Jak zmyć z siebie cały dzień (bez sięgania po ECM)

Terry Riley

TERRY RILEY
„Les yeux fermés & Lifespan”
Elision Fields 2007
elisionfields.com
>>>>5<

Znajomy mówi: „Co to?”. Ja: „Terry Riley”. On: „Terje Rypdal?”. I rzecz nie ma tylko charakteru czystego przesłyszenia. Z brzmienia ECM coś tu jest. A raczej: coś w brzmieniu ECM zostało EWIDENTNIE ukradzione minimalistom. Taki czynnik służący zmyciu z siebie dnia. Są takie płyty, które pozwalają wykasować nastrój, cały pęd dnia, ba – jeszcze potrafią zresetować zmęczenie muzyką. A słuchanie potrafi być okrutnie męczące. Ta płyta coś takiego ma, a przy okazji poziom surowości, spontaniczności wyróżniałaby ją z katalogu ECM, gdyby kiedykolwiek w nim się ukazała.

Tak naprawdę „Les yeux fermes” i „Lifespan” – dwie ścieżki dźwiękowe do filmów – w żadnym katalogu się nie ukazywały od lat. Na kompakcie nie było ich nigdy, aż do października tego roku. Świetne wrażenie robi przede wszystkim ta pierwsza. Dwa długie nagrania, jedno na organy przetwarzane przez delay, a drugie – na podobnie potraktowaną partię saksofonu. Nie było mnie na świecie, kiedy Riley dawał swoje całonocne koncerty w takim właśnie stylu, a gdy się zmęczył po kilku godzinach, odtwarzał saksofon z taśmy i włączał delay, po czym robił sobie krótką przerwę. Nie było mnie, ale podejrzewam – na podstawie relacji – że ten album z muzyką do francuskiego filmu eksperymentalnego o człowieku udającym niewidomego genialnie oddaje tamten klimat. „Lifespan” (muzyka do B-klasowej SF z 1974 roku o naukowcu poszukującym eliksiru życia) to już mieszanka fascynacji Rileya – od bardzo nowoczesnych (nawet dziś) repetytywnych motywów w „In the Summer” po klasyczne klimaty ragi hinduskiej w „Slow Melody in Bhairavi”. Nie byłem nigdy wielkim fanem „In C”, nawet „A Rainbow in Curved Air” do pewnego momentu nie robiło na mnie takiego wrażenia, jakie wywołało w pokoleniu hipisów, ale muszę przyznać się do absolutnej fascynacji Rileyem ostatnio – nie tylko tym, co stworzył, ale też nonszalancją, z jaką zaniedbywał to, co polerowali w sobie inni. Może dlatego niektóre utwory Reicha, a prawie wszystkie Glassa brzmią dziś nowocześnie, ale przy Rileyu wypadają trochę jak ten ECM. Z całym szacunkiem dla Rypdala, oczywiście.

Pora na „the best of” z wpisów, którymi ludzie przeszukują Google’a, żeby trafić na tę stronę. Nowy numer jeden to „jak nauczyć dziecko przesypiać noc”. Ten blog wyświetla się jako jedna z pierwszych porad. A że do tej pory takiej porady de facto nie udzielał, nadrabiam: wystarczy puszczać mu Rileya. To działa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s