Depesz na bezpiecznych pozycjach

David Gahan

DAVE GAHAN
„Hourglass”
Mute 2007
davegahan.com
>>3<<<

Nowe zabawki i stare przyzwyczajenia – chciałoby się powiedzieć o tym wszystkim, co dzieje się w obozie Depeche Mode. W latach 80. ich „Some Great Reward” słuchane na pierwszych słuchawkach pierwszego walkmana odmieniło moje dzieciństwo w taki sposób, w jaki John Cage odmienił całą muzykę XX wieku. Bez przesady – każdy ma jakiś moment przełomowy, a dla mnie była nim chwila, gdy usłyszałem sample dźwięków otoczenia (młoty, maszyny), które wmontowano w muzyce dzięki nowince technicznej, jaką był klawiaturowy sampler Emulator. Nawet Merzbow nie zrobił na mnie takiego wrażenia, ale może to dlatego, że posłuchałem go wiele lat później, a – jak wiadomo z badań naukowych – słuch dziecka jest bardziej czuły. No ale skoro odbiegam od głównego tematu, to znaczy, że jest mało interesujący. Bo jest. Nowy Gahan to w pewnym sensie ucieczka wokalisty Depeche Mode z rejonów ostrego rocka (bo tak zaczynał solo) na z góry upatrzone bezpieczne pozycje, dzięki czemu trudno go odróżnić od samego Depeche Mode. To zachowanie – zachowawcze, chciałoby się dodać – powoduje, że trudno powiedzieć, kiedy to w ogóle nagrano. I z której to sesji DM pochodzą te odrzuty (bo jako takie się kojarzy większość z tych kawałków, co w sumie Gahan mógłby potraktować jako komplement – w końcu Gore komponujący dla DM na co dzień to mocna marka). A jeszcze trudniej stwierdzić „po co?”, chyba że weźmiemy pod uwagę konieczność spłacenia kredytów na rehabilitację, które (naprawdę, nie chcę być złośliwy) napędzają tempo działań wielu tworzącym eksnarkomanom. Najlepsze i najbardziej oryginalne fragmenty tego albumu po prostu muszą się skojarzyć z Nine Inch Nails (skądinąd projektem pilnego ucznia DM), a najgorsze przekonują, że najlepsze solowe rzeczy członków DM to te, które produkuje były członek kapeli Alan Wilder na płytach projektu Recoil – ostatnia okazała się zresztą zaskakująco progresywna, nowoczesna i udana (miałem okazję o tym pisać – rzecz wisi aktualnie tutaj). Więc jeśli miałbym się wypowiedzieć krócej, to po prostu: nie.

Swoją drogą nieźle ten album puentuje jedna z fraz, dzięki której ludzie zaglądają na tego bloga, zupełnie zresztą abstrakcyjna:”zegar – przyjaciel czy wróg?”. Otóż jeśli chodzi o Gahana, zdecydowanie to drugie.

4 responses to “Depesz na bezpiecznych pozycjach

  1. wawrzyniec prusky

    Ja natomiast odsłuchałem z przyjemnością, z tym że przyjemność była większa bliżej końca płyty (bynajmniej nie dlatego, że płyta się kończy, tylko lepsze numery kończą krążek). Fakt faktem, że obok najlepszych płyt DM solowego Gahana wstyd postawić, jednak brutalna rzeczywistośc jest taka, że zarówno DM razem, jak i osobno prochu już nie wymyślą, pozostało im mniej lub bardziej udane błądzenie wytartymi ścieżkami.
    Ja akurat lubię znajome okolice, więc i przyjemnie było słuchać

  2. Fakt, zbiera ta płyta bardzo różne głosy. Ale Recoil był dla mnie zaskakująco dobry – może stąd taka ocena.

  3. Nie znam nowej płyty Gahana, jakoś nie za bardzo mam ochotę po nią sięgać (może niesłusznie), ale to niekoniecznie oznacza, że stare się zupełnie zdewaluowało. Fakt, pewnie DM prochu już nie wymyślą, natomiast takie „Playing The Angel” bardzo zgrabnie odświeżyło muzykę kapeli – nawet jeśli to faktycznie „tylko” bardziej udane błądzenie wytartymi ścieżkami. Taka brutalna rzeczywistość to mi pasuje.

    Jest coś charakterystycznego w ostatnich poczynaniach niektórych (a niemała to grupa) „starych”. Weźmy klasyków – Cave’a, Waitsa, Springsteena (rewelacyjna „We Shall Overcome”), nawet McCartneya (dobra, równa „Chaos And Creation…”), wreszcie nowego Wyatta. Weźmy „powroty” Dinosaur Jr. czy Shellaca, Television Personalities i Pere Ubu z 2006, nowe They Might Be Giants czy Crowded House, którzy nagrali zadziwiająco dobre płyty. Przykłady można mnożyć.

    Oczywiście nie jest to żadna reguła absolutna (vide ostatni Ian Brown czy Smashing Pumpkins), nie umniejsza to w niczym młodzieży, natomiast moim zdaniem wskazuje, że nie warto na starszyźnie stawiać krzyżyka i określać – jak w wielu miejscach czytam – jako niesamowicie dobrą propozycję bandów typu Babyshambles czy The Kooks. Bo można się w wielu przypadkach bardzo miło rozczarować. No ale za to chyba kochamy muzykę, czyż nie?

    Reasumując – starzy górą🙂

  4. Recenzja ciekawa, co do komentarzy – nie wiem czy można w ogóle ustawiać obok siebie Alana i Dave`a w projektach solowych.
    Kilka moich tekstów o DM można przeczytać na
    http://tutitt.wordpress.com/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s