Lepsi niż Radiohead

Band of Horses
BAND OF HORSES
„Cease to Begin”
Sub Pop
bandofhorses.com

>>>>5<

Drugoligowy zespół amerykański lepszy niż najlepszy zespół rockowy ostatnich lat? Niemożliwe staje się możliwe, a druga liga gryzie pierwszą po łydkach. Nie eksperymentatorskim zacięciem, ale prostą siłą rażenia piosenek. W tej dziedzinie amerykańska kultura niezależna trzyma się kapitalnie. A zespół Band of Horses, który ledwie debiutował niezłym „Everything All the Time” (z kapitalną piosenką „Funeral” na pokładzie), teraz rozwija się konsekwentnie na drugim albumie, proponując zestaw piosenek o bardziej wyrównanym poziomie niż poprzednio. 35 minut i dziesięć nagrań, w których najstarsza tradycja amerykańskiej alternatywy, tej college’owej, z R.E.M. i The Flaming Lips (tu porównania obejmują jeszcze głos wokalisty BoH) na czele, odbija się jak księżyc w wodzie na okładce płyty. Wpływy są klarowne, miejsce na mapie gitarowego grania w Stanach już całkiem pewne, a pewne cechy wykonawcze, brzmieniowe, na tyle jednak wyraziste, żeby odróżnić BoH od szeregu innych nowych grup bez zastanowienia. Nie wiem, czy rzecz będzie w stanie usatysfakcjonować tych fanów Radiohead, których album „In_Rainbows” pogrążył w smutku i rozterce (tu opinia słuchaczki, której nie usatysfakcjonował), tytuł niniejszego tekstu pozostaje więc małą prowokacją. To inne planety. Grupa ze Seattle prawdopodobnie nigdy nie osiągnie takiego statusu co Anglicy z Oxfordu. Zapewne nigdy nie nagrają czegoś choćby ocierającego się o „OK Computer” czy „Kid A”. Skazani są wręcz na małość w pewnym sensie. Za dużo w ich muzyce ograniczeń, skromności, dystansu. Ale będę obserwował ich karierę pilnie, a tej płyty posłucham po raz kolejny, bo dziś są lepsi od Yorke’a i spółki.

6 responses to “Lepsi niż Radiohead

  1. masz trochę racji z ta płytą Band of Horses, dobre piosenki zawsze są w cenie, szkoda tylko, że amerykańska brygada troszkę nie wychodzi spoza ramy collegowo-radio friendly brzmień (casus I am Kloot się kłania też, tylko bardziej brytolsko of course), no ale przecież niektórych artystów lubi się za solidny songwritting, ja dzisiaj przez cały dzień katuje „The Black And White Album” The Hives, te chórki, melodie i wrzask dają straszliwego kopa, trochę Timbalandowa produkcja razi, ale nie spodziewałem się po Szwedach takiego fajnego kombinowania na poletku post-punku:)

  2. solidne amerykańskie granie…dopóki nie wchodzi wokal. dla mnie nie do przejścia.

  3. a dla mnie to jeden z mega wokali, plyta troszke gorsza od debiutu, ale i tak jest cudowna.
    pozdrawiam
    marek

  4. „trochę Timbalandowa produkcja razi”

    Ciekawe bardzo, bo tam nie ma Timbalanda ani grama. Na b-side’ach ma być.

    A Band of Horses znakomite. Może to nie jest ten poziom co debiut, albo Songs About Leaving, ale słucha się z niesamowitą przyjemnością. Cigarettes, Wedding Bands dłuuuugo w kółko odtwarzałem. Cudowny utwór.

  5. Pingback: Spotkamy się w grobie. I potańczymy « CHACIŃSKI

  6. Pingback: 2007. WIELKIE SPRZĄTANIE: 1. Najlepsze nagrania roku « CHACIŃSKI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s