ze moj przyjaciel z Irlandii ma jakis tajemniczy zapas plyt Sleep i ma przywieść mi je na święta, wiec chyba jednak beda one metalowe.. Pozdrrawiam

  4. Bartku,
    wiadomo, że święta bez metalu to jak dwa grzyby w barszczu bez barszczu. A Sunn O))) White 1 + 2 znasz? I wspomniany wyżej Sleep – Jerusalem?

  5. ojaaa fajne😀 spylam na święta w 666🙂

  6. Temat „trolli” mnie zajmuje, albowiem sam dokonałem niejako ekspiacji trolla, na moim blogu kiedyś, w tekście „Siódmy Troll”.
    Co do Floydów: w młodości zakochany byłem właśnie w ich „stronie Watersowskiej”. Ale dziś na stare lata pogodniej i lepiej brzmi mi- pozbawiony tego Watersowskiego niepokoju- Dave Gilmour.

    Pozwolę sobie wstawić krótki tekst, ale naprawdę kogoś wielkiego. Jeśli zaśmiecam, to przepraszam. Proszę:

    „Trolle w ludowych przesądach to głupie i złośliwe elfy, mieszkające w szczelinach skał lub w rozpadających się chatach. Co nobliwsze mają po dwie lub trzy głowy. Henryk Ibsen poematem dramatycznym „Peer Gynt” (1867) zapewnił im nieśmiertelność. Ibsen twierdzi, że są one przede wszystkim straszliwie zarozumiałe; myślą lub usiłują myśleć, że ohydny napar, który sporządzają, jest znakomity i że ich jaskinie to pałace.”

    „Trolle”
    Z tomu: „Księga istot zmyślonych”, Jorge Luis Borges

  7. migala, More Works -> „White 1” znam, dwójki jeszcze nie, Sleep w takim razie zacznę szukać już dziś.

    proces -> dzięki za ten fragment o trollach, czytałem „Księgę…” dawno temu, miło sobie przypomnieć. Może zaczniemy na nich (nie) mówić per „peergynty”, tak dla niepoznaki?

  8. „…jak tak dalej pójdzie, to kolejnym gatunkiem, który zamieni się w coś sensownego…”

    No proszę Pana a Slayer to co, pies?? Metal, już od dłuższego czasu jest bardzo sensowny, co prawda ciągle się uważa fanów cięższych brzmień za zwykłych troglodytów ale przecież Living Colour, Faith No More i The Dillinger Escape Plan tworzą od lat. A pustki i lekkości nie można im zarzucić.

    pozdrawiam \m/ {growl} \m/

  9. No to i u Lucyfera mam przerąbane😎
    Slayer to kapitalny zespół. Nie dam również złego słowa powiedzieć o Death Angel i paru innych kapelach, na których – przyznać muszę – wychowywałem się w latach 80. Tylko perspektywa czasowa wszystko zmienia. Przyjmijmy w takim razie, że to miał być żartobliwy wtręt i trzymajmy się tego, gdy fani Slayera będą mnie opiekać nad ogniem.

  10. Ja się na Slayerze „wychowywałem”😆 na początku lat 90. Death Angel też tam było. I rozmaite Sepultury i Kreatory i Anthraxy i nie pamiętam, co jeszcze. A potem jakoś bezproblemowo przeskoczyłem od tego do muzyki klasycznej🙂 Ale jak mnie czasem nostalgia zmoże, to sobie coś z tych dawnych przebojów puszczam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s