Neil Young jako wieczny amator

Neil Young Chrome Dreams II

NEIL YOUNG
„Chrome Dreams II”
Warner 2007
>>>4<<

Kiedy próbowałem się uczyć grać na gitarze, Neil Young okazał się dla mnie ważniejszy niż Steve Vai, Eddie Van Halen czy inni legendarni technicy. Po prostu w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że tamtych zwykły śmiertelnik nie dogoni nigdy. Nie ma więc sensu się ścigać. Co innego Neil Young – jego gitarowe riffy i solówki były zawsze dostępne dla każdego. Dawały tyle satysfakcji, ile tylko włożyło się w nie pasji. Na „Chrome Dreams II” 61-letni Kanadyjczyk wraca do swoich starych gitarowych patentów, a mnie łza się kręci w oku, gdy słyszę, jak bardzo są one proste. I w muzyce, i w warstwie lirycznej zwykły śmiertelnik jest dla niego nieustająco w centrum zainteresowania. Nie bez kozery centralne nagranie na tej nowej płycie to 18-minutowy pean na cześć „normalsów” – „Ordinary People”. Prosto, szczerze, na paru akordach gitarowych podbijanych dęciakami Young opowiada historię, która zamienia się we wciągający hit, który ma długość połowy radiowej listy przebojów. I chce to podobno wydać na singlu.
„Ordinary People” jest najlepszą wizytówką tej płyty także pod innym względem – to utwór grywany już przez Younga w latach 80. Jest jednym z kilku nagrań odkurzonych na nowej płycie. Countrowy „Beautiful Bluebird” zagrany na początek też do nich należy, podobnie jak folkowy „Boxcar”. Ale i wielbiciele elektrycznego Younga z płyt The Crazy Horse będą usatysfakcjonowani tą różnorodną płytą. Z myślą o nich na pewno powstało świetne „Spirit Road” i kolejny długi utwór „No Hidden Path”. Zresztą mamy tu perkusistę The Crazy Horse Ralpha Molinę i gitarzystę Bena Keitha, który wprowadza trochę wyrafinowania, gdzie trzeba. Sam Young, który przeżywa świetny okres (ostatnio nagrywał udane protest-songi, a później wydawał wybitne stare nagrania koncertowe), pozostaje na tej płycie wiecznym amatorem – muzykiem, który wciąż się zmienia, ale jednocześnie w pełnym pasji podejściu pozostaje taki sam bez względu na konwencję.
A tak przy okazji – „Chrome Dreams” w ogóle nie wyszło. Nigdy. Choć taka płyta była przez Younga przygotowywana w latach 70. i zapowiadała się świetnie. Więc tytuł to taki mały żarcik – start od części drugiej.
I „przy okazji” numer dwa: ten album w sieci Empik kosztuje 69,99 zł. W Amazon.com – 12,99 USD. 34 złote wg kursu NBP z 22.10.07. Po doliczeniu przesyłki – jakieś 5 dolarów – 57 zł. Paczka tej wartości nie podlega opłatom celnym, więc jesteśmy do przodu o 12,99 zł. Nie to, żebym reklamował Amazona, są inne sklepy, jeszcze tańsze. Ale Neil Young w życiu by nie zapłacił za płytę sklepowym monopolistom nakładającym 50-procentową marżę.
(tu druga wersja niniejszej recenzji)

4 responses to “Neil Young jako wieczny amator

  1. O własnie, bardzo trafna konkluzja na zakończenie. Zwłaszcza że gdy się mieszka w kraju za miastem, trzeba jeszcze empikowi dołożyć 11zł kosztów przesyłki🙂

    Też próbowałem kiedyś uczyć się gry na gitarze – choć zapatrzony byłem na paru metalowców… ale i tak nic z tego nie wyszło.🙂

  2. 🙂
    przeczytałem,
    pozdrowienia

  3. Start od części drugiej – jak Gwiezdne Wojny od czwartej🙂

    Co do cen płyt, to rzeczywiście trochę przesada, ale dzięki temu globalna wioska ma swoje zalety.

  4. Pozdrawiam również. Z tymi „Gwiezdnymi…” jest coś na rzeczy. A w Amazonie właśnie obniżyli cenę do 11,99… Bez komentarza.🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s