6 maj 2008
KRÓTKIE PIŁKI 1.0
Posted by Bartek Chaciński under opinie, recenzje | Tagi: Chauchat, Kronos Quartet, New York Crasnals, Terry Riley, Vampire Weekend |VAMPIRE WEEKEND
“Vampire Weekend”
Vampire Weekend / XL Recordings 2008
>>3<<<
www
Aż zacząłem się niepokoić z powodu braku następców Clap Your Hands Say Yeah. Ale jeśli Vampire Weekend - kolejni modni i eleganccy nowojorczycy nawiązujący do lat 80. - będą się wypalać tak szybko, to nie starczy nawet na półtorej płyty. Ktoś to nieźle skomentował na RYM: “Po kolejnym przesłuchaniu doszedłem do wniosku, że nie są tak dobrzy jak Vampire Weekend”. Nie ulega wątpliwości: szyte jest to-to bardzo grubymi nićmi. Lepiej kupić “Graceland” Paula Simona, lepiej kupić “Remain in Light” Talking Heads. Ucho mają chłopaki niezłe i pamięć niezgorszą, gorzej z wyobraźnią i tak zwanym “wkładem własnym”. W dodatku nic nie poradzę na to, że po piątym przesłuchaniu niektóre fragmenty tej króciutkiej (o, czy już mówiłem, że to jedna z zalet?) płyty stają się po prostu nieznośne. Najlepsze numery: “One (Blake’s Got a New Face)” i “Oxford Comma” - bo lubię jak ich wokalista robi to coś, co w Tyrolu nazwaliby jodłowaniem. Niektórzy próbują ten album analizować. Ale po co analizować, gdy się nie chce słuchać? Ciekawe, lecz głupawe.
.
CHAUCHAT
“Upon Thousands”
Yer Bird 2008
>>>>5<
Yer Bird
Też lata 80., ale jakie inne… Sonic Youth, Dinosaur jr., nawet trochę Red House Painters. Nie ma tej lekkości i egzotyki co VW, za to o ileż większy ciężar gatunkowy. No i solidność, nienachalna melodyjność w dobrym amerykańskim stylu. Teraz już mnie nie dziwi, że grają tyle lat - bo Chauchat to wcale nie atrakcja jednego sezonu, o nie. Charakterystyczny głos jęczącego wokalisty może trochę przeszkadzać co wrażliwszym (emocjonalny jest po prostu niejaki Tyler Whitney - trochę casus Band of Horses), a płyta nastręczać problemów z zakupem (nie ma nawet na Amazonie), ale proponuję słuchać wielokrotnie, bo apetyt rośnie w miarę. Chyba że ktoś od razu posłucha “I Grew Up in the Shadow of Your Death Drive” - znam reakcje natychmiastowego olśnienia po przesłuchaniu tego numeru, wciąż jednym z najlepszych, jakie słyszałem w tym roku. Przy rozsądnym przeliczniku dolarowym zakup tej płyty wraz z przesyłką to jakieś 35 złotych, więc nie zastanawiałbym się długo. I bez żadnych złudzeń - gdy piszę te słowa, w EMPiK-u za identyczne pieniądze proponują “Karaoke z Bebe Lilly”.
.
NEW YORK CRASNALS
“Faces and Noises We Can Make”
Kuka Records 2008
>2<<<<
www
Grudniowa płyta, która dotarła do mnie późno - długo po kompilacji w hołdzie Joy Division, która pokazywała możliwości New York Crasnals w ograniczonym zakresie. Wiemy z niej, że grają równo i mrocznie. To już coś. Recenzje krzyczą, że post-rock. Post-rock to może i jest, ale grany ciężko, na modłę grunge’u i ponuro na modłę właśnie Joy Division. Czyli polska specjalność. Każdy miał w życiu zespół licealny, przynajmniej każdy, kto zaliczył liceum. Jedne były lepsze, inne gorsze, ale żeby z najlepszego nawet zespołu licealnego wyszedł świetny zespół rockowy tak po prostu trzeba tego czegoś: determinacji, siły, własnego języka i ewolucji. Po prostu niektóre licealne zespoły nigdy nie ewoluują. Krasnalom życzę jak najlepiej, ale w przeciwieństwie do Vampire Weekend powinni słuchać znacznie więcej niż w tej chwili słuchają. I od dziś nie dotykać płyt zespołu Coma.
.
KRONOS QUARTET and WU-MAN
“Terry Riley: The Cusp of Magic”
Nonesuch 2008
>>>4<<
Kronos Quartet
Najlepiej wypromowany kwartet klasyczny wśród fanów rocka i najważniejszy kompozytor minimalistyczny dla fanów rocka. Do tego grająca na pipie (to taki, hm, instrument - gdyby ktoś nie wiedział) Chinka Wu Man, czyli odrobina egzotyki. W sumie gładkie wejście w świat muzyki współczesnej, gdyby ktoś miał na to ochotę. I wejście zwodnicze, bo to niemalże płyta dziecięca: egzotyczne melodie, pozytywkowe motywy, stosunkowo łatwe harmonie, nawet bęben basowy uderza tu (napędzany nogą jednego z członków kwartetu, jak widać na zdjęciu we wkładce), całkiem zresztą miarowo. Nie jest to wprawdzie house’owe 4/4, a sam podkład to dużo wyżej niż “Buddha-Bar” (jest za to utwór “Buddha’s Bedroom”, zresztą najciekawszy w zestawieniu), nie wystraszy znajomych zaproszonych na kolację, ale ciągle intrygujące. Może się podobać - to w tym wypadku chyba najlepsze określenie dla tej sympatycznej płyty. Tyle że słyszałem już lepsze utwory Rileya. I lepsze płyty Kronos Quartet.




6 maj 2008 at 14:14
czekam na Pana opinię o nowej płycie Portishead.
jak dla mnie album roku.
6 maj 2008 at 14:18
nie, albumem roku jest inny album ;P
no opini też jestem ciekawa, no i jeszcze tej o płycie Scarlett Johanson spiewającej Waitsa…choć lepiej niech się Pan nie skazuje na takie męki…
6 maj 2008 at 14:19
btw, znalazłem bardzo fajny blog: http://pontone.pl/
6 maj 2008 at 14:29
eeee, fajny ten ponton
i do tego polski - sadzac po domenie
dzieki patataj!
jak go znalazles?
w koncu cos nowego
same blogi reckami albo mp3
6 maj 2008 at 14:58
Nie nie nie tak z tym Vampire Weekend! Miało być 4 lub 5, prawda?
6 maj 2008 at 16:30
Patataj –> Portishead ciekawe, ale czekam na płytę bez wyciszeń, bo dotąd korzystałem z promo wydawcy polskiego z przerwami (fuj!).
Dzięki za pontone’a!
Sivi –> a cóż to za album?
Łukasz –> Vampire Weekend w sumie nie jest najgorsze, ale jeśli Talking Heads dałbym 5, to nie może mieć więcej niż 3. Poza tym jest prawie tak męczące przy dłuższym obcowaniu co CYHSY.
7 maj 2008 at 0:51
jak to jaki?
Baby Dee oczywiście! gdyby Geothe przeczytał tekst the Early King byłby na 100% dumny z Dee ;)no bo w ogóle ja teraz jestem na etapie C93 i takie tam… i o niczym innym się nie da ze mną pogadać na chwilę obecną…
ale może przesłucham to Vampire Weekend;p
fajne te kwadraciki przy postach, kojarzą mi się z taką zabawką z dzieciństwa.
7 maj 2008 at 7:58
Chauchat świetny, chociaż z czasem zachwyt trochę opada. Niemniej, słucha się bardzo przyjemnie. Takie szczere rokowe granie.
A Portishead to jak dla mnie porażka roku. Legendy nie powinny powracać. I nie powinny słuchać Silver Apples.
7 maj 2008 at 10:27
wyostrzyl sie Panu jezyk na tych “wakacjach”
7 maj 2008 at 12:21
Migala –> Stęskniłem się za blogiem po prostu. Wysotrzył mi się, że tak powiem, apetyt.
Przez kilka tygodni słuchałem tylko starych płyt. Z drugiej strony, właśnie dlatego że słuchałem starych płyt, moje spojrzenie na nowe może być chwilowo bardziej krytyczne…
7 maj 2008 at 13:59
Vampire Weekend - ja też daję 3, ale nie uważam, że jest głupawy.Po prostu to nic odkrywczego i rewelacyjnego, ale dobra i przyjemna zabawka na jakiś czas, której kolejnej wersji sobie nie wyobrażam.
NYC - też nie wiem o co cały ten hype z krasnalami.
Portishead-płyta roku chyba nie,porażka roku - zdecydowanie nie, i jeśli wracać to właśnie w takim stylu.Dla mnie pozytywne zaskoczenie po lęku związanym z monotonnością Machine Gun,które zaskakująco wpasowało się później w całość.
8 maj 2008 at 20:48
ale jaki hype co do NYC? jak już to chyba przy VW i to taki który w żaden sposób nie idzie mi zrozumieć. a język ostrzejszy rzeczywiście i nie wiem czy mi się to podoba, tym niemniej cieszę się, że auto wrócił do nas, już nie musimy z sivi ratować blogsfery
9 maj 2008 at 1:56
hehe, świerk chyba wszyscy odetchnęli (cóż to za czasownik potworny) z ulgą
9 maj 2008 at 16:57
No, ale jakże to tak… Debiutantom trzeba dawać fory. Nie można od razu zestawiać z jakimś Talking Heads. 3 punkty dla VW muszę oprotestować
9 maj 2008 at 17:44
portishead jest dobre, ale tylko ostatnie 4 kawałki, reszta nudaaaa. natomiast Yoav - Charmed And Strange zdecydowanie jak dotąd najlepsza płyta wg mnie tego roku
9 maj 2008 at 18:46
Snorri –> Yoav to w takim razie muszę posłuchać.
Szubrycht –> Nie ma forów, bo jak im teraz damy fory, to nagrają taką płytę jak “dwójka” Clap Your Hands
Chociaż pewnie i tak nagrają. Ale ja naprawdę trzymam za nich kciuki…
13 maj 2008 at 17:27
Przepraszam ze tak brzydko sie promuje, ale zapraszamy Was serdecznie
British Sea Power, Clinic, Of Montreal, Caribou, James Chance i blisko 50 innych wykonawców na OFF FESTIVAL 2008. Więcej na: http://www.off-festival.mbank.pl