CHACIŃSKI

Odeszli w 2008 roku

30 12 2008 · 15 komentarzy

Teo Macero, 82 lata, zmarł 19 lutego. Saksofonista, kompozytor, ale przede wszystkim producent jazzowy. Zrewolucjonizował spojrzenie na pracę studyjną jeszcze przed Lee Perrym i Brianem Eno, pracując jako “reżyser” albumów Milesa Davisa, szczególnie tych z przełomu lat 60. i 70., czyli edytując, tnąc i sklejając fragmenty długich sesji nagraniowych na prośbę mającego doń pełne zaufanie Davisa. Oprócz biografii (które nietrudno będzie znaleźć) polecam długi wywiad z Macero, który znajdziecie tutaj. Po resztę wystarczy sięgnąć do którejkolwiek biografii Davisa. Ten człowiek produkował mu płyty przez ponad 30 lat trzy kolejne dekady – od “Kind Of Blue” po “Tribute To Jack Johnson”! A to tylko jeden ze śmietanki jazzmanów, dla których pracował Macero.

Buddy Miles, 60 lat, zmarł 26 lutego. Perkusista znany przede wszystkim z grupy Band Of Gipsies Jimiego Hendrixa. Więcej tutaj.

Klaus Dinger, 61 lat, zmarł 21 marca. Znany z Kraftwerk i Neu! perkusista-minimalista, jeden z tych, którzy stworzyli brzmienie kraut rocka. Pomyślcie o TYM brzmieniu, które potem zaowocowało powstaniem całej sceny postrockowej. Więcej tu.

Albert Hofmann, 102 lata, zmarł 29 kwietnia. Szwajcarski chemik, który zsyntetyzował LSD w roku 1938, a potem robił doświadczenia z substancją (na sobie), pozostając rzecznikiem psychodelicznego undergroundu aż do śmierci. Skojarzcie z “Próbą kwasu w elektrycznej oranżadzie”, okładkami ery Day-Glo i rockiem psychodelicznym – od lat 60. po dziś – jeśli komuś brakuje podbudowy muzycznej. Jeśli komuś przeszkadza to, że narkotyki niszczą organizm, niech skojarzy z tą informacją wiek zmarłego chemika albo niech po prostu poczyta więcej tutaj.

Bo Diddley, 79 lat, zmarł 2 czerwca. Posiadacz najbardziej charakterystycznej gitary na świecie i równie charakterystycznego brzmienia. Jeden z ojców rock’n'rolla w latach 50.  A co było potem, znajdźcie sobie tu.

Esbjörn Svensson, 44 lata, zmarł 14 czerwca. Pianista i kompozytor, lider E.S.T., czołowa postać jazzu szwedzkiego, europejskiego, a wreszcie światowego, choć tym ostatnim faktem nie zdążył się nacieszyć, bo kariera E.S.T. w Ameryce dopiero się rozkręcała, gdy zginął w wypadku, nurkując przy jednej z wysp nieopodal Sztokholmu. Jeśli nawet nie zmienił oblicza jazzu, to na pewno zmienił odbiór jazzu, trafiając z nim do rockowej publiczności, o czym przekonać się można, przy okazji zdobywania wielu innych informacji, tutaj.

Isaac Hayes, 65 lat, zmarł 10 sierpnia. Król R&B, funku, soulu, wokalista i multiinstrumentalista, kucharz z “South Parku” i legenda wytwórni Stax. To nazwisko może rzadko gości na blogach poświęconych alternatywie rockowej i awangardzie, ale podejrzewam (a w paru wypadkach nawet wiem), że płyty Hayesa często goszczą za to w odtwarzaczach ludzi z tym kręgiem związanych. Poza tym sporo w jego dawnej muzyce odniesień do psychodelii. Ścieżkę dźwiękową do “Shafta” zna każdy – nawet jeśli nie zna Hayesa – ale warto też posłuchać na przykład “Hot Buttered Soul”. Po więcej wiadomości zapraszam tutaj.

Hector Zazou, 60 lat, zmarł 8 września. Francuz algierskiego pochodzenia. Producent i kompozytor działający na wielu polach muzyki alternatywnej i awangardowej, szczególnie dobrze łączący ich nurty z wpływami muzyki świata. Chorował długo, zdążył jeszcze nagrać przed śmiercią album “In The House Of Mirrors” – znakomitą pożegnalną płytę. Szukajcie informacji na stronach jego macierzystej wytwórni Crammed Discs, pod hasłem “Hector Zazou R.I.P.”.

Jimmy Carl Black, 70 lat, zmarł 1 listopada. Perkusista i wokalista grupy The Mothers Of Invention, czyli formacji Franka Zappy, od jej sławnych początków. Indianin z pochodzenia, freak z wyboru, można przypuszczać, że Zappa zawdzięcza mu wiele w dziedzinie poczucia humoru. Trzeba go posłuchać na “Freak Out!” i “We’re Only In It For The Money”, jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z dyskografią Zappy – znajdzie tam Blacka i bębniącego, i gadającego. Więcej informacji we wspomnieniu w “New York Timesie”. Swoją drogą, co za paskudny rok dla perkusistów.

Freddie Hubbard, 70 lat, zmarł wczoraj, czyli 29 grudnia. Grał z Johnem Coltranem i Theloniousem Monkiem, na bardzo wielu płytach wytwórni Blue Note. Jeszcze jeden trębacz lepszy od Chrisa Bottiego na tym świecie, przynajmniej do wczoraj. Poważnie – bez porównania lepszy. Więcej tu.

Swoją drogą na pewno o kimś zapomniałem. Dopiszcie więc, kogo tu brakuje, żeby na początek podsumowań roku mieć za sobą to najsmutniejsze.

Kategorie: informacje · podsumowanie roku 2008
Otagowane: , , , , , , , ,

15 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • artur k // 30 12 2008 @ 22:03 | Odpowiedz

    Ech, Dorival Caymmi zmarł niecały tydzień po Isaacu Hayesie (proszę mnie poprawić, jeśli spaprałem odmianę). Może mało znany, niewiele płyt wydał, ale to był czarodziej.

  • iammacio // 30 12 2008 @ 23:13 | Odpowiedz

    z kronikarskiego obowiazku, Rick Wright.

  • sadysław // 30 12 2008 @ 23:57 | Odpowiedz

    Eee… z kronikarskiego obowiązku: pomiędzy “Kind of Blue” i ” Tribute …” minęło ok. 11 lat. Teo pracował dla Milesa i później. w 1972 wyprodukował “On the Corner”. W 1981 “The Man with the Horn”, ale już “Tutu” to dzieło Tommy LiPuma, o ile pamietam. Najstarsza płyta Milesa, jaką mam i chciałem mieć to własnie ” On The Corner”.

  • sadysław // 30 12 2008 @ 23:59 | Odpowiedz

    Kurczę, mała korekta: “On the Corner” to najpóźniejsza płyta Milesa, jaką chciałem mieć.

  • Przemysław // 31 12 2008 @ 0:10 | Odpowiedz

    W 2008 roku odeszły dwie ważne wokalistki: Miriam Makeba – pionierka world music i Odetta – ważna postać amerykańskiego folku.

  • Bartek Chaciński // 31 12 2008 @ 0:43 | Odpowiedz

    Miriam Makeba – miałem wrażenie, że o kimś zapomniałem…
    No i Odetta Holmes – 77 lat, zmarła 2 grudnia
    Co do Milesa – powinienem był napisać “trzy dekady”, bo lata 50., 60. i 70. w wykonaniu Milesa się łapią. A wymieniłem po prostu symboliczne ważne płyty z dwóch różnych okresów. ;-)
    Rick Wright – 65 lat, 15 września.
    Dzięki za uzupełnienia.

  • sadysław // 31 12 2008 @ 17:31 | Odpowiedz

    Mitch Mitchell – dla mnie to gigant perkusji

  • olo // 31 12 2008 @ 17:33 | Odpowiedz

    eartha kitt?

  • szubrycht // 31 12 2008 @ 19:49 | Odpowiedz

    To ja może wspomnę jeszcze dwóch panów, co na takie wspomnienie bardzo pięknie zasłużyli: Sławomir Kulpowicz i Jeff Healey. Oraz trzech innych, z mojego podwórka: Gus Chambers (wokalista Grip Inc.), Chris “Witchhunter” Dudek (pierwszy bębniarz Sodom) i – last but not least – Aleksander “Olass” Mendyk (Acid Drinkers)

  • menijny // 3 01 2009 @ 18:31 | Odpowiedz

    18 września zmarł Mauricio Kagel: http://www.ubu.com/film/kagel.html (UBU Film — wiadomo), http://www.bombsite.com/issues/88/articles/2667 (wywiad z kompozytorem przeprowadzony przez Anthony’ego Colemana).

  • Pjerry // 5 01 2009 @ 10:57 | Odpowiedz

    Esbjörn Svensson – dla mnie to bardzo ważna postać. Mój ambiwalentny stosunek do jazzu sprawił, że przez długi czas byl w pewien sposób muzyka dla mnie obcą. Dwa artyści sprawili, że słuchanie jazzu stało się dla mnie autentyczna przyjemnością, Ch.Mingus i wspomniany E.Svensson.

  • holcman // 5 01 2009 @ 15:38 | Odpowiedz

    Janusz Christa zmarł. A jeśli komuś brakuje podbudowy muzycznej to jednym z jego pierwszych komiksów była rzecz o Luoisie Armstrongu.

  • H jak Hercules i reszta oraz J jak Juana Molina « CHACIŃSKI // 11 01 2009 @ 1:52 | Odpowiedz

    [...] płyta Hectora Zazou (patrz Odeszli w 2008), jak na pożegnalną płytę nietypowa, bo ważna nie tylko jako podsumowanie twórczości [...]

  • Natalia Przybysz // 13 01 2009 @ 18:48 | Odpowiedz

    MAMA AFRIKA
    Miriam Makeba (ur. 4 marca 1932 w Johannesburgu, zm. 10 listopada 2008 w Castel Volturno)

Dodaj komentarz