Herbie przynudza

 Herbie Joni Mitchell
HERBIE HANCOCK
„River. The Joni Letters”
Verve 2007
>>3<<<

Płyta lekkopółśrednia, z naciskiem na to ostatnie. Hancock składa hołd Joni Mitchell, usiłując ją ujazzowić i przy okazji morduje parę tematów ze szczególnym bestialstwem, a to topiąc w lukrze (saksofon sopranowy to – jeśli ktoś jeszcze nie zauważył – wyjątkowo skuteczne narzędzie mordu), a to zrzucając lawinę kompletnie niepotrzebnych solówek fortepianowych. No dobra, chwilami jest przyjemnie, ale to wtedy, gdy znika cień głównej bohaterki. O tym, że Joni nie znosi najlepiej hołdów, mieliśmy okazję się przekonać przy okazji niedawnej płyty „A Tribute to Joni Mitchell”. Tam Sufjan Stevens, Bjork i Caetano Veloso nie pomogli. Nawet jeden utwór nie otarł się klasą o oryginały. Tu nie pomogli Tina Turner, Leonard Cohen i Corinne Bailey Rae. Stosunkowo najlepiej wypada ze swą prostolinijną jak zwykle interpretacją Norah Jones. Wiem, narażę się paru słuchaczom tej płyty, ale ja szukałem oryginalnych tematów, a nie jazzu tam, gdzie nikt go nie potrzebuje. Balans w oryginalnych utworach kanadyjskiej songwriterki jest bardzo kruchy, zbudowany na subtelnościach, a tu wszystko się wali, ucieka w kierunku plumkania, z pomocą wybitnych muzyków (Wayne Shorter! Dave Holland! Herbie!) zostaje zepchnięte. A, prawda, jest jeszcze sama Joni Mitchell. Ale wolę, gdy oddaje hołd sama sobie, nagrywając nowy materiał. Poza tym jej nie liczę – zatrudnianie kogoś, żeby oddawał hołd sam sobie to coś wbrew wszystkim muzycznym standardom. A jeśli kogoś to wszystko nie przekonuje, to i tak przeczytał już, co trzeba, w tytule.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s