Blisko jest od alternatywy do komercji. Kolektyw Jazzanova i jego wytwórnia Sonar Kollektiv pewnie ostatni się dowiedzą o tym, że to, co robią, już dawno przestało być odświeżające, a stało piekielnie przewidywalne. Choć można się było połapać po fakturach za występy dla producentów drogich alkoholi, którzy wynajmują didżejów z SK jako wyznacznik stylu. Ale być może jednak jakiś proces orientacyjny się zaczyna, bo SK szuka nowej drogi w folku, a teraz pokazuje jeszcze coś. Otóż Christian Prommer ze swoim jazzowym kwartetem wziął na warsztat standardy… muzyki techno. Mr. Fingers, Derrick May, Kraftwerk, Isolée… wszystko w wersjach na sekcję rytmiczną i fortepian. I tak wyszła płyta, której słucha się nie bez przyjemności, ale zwiastująca dość wtórny roku. Co więcej, jeszcze w tym roku Prommer obiecuje część drugą, więc zakłada chyba, że sukces będzie.
Nagrania techno, tak jak cały gatunek, opierają się na brzmieniu, a nie na melodii. Mają też działać transowym, jednostajnym rytmem, a nie dzięki meandrującemu perkusiście jazzowemu. Jak bardzo odbiega od tego idiomu “Trans Europa Express”, nie muszę pisać – utwory Kraftwerku z tego okresu to w istocie precyzyjnie napisane piosenki. O ile więc każda z pozostałych wersji jest luźną chilloutową wariacja na temat, o tyle ten jeden cover wydaje się dopracowany i wierny oryginałowi. Ekspres Prommera odsadza na samym wstępie Señora Coconuta, ale tylko pod względem techniki. Coconut nadrabiał jednak braki techniczne poczuciem humoru i wyobraźnią. Tu, gdzie Prommer ma do zaproponowania kawałek ładnego jazzowego grania, Atom Heart dawał pomysł, syntezę, skrót i zabawę.
Nie ma tragedii, oczywiście, jak to przy dobrze skalkulowanych produkcjach bywa, ale nie spodziewajcie się po tej płycie czegokolwiek odkrywczego. Przy oryginałach nie da się wysiedzieć po kolacji. “Drumlesson” – rzecz na mocną trójkę – do obiadu nadaje się w sam raz.
Nie ma tragedii, oczywiście, jak to przy dobrze skalkulowanych produkcjach bywa, ale nie spodziewajcie się po tej płycie czegokolwiek odkrywczego. Przy oryginałach nie da się wysiedzieć po kolacji. “Drumlesson” – rzecz na mocną trójkę – do obiadu nadaje się w sam raz.


2 odpowiedzi jak dotąd ↓
iammacio // 28 01 2008 @ 21:23 |
witamy po przerwie;]
od techno to można z nudów zdechnąć;p
a kraftwerk zagra na coachelli:D
chigliack // 3 02 2008 @ 0:52 |
Jestem tu pierwszy raz, ale jeśli już za pierwszym razem trafiam na Magnetic Fields, to znaczy, że znów tu zajrzę!